USA 2008 - wybory prezydenckie w Ameryce. Demokraci i Republikanie. Kandydaci: Barack Obama i John McCain. Informacje, analizy, newsy. Kampania, prawybory, wybory w Ameryce.
czwartek, 28 lutego 2008
BARACK OBAMA: DEMOKRATYCZNY SEN NA JAWIE (II)

Barack Obama stał się prawdziwą gwiazdą po wygłoszeniu (wciąż tylko jako senator stanowy) mowy inauguracyjnej na Narodowej Konwencji Demokratów w 2004 roku. Jego przemówienie spotkało się z gorącym przyjęciem i było szeroko komentowane. Już wówczas felietonista Jimmy Breslin przewidział, iż Obama szykuje się do wyścigu prezydenckiego. Jakby na poparcie tych przewidywań Obama z 70% poparciem (najwyższym w historii stanu Illinois) dostał się wtedy do Senatu kompletnie nokautując rywali.

Barack Obama
Barack Obama wygłaszający przemówienie

Obama szybko zbudował sztab doradców składający się z doświadczonych ekspertów. Warto ich tu przypomnieć gdyż najpewniej, jeśli Obama wygra, stanowić oni będą trzon jego administracji: Pete Rouse, ekonomistka Karen Kornbluh, Samantha Power - specjalistka od zagadnień związanych z prawami człowieka, a także Anthony Lake i Susan Rice - dawni członkowie drużyny Billa Clintona). Doradcy stanowili kolejny jego atut w pracy senatora, a dużą rolę odgrywają także dzisiaj przy okazji kampanii prezydenckiej.

W Senacie Obama zrobił szczególnie wiele dla reformy prawa imigracyjnego USA.Poparł również budowę ogrodzenia na granicy z Meksykiem, czego Latynosi na pewno nie zapomną mu w czasie prawyborów. Jest to jednak zagrożenie przede wszystkim w walce o demokratyczną nominację, gdyż Republikan McCain również był za budową ogrodzenia, a w dodatku był jedną z lokomotyw wprowadzania nowego prawa imigracyjnego.

W kontekście osiągnięć Obamy warto pamiętać o inicjatywie Lugar-Obama rozszerzającej program Cooperative Threat Reduction również na broń konwencjonalną, inicjatywie Coburn-Obama Transparency ActDemocratic Republic of the Congo Relief, Security, and Democracy Promotion Act, którego Obama był głównym pomysłodawcą. Kolejne inicjatywy, w których brał udział Obama, dotyczyły między innymi ograniczenia wpływu lobbystów na kongresmanów oraz wprowadzenia regulacji penalizujących oszukiwanie wyborców.

Autorka: Magdalena Gotowicka
Autorka: Magdalena Gotowicka

Dwuznacznie ocenione zostały jego inicjatywy dotyczące ochrony środowiska. Z jednej strony razem z senatorem McCainem popierał ustawę zakładającą redukcję ogólnoświatowej emisji gazów cieplarnianych o dwie trzecie do roku 2050, z drugiej strony forsował projekt ustawy promującej upłynnianie węgla, który spotkał się z protestami ekologów. Jako członek senackiej komisji spraw zagranicznych Obama nie zasypywał gruszek w popiele - odwiedził bardzo wiele krajów Europy Wschodniej, Afryki i Bliskiego Wschodu, przedstawił również Iraq War De-Escalation Act (Ustawę o deeskalacji wojny w Iraku), która miała doprowadzić do wycofania z tego kraju jednostek bojowych do kwietnia 2008 roku.

Sen się spełnia

Jak widać Obama bardzo szybko zdołał osiągnąć bardzo wiele - zarówno, jeśli chodzi o pozycję w Senacie, jak również jeśli chodzi o sondaże popularności. I trudno się dziwić - wszystkie cechy jakie przedstawia sobą Obama budują bardzo jasny i świeży obraz tego kandydata na tle wszystkich innych. Obama jest młody (niektórzy twierdzą, że za młody) i nieuwikłany w polityczne gierki. Jest człowiekiem spoza układu, który sobie zawdzięcza większość swoich osiągnięć i nie ma niewygodnych długów wdzięczności - zwłaszcza względem bardzo wpływowego za obecnej administracji przemysłu naftowego i militarnego.

Jest to człowiek posiadający akademickie wykształcenie w dziedzinie stosunków międzynarodowych, mający niezłe rozeznanie w problemach światowych, dostrzegający różnorodność współczesnego świata i jego problemów. Posiada dogłębną znajomość prawa wewnętrznego i konstytucji USA. Długo zajmował się pracą społeczną, a na dodatek jest jak najdalej od grup radykalnie religijnych. Obama przynależy do liberalnego Zjednoczonego Kościoła Chrystusa (United Church of Christ) i daleko mu do radykalnych grup religijnych. Do tego wszystkiego dodać trzeba inteligencję, talent oratorski, humor, promienny uśmiech i umiejętnie prowadzoną kampanię pozytywną, a także niezwykłe jak na niedługi staż sukcesy podczas pracy senatora.

Barack Obama
Barack Obama

Barack Obama to kandydat jak ze snu - i to nie tylko snu pastora Kinga. Obama to urodzony orator o szczerym uśmiechu - zupełnie inny niż wiecznie zdziwiony Bush, który niezbyt dobrze mówi nawet w swoim ojczystym języku. Amerykanie zdecydowanie chcą zmian - dlatego Obama przy obecnej koniunkturze jest według mnie zdecydowanym faworytem wyścigu do Białego Domu. Senator Hillary Clinton, prowadząca miałką i nieciekawą kampanię, ma niewielkie szanse w starciu z tym, który urzeczywistnia sobą amerykański sen.

 
Paweł Adamiec
 
środa, 27 lutego 2008
BARACK OBAMA: DEMOKRATYCZNY SEN NA JAWIE (I)

Kiedy 28 sierpnia 1963 roku podczas wiecu w Waszyngtonie Martin Luther King powiedział: I have a dream that my four little children will one day live in a nation where they will not be judged by the color of their skin but by the content of their character, wielu myślało, że ten sen pozostanie tylko snem. Któż dzisiaj może zrozumieć ten dziwaczny sen? Ameryka - począwszy od administracji Lyndona Johnsona - doczekała się akcji afirmatywnej i szeregu reform społecznych na ogromną skalę. Jak głęboko jednak sięgają te zmiany? Czarni i inni kolorowi reprezentowani są na wszystkich możliwych szczeblach władzy. Tak naprawdę jest to jednak pozór, gdyż codziennością amerykańskich Murzynów jest przede wszystkim bieda, przestępczość, narkotyki, gangi, brak perspektyw, a także nader często uzależnienie od państwowej pomocy socjalnej.

Martin Luther King
Martin Luther King

Ameryka pomimo zmian aż tak bardzo się nie zmieniła: niewielu jest czarnych, którzy dotarli na sam szczyt. Barack Obama, jedyny czarnoskóry polityk który obecnie zasiada w Senacie (co samo w sobie jest symptomatyczne), był jednym z takich dzieci o jakich mówił pastor King. Obama miał dwa latka, kiedy padły te historyczne słowa. Lata mijały a sen stawał się rzeczywistością. Już niedługo rzeczywistość zawitać może w progi Białego Domu ostatecznie wypełniając misję znoszenia różnic i uprzedzeń między grupami etnicznymi w USA. Rzeczywistości tej na imię Barack Obama.

Kształtowanie charakteru i grzechy młodości

Nie ukrywam, że Barack Obama to mój osobisty faworyt w wyścigu do Białego Domu. Dzięki ostatnim zwycięstwom i świetnie prowadzonej kampanii Obama to również coraz wyraźniejszy faworyt dla samych Demokratów. Kim zatem jest Barack Obama? Urodził się 4 sierpnia 1961 roku w Honolulu na Hawajach. Jego ojciec pochodził z Kenii, matka z Kansas. Jego rodzice poznali się na uniwersytecie, jednak kiedy Barack miał dwa latka postanowili się rozejść. Po pewnym czasie matka wyszła za Lolo Soetoro z Indonezji i cała rodzina przeprowadziła się do Dżakarty - po pewnym czasie również i to małżeństwo okazało się pomyłką. Młody Barack między 6 a 10 rokiem życia uczęszczał do indonezyjskiej szkoły, gdzie nauczył się miejscowego języka. Potem mieszkał u dziadków na Hawajach i uczęszczał do prestiżowej Punahou School, a jednocześnie ciągle toczył walkę z negatywnym odbiorem społecznym swojej dwurasowości.

Dreams From My Father
Dreams from My Father (1995)

Problemy z samoidentyfikacją rasową zaprowadziły go na krawędź - używał marihuany i kokainy, często się upijał. Przyznał się do tego otwarcie w swojej książce Dreams from My Father (1995). Nie jest to fakt bez znaczenia, gdyż ujawnienie ciemnych kart swojej przeszłości bardzo pozytywnie o nim świadczy na tle długo ukrywającego swoje narkotykowe przygody Billa Clintona oraz starającego się ukryć swoje młodzieńcze wybryki George’a W. Busha. Obama jest szczery - a dzisiaj nic tak bardzo nie przyciąga Amerykanów dzisiaj jak właśnie szczerość. Amerykanie mają dość kłamstw, zwłaszcza po nieprawdziwych informacjach Busha o broni masowego rażenia w Iraku, a wcześniej długo skrywanych skandalach obyczajowych Clintona.

Kariera naukowca i społecznika

Młody Obama po dwóch latach studiów na Occidental College w Los Angeles przeniósł się na niezwykle prestiżowy Columbia College w Nowym Jorku na kierunek politologia ze specjalizacją stosunki międzynarodowe. Po uzyskaniu licencjatu pracował przede wszystkim jako działacz społeczny zajmując się rozwijającymi się biednymi społecznościami Roseland w Chicago oraz budownictwem socjalnym w Altgeld Gardens. Dzięki temu zaczął budować wizerunek człowieka z nizin ciągle wrażliwego na problemy najbiedniejszych. W 1988 roku rozpoczął studia prawnicze w Harvard Law School, gdzie został pierwszym w historii czarnoskórym prezesem prestiżowego pisma Harvard Law Review w 1990 roku. 

Barack Obama
Barack Obama we wczesnej młodości

Już jako magister prawa i prawnik kancelarii Miner, Barnhill & Galland działał przede wszystkim na rzecz rejestracji głosujących, bronił praw działaczy społecznych i walczył z dyskryminacją wyborczą przede wszystkim wśród biednych Murzynów. Między 1993 a 2004 roku wykładał prawo konstytucyjne na University of Chicago Law School. Karierę akademicką przerwało mu uzyskanie mandatu Senatora Stanów Zjednoczonych. Już wcześniej w 1998 i 2000 roku zasiadał w senacie stanowym. Jako senator stanowy Obama wywalczył ustawy dotyczące opieki społecznej i korupcji, przedłożył ustawę na rzecz kredytów podatkowych dla ludzi o niskich dochodach, współdziałał przy reformach opieki społecznej i przy zwiększaniu subsydiów na opiekę nad dziećmi. Jego zasługą były też zmiany w prawie nakazujące nagrywanie na wideo przesłuchań w sprawach o morderstwo oraz wprowadzenie obowiązku odnotowywania klauzuli rasowej przy zatrzymywaniu kierowców, co umożliwia monitoring czy kontrole nie są dokonywane w oparciu o rasę.

 
Paweł Adamiec
 
wtorek, 26 lutego 2008
PATRICK J. BUCHANAN: ŚMIERĆ ZACHODU

Nazwisko Buchanan z całą pewnością nie jest obce osobom nawet tylko odrobinę zorientowanym w meandrach politycznej sceny USA. Jest to jeden z tych paleokonserwatywnych dinozaurów politycznych, który pomimo marginalnego poparcia ciągle stara się walczyć w imię idee fixe. Cóż to za idea, ta myśl, która go napędza? Pat Buchanan jest przekonany o tym, że dzisiaj świat rządzi się dokładnie tymi samymi prawami, którymi rządził się w przeszłości, dlatego też stara się tłumaczyć świat w sposób, który wielu współczesnych badaczy uznać by mogło za co najmniej staroświecki.

Patrick J. Buchanan - Śmierć Zachodu
Śmierć Zachodu (2002; wydanie polskie - 2005)

Śmierć Zachodu jest autorską opowieścią o tym jak wymierają populacje i inwazje imigrantów zagrażają naszemu krajowi i naszej cywilizacji (taki jest zresztą podtytuł książki). O ile zgodzić się można, iż przez wieki wiele cywilizacji wymierało z powodu imigracji, o tyle obecnie w zglobalizowanym świecie przypisywanie imigracji aż tak destruktywnej roli jest co najmniej niezrozumieniem rzeczywistości, rzeczywistości która ewoluuje (choć straszne to słowo dla większości konserwatystów) i tworzy pluralistyczną kulturę ogólnoświatową składającą się z wielu nurtów, zamiast trzymać się ściśle określonych ram jednokulturowości.

Na kartach książki Buchanan nieustannie ostrzega, że obecna kultura zdominowana przez środowiska liberalne doprowadzi do zagłady cywilizacji zachodniej. Dlaczego? Po pierwsze z powodu upadku religii i autorytetów, po drugie z powodu legalności i szerokiego dostępu do antykoncepcji i aborcji, po trzecie zaś z powodu siły, jaką niesie ogromny wzrost demograficzny odnotowywany wszędzie indziej, tylko nie na Zachodzie. Zdaniem Buchanana kultura przeżarta do głębi przez liberalizm i inne - jego zdaniem - zgubne ideologie jest w stanie kryzysu. Dlatego Pat Buchanan wzywa do walki o konserwatywną zmianę społeczną, która musi dokonać się na szeroką skalę, aby być skuteczną. Jeśli drastycznie nie wzrośnie dzietność na Zachodzie, to biała cywilizacja upadnie.

Patrick J. Buchanan
Patrick J. Buchanan

Buchanan jest rasistą, mimo, że sam siebie w ten sposób nie definiuje. Jest nim, dlatego, że kulturę przyporządkowuje do rasy - białej rasy, zamiast uznać - co by było daleko sensowniejsze i bardziej zgodne z historycznymi realiami - że kulturę tworzą zwyczajnie ludzie - mogą być tego samego lub innych kolorów - w praktyce nie ma to większego znaczenia. Wielokrotnie ubolewa nad tym, jak już teraz biali są uciskani między innymi z powodu akcji afirmatywnej. Autor na pewno ma w tym odrobinę racji, zapomina jednak zupełnie o tym jak wielkie w dalszym ciągu istnieją różnice rozwojowe między kolorowymi i białymi w USA. Jest seksistą, ponieważ wietrzy lewacki spisek w całej ideologii feministycznej. Powołuje się przy tym praktycznie wyłącznie na opinie feministek radykalnych. Jest nacjonalistą - twierdzi że USA to najlepszy kraj na świecie o najwspanialszej historii. Zupełnie nie przejmuje się przy tym wszystkimi ciemnymi kartami historii USA, dostrzegając w ich eksponowaniu przejaw kolejnego lewackiego spisku, zamiast zwyczajnie zauważyć, że dzięki temu otrzymujemy pełny obraz historii, a nie propagandową sieczkę. Tę propagandową sieczkę autor zdaje się uważać za prawdziwą świętość, której kwestionowanie jest niewybaczalne. Ten fakt każe przypuszczać iż książka powstała z rozpaczy i w poczuciu przegranej. Autor kilkukrotnie kandydował w wyborach prezydenckich (w 1992, 1996 i 2000 roku), ale zawsze bez powodzenia.

 
Paweł Adamiec
 
poniedziałek, 25 lutego 2008
MŁODZI POPIERAJĄ BARACKA OBAMĘ

Senator Obama odwiedził moją uczelnię, University of New Hampshire, w lutym 2007 roku. Było to wspaniałe posunięcie taktyczne, zapowiadające przyszłe zaangażowanie młodzieży w jego kampanię przedwyborczą. New Hampshire, miejsce pierwszych w całym kraju prawyborów, było niezmiernie ważne dla każdego kandydata. University of New Hampshire to największa uczelnia stanowa, a bilety na spotkanie z senatorem rozeszły się w ciągu jednego dnia. Obama był pierwszym kandydatem, który odwiedził nasz liberalny kampus. W jednej chwili staliśmy się kampusem Obamy.

Tydzień po jego wizycie uformowała się grupa studentów wspierających jego kandydaturę. Specjalnie oddelegowany do działalności w szkołach New Hampshire, członek sztabu wyborczego Obamy, współpracował z nami przy organizacji imprez mających na celu zwiększenie liczby studentów zaangażowanych w kampanię. Przez kilkanaście miesięcy byliśmy jedyną grupą studencką wspierającą Baracka Obamę, a podczas semestru jesiennego współpracowaliśmy ściśle z członkiem sztabu specjalnie oddelegowanym do pracy na naszej uczelni.

Barack Obama
Barack Obama na University of New Hampshire

Jestem przekonana, że kampania Obamy jest w tak wielkim stopniu skierowana do młodzieży z paru przyczyn: młodzi ludzie są dobrymi wolontariuszami, z własnego doświadczenia znają energię i młodość właściwe Obamie i nie wspominają z nostalgią ery Clintona. Z pewnością postawienie na młodzież było posunięciem bardzo ryzykownym: z historii dotychczasowych wyborów jasno widać, że głosy młodzieży zwykle znacznie mniej liczyły się, niż głosy ludzi starszych, z powodu niskiej frekwencji wśród młodych. Jednak było to ryzyko, które przyniosło wielkie zyski. Przebieg dotychczasowej, rekordowej pod wieloma względami kampanii przedwyborczej zaprzecza przewidywaniom, czego przykładem może być fakt, że murowana kandydatka Demokratów, senator Clinton, w Iowa uplasowała się dopiero na trzecim miejscu za Obamą, który zaskoczył wszystkich zdobyciem pierwszego miejsca.

W dniu sejmików w Iowa uniwersytety i koledże w Iowa miały ferie, a sztab Obamy wymógł na szkołach pozwolenie na powrót zamiejscowych studentów w dniu prawyborów, by mogli oddać głosy. Młodzież jest siłą napędową kampanii Obamy. W małym New Hampshire, gdzie byłam wolontariuszką tej zimy, mieliśmy biuro i kilkanaście innych pomieszczeń, z których prowadziliśmy działania na rzecz pozyskania zwolenników. Średnia wieku naszej grupy to około 21 lat. Zdarzało się, że zarówno ja, jak i moi koledzy i koleżanki, opuszczaliśmy niektóre zajęcia na uczelni, aby podróżować do innych stanów i pomagać tamtejszym ekipom wolontariuszy. Znam nawet kilku studentów, którzy wzięli wolne na cały semestr, aby móc się poświęcić podróżowaniu i pomocy w prowadzeniu kampanii.

Autorka tekstu (w środku) razem z przyjaciółmi i Barackiem Obamą
Morgan O'Neill, autorka tekstu (w środku), razem z Barackiem Obamą i przyjaciółmi

Na moim uniwersytecie dołożyliśmy wszelkich starań, aby namówić zamiejscowych studentów do oddania głosu (za pomocą specjalnego absentee ballot) przed wyjazdem do domu na ferie zimowe. W ciągu ostatnich dwóch tygodni semestru nasz kampus został dosłownie zalany członkami sztabu Obamy, którzy – specjalnie do tego celu przeznaczonymi samochodami – podwozili studentów prosto z domów studenckich i stołówek pod drzwi ratusza, gdzie od samego rana mogli oddać swoje głosy. Mieliśmy wielką przewagę nad zwolennikami senator Clinton. Wiedzieliśmy, że większość studentów popiera Obamę, w związku z czym mogliśmy skupić się tylko na zachęcaniu studentów do głosowania. Sztabowcy Clinton natomiast musieli poświęcić czas i wysiłek na przekonywanie wyborców do głosowania na panią senator. My nie musieliśmy zajmować się preferencjami wyborczymi naszych kolegów, musieliśmy ich tylko namówić, aby oddawali głosy – mieliśmy pewność, że niemal każdy z tych głosów to głos na Obamę. Im więcej głosujących, tym więcej głosów dla Obamy. Sztabowcy Clinton wręcz przeciwnie, musieli najpierw pytać młodych ludzi o ich preferencje wyborcze, aby nie zdarzyło się, że dowożąc młodych ludzi do lokali wyborczych przypadkowo ułatwią oddanie głosu na senatora Obamę.

Niestety ostatecznie senator Obama przegrał w New Hampshire. Jednak spory, dwudziestopunktowy przyrost głosów jakim zakończył miesiąc poprzedzający prawybory, był zdecydowaną oznaką przyspieszenia jego kampanii na terenie całego kraju. Wybory za wyborami Obama zwyciężał z wielką przewagą wśród wyborców w wieku od 18 do 29 lat. Znamienne jest to, że generacja ta zaczęła interesować się polityką w czasie rządów Busha, które są ogromną katastrofą w oczach wielu Demokratów. Generacja, zwana millenials, pragnie radykalnej zmiany i zerwania ze sposobem sprawowania władzy w stylu administracji Busha. Takim zdecydowanym zwrotem być właśnie prezydentura Obamy, który odwołuje się do naszych nadziei, marzeń i najwyższych aspiracji. Po wydarzeniach 11 września 2001, nasz prezydent najpierw namawiał nas do robienia większej ilości zakupów by wzmocnić gospodarkę, a potem wyruszył na wojnę z nieodpowiednim państwem.

Barack Obama na tle Kapitolu
Barack Obama na tle Kapitolu

Senator Obama, po ukończeniu koledżu i uzyskaniu dyplomu prawniczego, stał się działaczem społecznym. Widzimy w nim kogoś, kim sami chcielibyśmy być. Obecny system polityczny skompromitował się tak bardzo, że nie szukamy nikogo z tego systemu aby zaradzić problemom. Obama jest inny, nowy i niezwiązany z politycznymi grami ludzi, którzy są w tej chwili u władzy. Jeszcze jednym atutem, który przyciąga do niego tylu młodych wyborców, są jego powiązania międzynarodowe. W dzisiejszym zglobalizowanym świecie, w którym młodzieży komunikację ułatwia pozbawiony granic internet, senator Obama jest dobrze zorientowanym w różnych kulturach i stylach życia. Jesteśmy rozgniewani, a zarazem zmobilizowani, nieustającą tragedią Darfuru i innych miejsc Afryki, ale jesteśmy pewni, że rodzinne związki Obamy z Kenią dadzą mu osobistą motywację by położyć kres przemocy.

Senator Barack Obama prowadzi kampanię prezydencką w wyraźnie odmienny sposób od poprzednich. Byłam zaangażowana w kampanię w czterech różnych stanach i rozmawiałam z tysiącami ludzi. Rozmawiałam z ludźmi dwa, trzy i czterokrotnie razy starszymi ode mnie i stale powtarza się jeden motyw: nigdy przedtem nie byłem zaangażowany w kampanię, nie lubię polityki, ale to wygląda zupełnie inaczej, ten człowiek przypomina mi Johna Kennedy’ego. Nie ma się co dziwić, że młodzież z całej Ameryki bierze udział w jego kampanii w niespotykanej do tej pory liczbie, z energią i entuzjazmem które są najmocniejszą siłą napędową dla każdej partii.


Morgan O'Neill
 
Morgan O'Neill jest studentką nauk politycznych i stosunków międzynarodowych na University of New Hampshire.
 
Tłumaczenie - Maciej Lewandowski.
 
sobota, 23 lutego 2008
KAMPANIE SPRZED LAT: 1960

Kampania wyborcza z roku 1960 była pierwszą, w której dużą rolę odegrała obowiązująca od 1951 roku 22. poprawka do Konstytucji USA. Zakazywała ona sprawowania urzędu prezydenta przez więcej niż dwie kadencje. Dlatego Dwight Eisenhower, będący od stycznia 1953 lokatorem Białego Domu, nie mógł ponownie stanąć w szranki. Obie partie – rządzący Republikanie i demokratyczna opozycja – stanęły przed koniecznością wyboru zupełnie nowych kandydatów.

W obozie Wielkiej Starej Partii (stali Czytelnicy i Czytelniczki naszego bloga zapewne wiedzą już doskonale, że mówi się tak o Republikanach) naturalnym faworytem był dotychczasowy wiceprezydent, Richard Nixon. Początkowo za jego głównego kontrkandydata uchodził gubernator stanu Nowy Jork i zarazem lider liberalnego skrzydła partii, Nelson Rockefeller. Po wstępnym objeździe kraju zorientował się jednak, że z Nixonem nie wygra i sam ustąpił mu pola. Ostatecznie na konwencji republikańskiej w Chicago jego jedynym rywalem okazał się być senator z Arizony Barry Goldwater, reprezentujący najbardziej konserwatywne środowiska w partii. W głosowaniu Nixon dosłownie go zmiażdżył. Na swojego kandydata na wiceprezydenta nominat namaścił ówczesnego ambasadora przy ONZ, Henry’ego Cabot Lodge’a juniora.

Bardziej emocjonujący przebieg miała kampania prawyborcza u Demokratów. Prawybory wdzisiejszym wydaniu odbywały się wówczas jedynie w 14 stanach oraz w Dystrykcie Kolumbii. Aż w 10 z nich wygrał zaledwie 43-letni senator z Massachusetts John F. Kennedy. Daleko w tyle znalazł się jego główny rywal, reprezentujący w Senacie Minnesotę Hubert Humphrey. Tyle tylko, że delegaci z pozostałych 36 stanów mogli swobodnie zmieniać swoje preferencje aż do lipcowej konwencji w Los Angeles. Prawybory niczego zatem nie przesądzały.

Debata prezydencka Richarda Nixona i Johna F. Kennedy'ego
Debata prezydencka Richarda Nixona i Johna F. Kennedy'ego (1960)

W ciągu ostatnich dwóch tygodni przed konwencją Kennedy’emu wyrośli dwaj poważni konkurenci. Pierwszym okazał się Adlai Stevenson, który reprezentował barwy partii w poprzednich dwóch kampaniach, za każdym razem przegrywając z Eisenhowerem. Drugim był przywódca partii w Senacie, Teksańczyk Lyndon B. Johnson. W ostatecznym głosowaniu Kennedy’ego poparło 806 delegatów. Johnson zebrał o 400 głosów mniej, ale uzyskał nominację wiceprezydencką. Stevenson zajął upokarzające czwarte miejsce, przegrywając nawet z byłym ministrem lotnictwa, Stuartem Symingtonem.

W ostatecznej rozgrywce Nixon musiał walczyć nie tylko z Kennedym, ale także częścią własnego środowiska. Prezydent Eisenhower nie ukrywał rezerwy wobec swojego zastępcy, którego nadmierne ambicje drażniły byłego generała. Zapytany przez reportera o dobry pomysł, który w czasie jego urzędowania poddał mu wiceprezydent, „Ike” poprosił o tydzień na zastanowienie. Potem obaj politycy starali się obrócić to w żart, ale mleko już się wylało. Na dodatek w najbardziej gorącym momencie kampanii Nixon tak niefortunnie rozbił sobie kolano o drzwi od samochodu, że musiał dwa tygodnie leczyć zakażoną ranę leżąc w szpitalu.

Za Kennedym przemawiała młodość, znakomity wygląd, wyraziste poglądy i talent oratorski. Problemy były dwa. Po pierwsze, był katolikiem. Nigdy wcześniej wyznawca tej religii nie był prezydentem USA. Wśród amerykańskich protestantów pokutowało wówczas wiele stereotypów na temat katolicyzmu. Dawały się np. słyszeć głosy ostrzegające, że w wypadku wygranej Kennedy’ego zdolność sterowania prezydentem uzyska papież, któremu katolicy winni są posłuszeństwo. Po drugie, był z Północy USA. Tymczasem przepaść między tą częścią kraju a Południem była wówczas największa od czasów wojny secesyjnej. Nawet wielu umiarkowanym wyborcom z Południa nie podobały się jednoznaczne poglądy Kennedy’ego w kwestiach rasowych, sprzeciwiające się jakiejkolwiek dyskryminacji czarnych.

Mapa głosowania w 1960 roku

Ostatecznie po bardzo zaciętej kampanii Kennedy wygrał uzyskując 303 głosy elektorskie, podczas gdy Nixon zebrał ich 219. Piętnaście głosów elektorskich urwał kandydat niezależny, senator Harry Byrd. W tzw. popular vote (przeliczeniu liczby głosów bez względu na stan, w którym zostały oddane) Demokrata wyprzedził Republikanina zaledwie o 114 tysięcy głosów.

Jarosław Błaszczak

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6

O NAS

Kontakt/Współpraca


Creative Commons License
Teksty są dostępne
na licencji Creative Commons
Uznanie autorstwa 2.5 Polska
.

Tłumacz z nami
WE the Media (2004) -
słynny manifest dziennikarstwa obywatelskiego Dana Gillmora.
Maciej Lewandowski






Powered By
widgetmate.com
Sponsored By
Digital Camera