USA 2008 - wybory prezydenckie w Ameryce. Demokraci i Republikanie. Kandydaci: Barack Obama i John McCain. Informacje, analizy, newsy. Kampania, prawybory, wybory w Ameryce.
niedziela, 30 listopada 2008
JERZY PILCHOWSKI - TO NIE TAK MIAŁO BYĆ (IV)

Komunizm
W dni nieparzyste, Obama atakowany był za lewicowość. Wyjęto z rękawa całą plejadę urojonych i prawdziwych komunistów, którzy rzekomo mieli wpływ na kształtowanie się jego poglądów. To, że poglądy polityczne Obamy ukształtowane zostały przez amerykańską lewicę jest oczywiście prawdą. Nie można się przecież dziwić temu, że Obama nie ma znajomych i przyjaciół w kregach zbliżonych do Ku Klux Klanu. Straszenie komunizmem jest w Ameryce dość często stosowaną techniką w walce z wszelkimi postulatami socjalnymi.

Karykatura: Barack Obama i Karol Marks
Jedna z licznych karykatur, których autor próbował
postawić znak równości między Obamą a komunizmem
 

Elitaryzm
W dni parzyste, Obama atakowany był - najczęściej przez tych samych ludzi którzy oskarżali go o komunizm - za związki ze światem biznesu.

 

Internacjonalizm
Widmo krąży też po Europie, widmo neokonserwatyzmu. Internacjonalizm jest bowiem nieodłączną częścią każdej żydowskiej ideologii. W Polsce, forpocztą tej ideologi jest oczywiście Gazeta Wyborcza która przy każdej okazji lansuje różnych Podhoretzów jako światowe autorytety intelektualne i moralne. Istnieją też w Polsce różne intelektualne dziwadła. Takie na przykład jak Fundacja Europa 21. Młode intelektualne wilczki wiedzą bowiem, że najprostszą drogą do etatu w Gazecie lub amerykańskich stypendiów jest tekst o cywilizującym wpływie Żydów na tubylców w Zapupiu Małym.


J Street
Organizacja która określa sama siebie jako nowe żydowskie lobby. J Street stara się być przeciwieństwem K Street czyli symbolu politycznej korupcji. Ludzie tworzący J postulują też powstanie palestyńskiego państwa. Obawiają się oni, że agresywna polityka syjonistów przynosi Izraelowi więcej strat niż pożytku. Nie można było jednak liczyć na to, aby J poparło Obamę. Zaakceptowanie tego, że Amerykanie będą samodzielnie kształtować swoją politykę bliskowschodnią jest dla wiekszości Żydów conajmniej o dziesięć mostów za daleko.


Pieniądze
W świecie współczesnej polityki, aby istnieć trzeba być obecnym w mediach. Aby być obecnym w mediach, trzeba reprezentować interesy tych którzy mediami dysponują lub mieć bardzo dużo pieniędzy. Tak powstało kółko graniaste, czterokanciaste, które w rękach oligarchów toczy się gładko.

Tym razem ... – wróciły stare wspomnienia. Pierwszego dnia po podpisaniu porozumień sierpniowych, wałbrzyscy taksówkarze zebrali i przyniesli do MKS zawinięte w szmatę pieniądze. Starczyło na papier i farbę. Tak właśnie, gdy rodziła się Solidarność, upadł w Wałbrzychu komunistyczny monopol informacyjny. I nigdy bym nie uwierzył, że coś podobnego przeżyję jeszcze raz. A jednak. Strumyk małych dotacji na kampanię Obamy zmienił się szybko w Mississippi.  Amerykańskich taksówkarzy było ponad dwa miliony. Dało to setki milionów dolarów.  Tak w Ameryce upada monopol informacyjny New York money people.


Książki
W TV można powiedzieć kilka prostych zdań. W prasie można opublikować tekst składający się z kilkuset skomplikowanych zdań. W coraz bardziej skomplikowanym świecie, to często zbyt mało.
Ważną częścią kampani Obamy były więc książki: autobiograficzna Dreams from My Father (czyli Marzenia odziedziczone po Ojcu) oraz polityczno-społeczny manifest  The Audacity of Hope (czyli Zuchwalstwo marzeń).

W sposób pośredni, najczęściej nie zamierzony, sojusznikami Obamy jest wielu autorów książek, które są uczciwym świadectwem wydarzeń lub konserwatywną odpowiedzią na neokonserwatywną propagandę.


Napisano też oczywiście książki skierowane przeciw Obamie. Najbardziej znana to: The Case Against Barack Obama: The Unlikely Rise and Unexamined Agenda of the Media’s Favorite Candidate (czyli Argumenty przeciw Barackowi Obamie: Nieprzewidziana popularność i niesprawdzony program ulubionego kandydata mediów). Jej autorem jest dziennikarz neokonserwatywnego pisma National Review David Freddoso. Drugą tego rodzaju książką jest Unfit for Command (Niezdolny do rozkazywania), którą napisał Jerome R. Corsi. Obie te książki nie są polemiką z poglądami i programem Obamy. Są to precyzyjne instrukcje w jaki sposób prowadzić wymierzony w Obamę czarny PR.

 

Rasizm
Wróćmy do cytowanego już przemówienia Richarda Trumka z ALF-CIO: There’s only one really bad reason to vote against him: because he’s not white (czyli Jest tylko jeden bardzo zły powód aby przeciw niemu głosować: on nie jest biały). W tych słowach ukryte jest wyjaśnienie dlaczego, w sytuacji gdy około 80% Amerykanów negatywnie ocenia administrację Busha, poparcie dla Obamy i McCaina jeszcze w sierpniu oscylowało w okolicach 50/50.

Na szczęście, jak dowiódł wynik wyborów 5 listopada, okazało się, że tym razem Amerykanie potrafią być kolorowym narodem i nie chcą być dalej łatwym do manipulowania społeczeństwem.

 

Jerzy Pilchowski

To była ostatnia część tekstu "To nie tak miało być".

 

Przeczytaj także:

piątek, 28 listopada 2008
JERZY PILCHOWSKI: TO NIE TAK MIAŁO BYĆ (III)

Joe Lieberman
Bardzo ważną dla The Lobby sprawą jest posiadanie na najwyższych szczeblach władzy człowieka który będzie dbał o to aby Wolfowitze i Boltony zajmowali odpowiednio wysokie stanowiska w administracji. Gdyby McCain wygrał to Lieberman zapewne zostałby sekretarzem stanu.

 

Sarah Palin
Republikańską nominację na funkcję wiceprezydenta otrzymała Sarah Palin. Wiemy, że Sarah Palin jest gubernatorem Alaski. Wiemy też, że jest ładną i miłą 44-latką która umie polować i łowić ryby. Ma skłonność do gaf i po przegranych wyborach nie zamierza zniknąć z ogólnokrajowej sceny politycznej. 

 

Judeochrześcijanie
Judeochrześcijanie to wspólna nazwa różnych protestanckich sekt. Ulubionym zajęciem tych ludzi jest bezpośrednia rozmowa z Bogiem. Machają przy tym izraelskimi flagami. Ich celem jest bowiem zburzenie meczetu Al-Aksa i odbudowa jerozolimskiej świątyni. Umożliwi to Jezusowi powrót na ziemię. Ludzie innych wyznań, w tym również Żydzi, nawrócą się wtedy lub zostaną strąceni do piekła. Zapytany o to patron i sojusznik judeochrześcijan Beniamin Netanjahu powiedział: Porozmawiamy o tym gdy dojdziemy do tego punktu.


Protestanci
W tym nurcie mieści się kościół do którego należał Obama, Trinity United Church of Christ. Pastorem był tam Jeremiah Wright, który w swoich kazaniach nie zawsze przestrzegał politycznej poprawności. Większość białych wie jednak, że dziwić się temu nie należy. Wright pamięta bowiem na własnej skórze czasy segregacji rasowej. Maniakalne wołanie o to, aby Obama potępił swego pastora i zadeklarował, że jest prawdziwym (białym) patriotą hipokryzją pachniało na kilometr.


Judaizm
Religijni Żydzi to ludzie którzy chcą zmienić świat na lepsze zmieniając siebie na lepszych. Wierzą, że gdy Bóg uzna iż są na to gotowi to sam zaprowadzi ich do Ziemi Obiecanej.

Błędem byłoby jednak traktować judaizm tak jak inne religie. Istnieje też bowiem judaizm ateistyczny. Ta odmiana judaizmu jest w praktyce totalitarną ideologią.  Judaizm religijny i ateistyczny łączy wiara w to, że Żydzi są narodem wybranym do tego, aby oczyścić z Palestyńczyków tereny Wielkiego Izraela. W sferze ekonomicznej, łączy ich wiara w to, że Żydzi powinni być właścicielami wszystkich pieniędzy - goje mogą mieć pieniądze tylko wtedy gdy je od Żydów pożyczą.  Aby zapewnić Izraelowi bezpieczeństwo konieczne jest wprowadzenie na Bliskim Wschodzie demokracji która pozwoli muzułmanom wybierać wskazanych im przez Żydów przywódców. Normalna demokracja jest bowiem judaizmowi obca. Żydzi czytali jednak dużo na ten temat i wierzą, że o ile nie zabraknie im pieniędzy i naszych żołnierzy to sobie z tym poradzą.

 

Katolicy
Znany judeochrześcijański pastor John Hagee twierdzi, że Kościół katolicki to The Great Whore (Wielka K...). Sytuację McCaina, który potrzebował również głosów katolików, obrazowało więc dobrze powstałe podczas lotu Apollo 13 powiedzenie: Houston, we have a problem. Przyznać trzeba, że McCain poradził sobie z tym w bardzo pomysłowy sposób. Najpierw poprosił pastora Hagee o poparcie, następnie zrezygnował z jego poparcia. Szybko wysłał jednak do niego senatora Liebermana, aby ten mu co trzeba wytłumaczył.

 

Islam
W mediach powtarzana jest do znudzenia opowieści o muzułmańskich dziewicach które czekajaą na tych którzy zginęli za Allacha. Nie mamy się jednak z tego śmiać. Mamy się Muzułmanów bać czyli ich nienawidzieć. Słowo islam próbuje się też zastąpić słowem islamofaszyzm. Jeśli jednak powie ktoś, że zwierciadlanym odbiciem islamofaszyzmu jest żydowski szowinizm religijny i narodowy to na papierowym niebie w gazetach wyborczych pojawiają się natychmiast ciężkie gradowe chmury.

 

Neokonserwatyzm
Trockizm zgwałcił włoski faszyzm, lub odwrotnie, i urodziło się nowe pokolenie zbawicieli świata; Leo Strauss,  Irving Kristol, Norman Podhoretz, Michael Ledeen, John R. Bolton, Richard Perle, Elliot Abrams, Robert Kagan, Abram Shulsky, Paul Wolfowitz, Douglas Feith, Joshua Muravchik, William Kristol,  Alan Bloom, Charles Krauthammer, Alan Dershowitz, Daniel Pipes, itd. Dołączyli do nich ludzie o specjalnej konstrukcji psychicznej (Dick Cheney, Donald Rumsfeld, itp.) czyli tacy którzy lubią walczyć przy pomocy wlewania jeńcom wody do nosa i wkładania w... kija od szczotki.

9/11 był dla neokonserwatystów darem losu i już 20 września 2001 wysłali prezydentowi Bushowi instrukcję, w której napisali m.in.: even if evidence does not link Iraq directly to the attack, any strategy aiming at eradication of terrorism and its sponsor must include a determined effort to remove Saddam Hussein (w luźnym, czyli precyzyjnym przekładzie: przed atakiem na Iran i Syrię musimy zająć Irak).


W liście tym powtórzono to co napisano w A Clean Break: A New Strategy for Securing The  Realm (czerwiec 1996) i w liście do prezydenta Clintona (26 stycznia 1998). Przyznać trzeba, że inwencja neokonserwatystów jest duża. Dla przykładu, Ronald D. Asmus (tak, to ten) sugeruje przyjęcie Izraela do NATO (Contain Iran: Admit Israel to NATO - Washington Post, 21 lutego 2006).

 

Ekonomia
W walce z komunizmem, bardzo ważną bronią był wysoki standard życia w krajach kapitalistycznych. Upadek komunizmu pozwolił na rozpoczęcie procesu przekształcania demokratycznego kapitalizmu w komunistyczny kapitalizm. CEO, CFO, CIO, itp., (nie mylić z właścicielami) rzucili się bowiem na majątek zarządzanych przez siebie przedsiębiorstw jak małpy na banany. Akuszerami tego procesu byli Ivan Boesky i Michael Milken. Opracowana przez nich metoda przejmowania kontroli nad pieniędzmi należącymi do innych przy pomocy junk bonds (giełdowe śmieci – na które mówi się teraz instrumenty finansowe) powoduje, że: Today, income inequality – the gulf between the rich and the rest of us – is at  a level we haven’t seen since the ‘70s. I’m not talking about the 1970s, I’m talking about 1870s! - Richard Trumka, AFL-CIO.
(Dzisiaj, nierówność zarobków – przestrzeń pomiedzy bogatymi i nami – jest na poziomie nie widzianym od lat siedemdziesiątych. Nie mówię o XX wieku, mówię o XIX wieku!)
W tym właśnie szukać należy przyczyn entuzjazmu z jakim duża część Amerykanów popiera mającego lewicowo-populistyczne poglądy Obamę.

 

Media
Nie jest prawdą, że właścicielami wszystkich pism oraz rozgłośni telewizyjnych i radiowych w Ameryce są Żydzi. Używając giełdowej terminologii, można jednak śmiało powiedzieć, że w największych i najważniejszych amerykańskich mediach Żydzi mają pakiet kontrolny. W tej sytuacji głos prasy, w której polityczna poprawność nie jest przestrzegana, jest ważny choć słabo słyszalny. Dla przykładu, miesięcznik The American Conservative opublikował (24 marca 2008) tekst The Right Choice?, który pomimo znaku zapytania w tytule jest apelem o poparcie Obamy. Tekst ten kończy następujacy akapit: For conservatives, Obama represents a sliver of hope.  McCain represents none at all. The choice turns out to be an easy one (czyli Dla konserwatystów, Obama reprezentuje promyk nadziei. McCain nie reprezentuje nic. Wybór okazał się być prosty).


Postawa większości mediów miała również aspekt osobisty. Amerykańscy dziennikarze byli na Obamę zdenerwowani gdyż pisze on i mówi dużo lepiej niż większość z nich.  Nie są mu potrzebni dziennikarze, rzecznicy prasowi, analitycy i PR-owcy którzy, jak nauczycielki w podstawówce, wyjaśnią gawiedzi co poeta miał na myśli.


Zdecydowana większość artykułów w pismach podlegająch cenzurze oraz wypowiedzi telewizyjnych komentatorów jest więc w stosunku do Obamy dziwna. Dla przykładu, liberalny (najczęściej przyjazny Demokratom) tygodnik The New Yorker opublikował (21 lipca 2008) na okładce rysunek, na którym w prezydenckim gabinecie McCain czyści amerykańską flagą buty senatora Liebermana  (żartowałem! Na okładce jest Obama w muzułmańskim stroju, Michelle przebrana za terrorystkę, w kominku płonie amerykańska flaga, a na ścianie wisi portret Osamy bin Ladena).


Podsumowując, mechanizm jaki stosuje w stosunku do Obamy część mediów dobrze zobrazował popularny satyryk Stephen Colbert: Obama is supported by Ted Kennedy, who is Catholic, and the Catholic Church is led by a Pope who was in the Hitler Youth. That can mean only one thing: OBAMA LOVES HITLER! (czyli Obamę popiera Ted Kennedy który jest katolikiem, przywódcą kościoła katolickiego jest Papież który był w Hitlerjugend. To może oznaczać tylko jedno: OBAMA KOCHA HITLERA!). 

 

Jerzy Pilchowski

 

Przeczytaj także:

czwartek, 27 listopada 2008
JERZY PILCHOWSKI: TO NIE TAK MIAŁO BYĆ (II)

Rok temu wszystko było jasne. Następnym prezydentem Stanów Zjednoczonych będzie Hillary Clinton. Po niej funkcję tą obejmie Jeb Bush, a po nim Chelsea Clinton. W początkowej fazie kampanii obserwowaliśmy tylko retoryczną różnicę pomiędzy ja to dla was zrobię (Hillary Clinton) i musimy to zrobić razem (Barack Obama).  Konkretów trudno się jednak było w tym doszukać.

Debaty, zgodnie z tym co mówiła większość telewizyjnych gadających głów, wygrywała Hillary. Obama przechylał jednak w niektórych momentach głowę i jego uśmiech zdawał się mówić jak powiem co myślę to niektórzy będą krzyczeć, że czarny mężczyzna zgwałcił białą kobietę.  Wystarczyło. 

Barack Obama i Hillary Clinton
Barack Obama i Hillary Clinton

Wielu Amerykanów poczuło szansę na to, aby wyrwać się z żelaznego uścisku nieuniknionej przyszłości. Przełomowym momentem był tzw. Super Tuesday (5 lutego 2008), czyli dzień w którym prawybory odbyły się w 22 stanach. Obama wygrał w 13 stanach i zdobył 847 delegatów. Hillary w 9 stanach, zdobywając 834 delegatów. Kontratak Clintonów balansował na pograniczu farsy i dramatu.  Sugerowano, że Obama ma czarną skórę czyli czarny charakter. Gdy w kilku stanach wygrała Hillary, krzyczano: what’s wrong with Obama? (co jest nie tak z Obamą?). Z niespodziewaną odsieczą Obamie przyszedł Ron Regan (syn prezydenta Ronalda Reagana) pytając what’s wrong with West Virginia?. Nominację Partii Demokratycznej zdobył Obama. Przyjrzyjmy się najważniejszym osobom, grupom, pojęciom i zjawiskom  wygranego przez Obamę wyścigu prezydenckiego.

 

Barack Obama
Człowiek który w sposób piękny i prawie wiarygodny mówi o tym co powinno zostać zrobione.

John McCain
Dobry kandydat na prezydenta w roku 2000. W roku 2008, człowiek który śpiewa pieśń o mordowaniu (Bomb Iran). Gdyby McCain wygrał, nadeszłaby wymodlona przez towarzysza Normana Podhoretza IV wojna światowa  (World War IV:  How It Started, What It Means, and Why We Have to Win Commentary, wrzesień 2004).

 

Hillary Clinton

Do historii przejdzie wyrażona przez Clinton - w kontekście kampanii z 1968 roku zakończonej tragiczną śmiercią Roberta Kennedy'ego - nadzieja, że wszystko może się zdarzyć. W Ameryce, szczególnie czarnej, która do dziś leczy rany spowodowane politycznymi morderstwami, było to poniżej wszelkich wyobrażalnych standardów. Jedyne co można było zrobić to wejść na jeszcze wyższy poziom abstrakcji i przypomnieć miłego jelonka z filmu Disneya. Komentując kampanię Clinton, Maureen Dowd napisała Oh, Bambi (She's Still Here! w The New York Times, 4 czerwca 2008).

Nie skończyło to jednak sprawy. W Appalachach trwała dalej partyzantka Białych Panter (PUMA – Party Unity My Ass).

Ron Paul

Kongresmen z Texsasu. Autor kultowego tekstu Neo-CONNED! (10 lipiec 2003). Ron Paul pisze w nim: They agree with Trotsky on permanent revolution, violent as well as intellectual (co w luźnym czyli precyzyjnym tłumaczeniu oznacza: Neokonserwatyści chcą zabijać i kłamać).

George W. Bush

Najważniejsze wydarzenia związane z prezydenturą W opisał Bob Woodward  w trylogii: Bush at war (2002), Plan of attack (2004) i State of denial (2006).  Dzieki temu, czytelnicy neokonserwatywnych pism dowiedzieli się, że Woodward  to oszołom i wyznawca spiskowej teorii dziejów.

Jimmy Carter
Od czasu opublikowania książki Palestine Peace Not Apartheid każdy szanujący się zwolennik McCaina miał na jego widok obowiązek pogardliwie wzruszyć ramionami. Sytuację komplikowało to, że kilka kojarzonych z Carterem osób – m.in. Zbigniew Brzeziński i Robert Malley - zaliczanych jest do grona doradców Obamy.

Zbigniew Brzeziński
Podejrzewano go już dużo wcześniej, ale oficjalnie nadanie Brzezińskiemu tytułu antysemity nastąpiło gdy napisał pozytywną recenzję książki The Israel Lobby and U.S. Foreign Policy (Foreign Policy, lipiec/sierpień 2006). Wyrok ogłosił Alan Dershowitz. (The New York Sun - 12 wrzesień 2007).  Dodatkowo, odpowiadając na pytania kongresowej komisji, Brzeziński powiedział publicznie m.in.: the final destination on this downhill track is likely to be head-on conflict with Iran and with much of the world of Islam (ostatecznym celem tego wytyczanego siłą grawitacji szlaku jest prawdopodobne czołowe zderzenie z Iranem i dużą częścią muzułmańskiego świata).

Robert Malley
Aktywny uczestnik negocjacji w Camp David i współautor krytycznego w stosunku  do Izraela tekstu The Tragedy of Error (The New York Review of Books - 9 sierpnia 2001). Oh well, po prostu jeszcze jeden...

Samantha Power
Profesor w John F. Kennedy School of Government (Harvard University). Power jest autorką wielu kontrowersyjnych tekstów. Szczególnie niedobry jest jej tekst Rethinking Iran (Time, 27 stycznia 2008). W neokonserwatywnych kregach, radość więc była wielka gdy po nazwaniu Hillary monster (potwór) Power zrezygnowała z funkcji doradcy Obamy. Istnieją jednak dalej podstawy sądzić, że po wygranej Obamy duży wpływ na amerykańską politykę będzie miała ta inteligentna i mająca charakterek katoliczka.

Merrill A. McPeak
Były dowódca Air Force czyli lotnictwa. W roku 2003 generał McPeak powiedział  w wywiadzie dla pisma The Oregonian, że amerykańscy politycy obawiają się żydowskiego lobby. Neokonserwatywna prasa twierdzi, że to skandal iż tacy ludzie jak McPeak są doradcami Obamy.

Daniel Kurtzer

W roku 1976 Daniel Kurtzer w swojej pracy doktorskiej napisał, że metody jakimi posługuje się Izrael powodują radykalizację Palestyńczyków. Pamiętano o tym  w roku 2001, gdy Kurtzer został mianowany ambasadorem USA w Izraelu i pisano: Kurtzer is wrong for Israel. Obecnie, jest on doradcą Obamy i zwolennikiem radykalnej zmiany amerykańskiej polityki bliskowschodniej.  W tym wypadku diagnoza jest jasna: ortodoksyjny Żyd Daniel Kurtzer nienawidzi sam siebie.

Wesley Clark
Wśród ludzi popierających Obamę jest też były dowódca NATO generał Wesley Clark.  Przestępstwo jakie popełnił Clark polega na kradzieży narracji. Neokonserwatyści przyznali sobie (i tylko sobie) prawo do tego aby tworzyć nowe słowa i określenia. Zapytany o to czy Ameryka zaatakuje Iran (Huffington Post, 4 stycznia 2007) Clark odpowiedział: the Jewish community is divided but there is so much pressure being channeled from New York money people to the office seekers (czyli: środowisko żydowskie jest podzielone, ale bardzo duża presja ze strony nowojorskiej finansjery skierowana jest na tych, którzy kandydują na różne funkcje).

Dźwięczące od tego czasu w przestrzeni publicznej ironiczne New York money people długo nie zostanie generałowi zapomniane.

Joe Biden
Wiceprezydent - elekt, senator Joe Biden. Pyskaty i siwowłosy katolik który ma większe niż McCain doświadczenie. Tradycyjnym zadaniem kandydata na wiceprezydenta jest ostro krytykować przeciwników.

 

Jerzy Pilchowski

 

Tekst został pierwotnie wydrukowany latem w kanadyjskim Gońcu.

Drobne zmiany w wersji blogowej polegają na uaktualnieniu.

Jutro zapraszamy na trzecią część tekstu.

 

Przeczytaj także:

środa, 26 listopada 2008
JERZY PILCHOWSKI: TO NIE TAK MIAŁO BYĆ (I)

Redakcja USA 2008 zaproponowała mi zamieszczenie tekstu opublikowanego jeszcze przed  wyborami (w kanadyjskim tygodniku Goniec, 12-18 wrzesień).  Zgodziłem się chętnie, gdyż o amerykańskich wyborach prezydenckich napisano w Polsce tak dużo bzdur, że aż strach. Dla przykładu, Rzeczpospolita (15 listopada) opublikowała tekst Bronisława Wildsteina Ameryka ma przyszłość. Czytamy w nim: Wybór Baracka Obamy na stanowisko prezydenta USA to triumf irracjonalnej strony demokracji. Bronisława Wildsteina szanuję. Ludziom, których się szczerze szanuje, trzeba mówić  wprost co się naprawdę myśli. Bez oglądania się na piekło które może się rozpętać, jeśli  autor odważy się pisać o wszystkim, również o Żydach. 

Różne narodowe i religijne animozje są częścią amerykańskiej historii. Trudno aby  - w narodzie składajacym się z ludzi  reprezentujących praktycznie wszystkie rasy, narody i religie – było inaczej.  Żydzi są tutaj po prostu jednym z kamyczków mozaiki. Od oceny poszczególnych grup narodowych i religijnych, dużo ważniejesza  jest tu jednak ocena poszczególnych ludzi. Wszyscy zdają sobie bowiem sprawę, że wielu żydowskich pisarzy, artystów, naukowców, lekarzy, itp., wniosło ogromny wkład w rozwój Ameryki. Bez nich Ameryka byłaby uboższa – zarówno intelektualnie, jak również materialnie. Amerykę łączy też z Izraelem wspólny grzech pierworodny.  Amerykanie oraz mieszkający w Izraelu Żydzi zbudowali swoje kraje na ziemi odebranej przemocą tym, którzy mieszkali na niej od tysięcy lat. Tłumaczy to w pewien sposób szczególnie bliskie relacje pomiędzy USA  i Izraelem.

Niestety moja ocena działań polityczno-finansowych Żydów jest coraz częściej negatywna. Dlaczego?

Tradycyjny amerykański kapitalizm opierał się na przykazaniu budować, produkować i uczciwie handlować. W ostatnich latach to się jednak zmieniło. Odpowiedzialnością za to obciąża się Żydów, którzy na Wall Street i w sektorze finansowym są dominującą grupą etniczną. Dla przykładu: przed każdym, kto oglądał jak Alan Greenspan składał przed kongresową komisją wyjaśnienia, stanęło w jaskrawym świetle reflektorów poważne pytanie: oszust czy idiota?

Alan Greenspan
Alan Greenspan

Przejdźmy do polityki. Michael Ledeen wypowiedział kilkanaście lat temu zdanie, które jest esensją neokonserwatyzmu: Every ten years or so, the US needs to take some crappy little country and throw it against a wall, just to show we mean business (czyli: mniej więcej raz na dzisięć lat, Stany Zjednoczone muszą wziąć jakiś gówniany mały kraj i rzucić nim o ścianę, aby pokazać kto tu rządzi). Taka właśnie była w ostatnich latach amerykańska polityka bliskowschodnia. Po szoku zamachów 9/11 duża część Amerykanów dała się na to nabrać. W Ameryce silny jest bowiem mit kowboja w białym kapeluszu, który rzuca o ścianę koniokrada w czarnym kapeluszu. Nie ma tu jednak gloryfikowania zabijania, aby pokazać kto tu rządzi. Ludzie połapali się więc w tym, że stali się przedmiotem manipulacji agentów wpływu  doktryny Ledeena (crappy little country).

Stało się więc to, co w demokratycznym kraju stać powinno.  Nieuczciwi lub głupi bankierzy i neokonserwatywni politycy zostali rzuceni o ścianę przez amerykańskich Żydów. Ponad trzy czwarte (78%) amerykanskich Żydów zagłosowało na Obamę co jest czymś bardzo ważnym i interesującym. Oznacza to bowiem, że popularność neokonserwatystów jest w ich środowisku dużo mniejsza niż się nam wmawia. Miejmy nadzieję,  że w wyniku tej racjonalnej decyzji Ameryka wróci do politycznej i gospodarczej równowagi. 

 

Jerzy Pilchowski*

Jutro zapraszamy na drugą część tekstu

 

Jerzy Plichowski z małżonką
Jerzy Pilchowski z małżonką
 

* Pisze od prawie trzydziestu lat. Zaczynał w KOR-owskim "Robotniku". W czasach Solidarności był wiceprzewodniczącym MKZ województwa walbrzyskiego, a nastepnie członkiem prezydium ZR Dolny Śląsk. Był wydawcą odpowiedzialnym za druk książek oraz wydawanie i kolportaż kilku solidarnościowych pism. Po przyjeździe do Stanów zaczął pisać na tematy zwiazane z informatyką. Opublikował m.in. tekst "Drożej niż na Marsa" (1997), w którym ostrzegał przed gigantyczną aferą, jaką było informatyzowanie ZUS-u. W 2007 roku został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

 

Przeczytaj także:

wtorek, 25 listopada 2008
RENESANS CLINTONÓW

Przyglądając się ludziom, jakimi zaczyna otaczać się Obama, można dostrzec jedną prawidłowość. Rahm Emanuel, John Podesta czy Greg Craig, żeby tylko wymienić kilku, to osoby związane z obozem Clintonów. Swoje doświadczenie polityczne zdobywali w gabinecie Billa Clintona jako postacie z drugiego czy trzeciego szeregu. Teraz mają okazję, by zabłysnąć w pierwszej linii.

Nad nimi wszystkimi góruje sylwetka Hillary Clinton jako niemal pewnej kandydatki na stanowisko sekretarza stanu. Co prawda obie strony nabrały jak na razie wody w usta, ale nieoficjalne źródła donoszą, że propozycja wysunięta przez Obamę została przyjęta pozytywnie. Hillary była widziana nawet w samolocie do Chicago, według jej rzeczników w czysto prywatnej podróży. Oficjalne potwierdzenie nominacji ma nastąpić po długim weekendzie związanym ze Świętem Dziękczynienia, które w tym roku wypada w czwartek.

Hillary Clinton

Na pytanie „co z tą Clinton?" padało wcześniej już kilka odpowiedzi. Najczęściej wysuwana była propozycja dream ticket, z nią jako kandydatką na wiceprezydenta, co miałoby jakoby zjednoczyć partię. Pojawiły się również koncepcje skierowania jej do Departamentu Zdrowia, ze względu na jej rolę w próbie reformy systemu opieki zdrowotnej za pierwszej kadencji męża, lub Sądu Najwyższego, z uwagi na wykształcenie prawnicze. W każdym razie widać, że pozycja, którą była Pierwsza Dama zajmuje w Partii Demokratycznej, wymusza jakieś zagospodarowanie jej osoby.

Nie da się ukryć, że objęcie przez Clinton kierownictwa nad amerykańską dyplomacją ma swoje zalety. Jej nazwisko wywołuje za granicą pozytywne emocje. Będzie miała do dyspozycji cały sztab ludzi, którzy doświadczenie w dyplomacji zdobywali za kadencji jej męża. Biorąc to pod uwagę, Hillary mogłaby w zasadzie zupełnie zastąpić Obamę w prowadzeniu polityki zagranicznej. Nowy prezydent nie miałby nic przeciwko temu – odciążony z konieczności reprezentowania USA na świecie mógłby skupić całą uwagę na rozwiązywaniu palących problemów w kraju.

Oczywiście, można wyrażać wątpliwości, czy była rywalka Obamy ma doświadczenie wystarczające do kierowania czymś tak szalenie ważnym dla świata jak amerykańska polityka zagraniczna. Jeszcze kilka miesięcy temu jej kompetencje zostały poddane w wątpliwość na skutek niefortunnej wypowiedzi o byciu ostrzeliwaną podczas wizyty w Bośni. Trzeba jednak pamiętać o tym, że Hillary będzie miała potężne zaplecze intelektualne, gdzie znajdą się osoby znające się w zasadzie na każdym temacie. Poza tym nawet odpowiednie predyspozycje na papierze nie zawsze sprawdzają się w rzeczywistości – Condoleeza Rice jest ekspertką od Rosji, ale jakoś nie udało jej się powstrzymać wzrostu potęgi Kremla.

Problemem może być za to rywalizacja z Joem Bidenem o to, kto tak naprawdę będzie kierował polityką zagraniczną USA. Przyszły wiceprezydent ma w tej materii nieporównywalnie większe doświadczenie i zapewne chciałby mieć decydujące słowo w tworzeniu amerykańskiej wielkiej strategii. Z drugiej strony perspektywa degradacji Departamentu Stanu do obsługi technicznej Białego Domu (czego w naszych realiach mogliśmy doświadczyć za rządów PiS w relacjach Anny Fotygi z Pałacem Prezydenckim) zdecydowanie nie zaspokaja ambicji Hillary. Ewentualna wojna podjazdowa między dwoma ośrodkami tworzenia polityki zagranicznej zaszkodzi z pewnością staraniom o odbudowanie wizerunku Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej.

Bill Clinton

Jednak przede wszystkim nominacja ta oznaczałaby ostateczne zerwanie z przesłaniem, jakie Obama głosił podczas swojej kampanii. Clinton, uosobienie waszyngtońskiego establishmentu, symbolizowała wszystko, co złe w amerykańskiej polityce. Nawet po stronie Republikanów nikt nie był nienawidzony przez zwolenników senatora z Illinois tak bardzo, jak ona. Wielu spośród nich będzie teraz zapewne trudno zaakceptować taką decyzję. To, że Obama otacza się ludźmi związanymi z Clintonami, jednak nie dziwi – trudno byłoby w inny sposób skompletować kompetentną administrację. Hasło zmiany musi ustąpić miejsca realiom.

Z Billem Clintonem jest mniej problemu. Były prezydent ma o tyle łatwiej, że, jako emerytowana głowa państwa, nic nie musi. Pewnie, jak każdy inny były przywódca, zajmie się tym, co jest od niego oczekiwane: gościnnymi wykładami, występami na konferencjach międzynarodowych, czy fundacją własnego imienia, ale z bieżącą polityką będzie to miało niewiele wspólnego. Clinton będzie funkcjonował w publicznej świadomości głównie jako żyjące wspomnienie złotych czasów poprzedniej demokratycznej administracji, bez angażowania się w sprawy bieżące. W każdym razie tak powinien zrobić – jego kontakty zagraniczne i powiązania finansowe, jakie pozyskał w czasie swojej politycznej emerytury, mogą dla przyszłej administracji być niewygodne. Oczywiście, jako człowiek z doświadczeniem w kierowaniu krajem może mieć nieformalnie duży wpływ na poczynania nowej władzy, ale to od Obamy będzie zależeć, czy wysłucha jego rad.

Maciej Józefowicz

Przeczytaj także:
 
 
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9

O NAS

Kontakt/Współpraca


Creative Commons License
Teksty są dostępne
na licencji Creative Commons
Uznanie autorstwa 2.5 Polska
.

Tłumacz z nami
WE the Media (2004) -
słynny manifest dziennikarstwa obywatelskiego Dana Gillmora.
Maciej Lewandowski






Powered By
widgetmate.com
Sponsored By
Digital Camera