|
Blog > Komentarze do wpisu
GRANICE PŁCI, GRANICE RASY - WYWIAD Z AGNIESZKĄ GRAFF (II)
Oto dalszy ciąg wywiadu z dr Agnieszką Graff. Raz jeszcze zapraszamy do lektury!
Maciej Józefowicz: Czyli według pani te wszystkie negatywne przypadłości się w przypadku Hillary nakładają: to, że reprezentuje establishment, to, że jest kobietą i to wreszcie, że jest kobietą, która nie chce się zachowywać jak kobieta? Agnieszka Graff: Sęk w tym że kobieta startująca w wyborach nie może się zachowywać kobieco – bo polityka to nie jest tradycyjnie kobiece zajęcie… Ale tak, raz, w czasie tej kampanii zachowała się bardzo po kobiecemu, to znaczy rozpłakała się przed kamerami w przededniu New Hampshire. Zresztą „rozpłakała się” jest przesadzonym opisem – jej się tylko „zamgliły” oczy. I to nie we własnej sprawie, to nie były kobiece łzy, łzy ze sfery prywatnej. Oczy się jej zamgliły z powodów patriotycznych, bardzo się wzruszyła tym, że Ameryka, że zmiana, że przyszłość…, co szczerze mówiąc było trochę idiotyczne, ale w sumie nie uwłaczało prezydenturze. W odpowiedzi rozpętała się seksistowska kampania przeciw niej. Pytano retorycznie, czy Ameryka może sobie pozwolić na przywódcę, który płacze? Na to oczywiście odezwały się głosy odwrotne: czy Ameryka może sobie pozwolić na przywódcę, który nie płacze, który jest zupełnie pozbawiony emocji? W każdym razie emocje wyrażane przez kobietę stanowią w sferze przywództwa w Stanach silne tabu. To jest problem na skalę niezrozumiałą w Europie. Trzeba sobie po prostu uświadomić, że w Stanach nigdy nie było kobiety-przywódcy. Że ogromna większość Amerykanów do niedawna jeszcze w badaniach odpowiadała, że główną pożądaną cechą prezydenta jest męskość. To jest kultura bardzo męskocentryczna. Jej główne mity i opowieści kształtujące tożsamość traktują o samotnym mężczyźnie, który raczej ucieka przed kobietami niż pozwala im się rządzić.
Foto: Bernard Osser. Moja studentka, która jest teraz na stypendium w Stanach, pani Ola Szaniawska, była na dużej konferencji w Chicago na temat tych wyborów, którą mi opisała. Wskazywano tam na bardzo silny seksizm przy braku odpowiednika rasistowskiego. To było widać w wizerunkach kandydatów. Karykatury Hillary podkreślają cechy kobiece: biust wychodzący z dekoltu, wielkie usta, i tak dalej. Natomiast dowcipy rysunkowe przedstawiające Obamę są bardzo ostrożne, by nie popaść w tradycję tabuizowanych już w tej chwili wyobrażeń z końca XIXw., które pokazują czarnych jako posłusznych niewolników czy prymitywne bestie. Jak się narysuje kobietę z prominentnymi ustami, wiadomo, że chodzi o seks, i te wydatne usta są wtedy symbolem tego, że kobieta się nie nadaje do władzy, ponieważ jest istotą seksualną i cielesną. To jest powszechnie zrozumiałe i na to jest przyzwolenie. Natomiast gdyby ktoś narysował Obamę z wydatnymi ustami, nawiązałby tym samym do tych upiornych rasistowskich karykatur nawiązujących do tradycji Blackface i minstrel shows (przedstawienia, w których biali aktorzy, z pomalowanymi twarzami, odtwarzali stereotypowe i karykaturalne zachowania czarnych - przyp. M.J.), na których te wydatne usta są oznaką barbarzyństwa i dzikości. Otwiera się tutaj cała ta mroczna skrzynia ze stereotypami rasistowskimi. I tego po prostu robić nie wolno. Nie twierdzę, że to wlaśnie spowoduje, że Obama wygra te wybory. Mam nadzieję że je wygra – bo podoba mi się jego wizja Ameryki. Zgadzam się jednak z sugestią, że w Stanach jest większa szansa na to, że czarnoskóry mężczyzna zaistnieje jako człowiek przekraczający granice rasy niż że jakakolwiek kobieta zaistnieje jako człowiek przekraczający granice płci. MJ: I to dlatego kobiecy elektorat, a zwłaszcza młody kobiecy elektorat, już nie chce głosować na Clinton tylko na Obamę? AG: Tak, aczkolwiek nie można tej całej historii zamykać wyłącznie w ramach opozycji mężczyzna-kobieta bądź czarny-biały. Między tymi dwoma kandydatami istnieją również znaczące różnice polityczne. Ciekawe, że amerykańskie feministki są bardzo podzielone w ich ocenie, toczy sie na ten temat ostra debata w mediach. Starsze pokolenie, przedstawicielki drugiej fami ruchu kobiecego, Gloria Steinem czy Robin Morgan, mówi: „głosujmy na Clinton, bo jesteśmy kobietami”. To jest esencjalizm, albo, mówiąc brutalnie, głosowanie macicą. Natomiast młodsze pokolenie feministek mówi „nie”. Mówi „głosujemy na Obamę, bo Obama jest konsekwentnie antywojenny”. To jest główna różnica, która sprawia, że kolejne feministki odwracają się od Hillary Clinton: dla współczesnego pokolenia, młodych, liberalnych kobiet, które mają ukształtowaną tożsamość feministyczną, kwestia wojny w Iraku jest absolutnie kluczowa i tutaj płeć Hillary Clinton nie pomoże. Nie pomoże też seksizm skierowany przeciw niej, solidarność kobieca ma swoje granice. Przez to, że głosowała w Senacie za wojną, jest dla tych kobiet skreślona. Tak więc przy całym moim zainteresowaniu „identity politics” i rozróżnieniem kobieta-mężczyzna, czarny-biały, uważam, iż należy pamiętać, że Clinton i Obama jednak się różnią na płaszczyźnie politycznej. Obama jest na lewo od Hillary i w tym sensie wielu amerykańskim feministkom jest do niego bliżej. MJ: Dziękuję bardzo za rozmowę. Na zakończenie proszę o parę miłych słów dla czytelników bloga. AG: Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytających. Zachęcam bardzo do dalszego śledzenia toku tej kampanii, bo myślę, że jest to epokowe wydarzenie. Będziemy mogli kiedyś z dumą opowiadać naszym wnukom czy prawnukom, że śledziliśmy ten moment, kiedy kobieta i czarny mężczyzna mieli szansę zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych. I jeszcze jedno: już nie jako wykładowczyni Ośrodka Studiów Amerykańskich, ale jako członkini Porozumienia Kobiet zapraszam na Manifę ósmomarcową. Manifa jest w sobotę, spotykamy się o godzinie 12.00 pod Pałacem Kultury. Hasło: „Zdrowie kobiet”. piątek, 07 marca 2008, usa2008
TrackBack
|
O NASKontakt/Współpraca
Teksty są dostępne na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska. Tłumacz z nami
|
| Blog: |
| USA 2008 |
Topics: |
| USA, Barack Obama, president |
| Powered By widgetmate.com | Sponsored By Digital Camera |