USA 2008 - wybory prezydenckie w Ameryce. Demokraci i Republikanie. Kandydaci: Barack Obama i John McCain. Informacje, analizy, newsy. Kampania, prawybory, wybory w Ameryce.
poniedziałek, 31 grudnia 2007
"FINANCIAL TIMES" STAWIA NA CLINTON

Publicysta "Financial Times" Clive Crook największą szansę w zbliżających się wyborach daje kandydatce Demokratów - Hillary Clinton. Jeszcze bardziej prawdopodobne jest według niego to, że wybory wygra Demokrata, gdyż Amerykanie są bardzo niezadowoleni z rządzącej do tej pory republikańskiej administracji George'a Busha.

 


 

W obozie Demokratów Crook widzi tylko dwóch kandydatów do zwycięstwa: właśnie Clinton oraz Baracka Obamę. Przewaga byłej Pierwszej Damy nad Obamą topnieje, ponieważ zdobywa on nowych zwolenników. Przyciąga ich do niego świeżość, której brakuje Clinton, zbyt często powołującej się na popularność męża. Jednak, zdaniem autora, nawet jeśli uda się Barackowi zdobyć głosy Iowa i New Hampshire, nie przesądzi to o jego nominacji. Była Pierwsza Dama jest zbyt zdeterminowana, żeby wygrać. A jej dużym atutem jest poparcie wśród partyjnych elit.

Ewa Dryjańska

sobota, 29 grudnia 2007
REPUBLIKAŃSKIE PUZZLE

A co on myśli o aborcji? Kiedy Republikanie myślą o kandydatach, to pytanie zaraz pojawia na ustach. Aż 32% zwolenników Republikanów w ogóle nie zamierza pójść na listopadowe wybory prezydenckie, jeśli obie wielkie partie wystawią kandydatów proaborcyjnych (sondaż Diageo, 7-12 grudnia, ±5%). Burmistrz Giuliani skutecznie rządził w kohabitacji z demokratyczną radą miejską, mógłby zabrać Demokratom mnóstwo punktów, ale jest niepoprawnym rozwodnikiem, który popiera prawo kobiety do decydowania. To go przekreśla.

Symbol Partii Republikańskiej


Iowa to synonim wiejskiej Ameryki. 60% mieszkańców tego stanu to evangelicals, co jest nazwą na stanowczych chrześcijan, którzy nie zaniedbują chodzenia do kościoła. Evangelicals to nie jest nazwa jakiegoś protestanckiego wyznania, lecz postawy społecznej - poważnego podchodzenia do wiary, coraz częstszego u amerykańskich katolików. Iowa to jedyne miejsce, gdzie mógłby wygrać Mike Huckabee, dowcipny i charyzmatyczny pastor. Na razie idzie łeb w łeb z Mittem Romney’em.

Mitt Romney to maszyna do zarabiania/zbierania pieniędzy. Przystojniak serwujący zgrabne reklamówki. Facet, który wyciągnął z zapaści zimowe igrzyska olimpijskie w Salt Lake City w 2002 po skandalu i bliskim bankructwie. Olimpiada skończyła się niewielkim, ale jednak zyskiem. Jego ojciec był gubernatorem Michigan, więc tam Romney pewnie wygra prawybory. Upiera się, że jest prawdziwym konserwatystą, ale co chwilę wyciągają mu stare wypowiedzi, że był za aborcją, czy przeciw Reaganowi. Brak mu integrity, czyli spójności poglądów.

Spójny przekaz ma John McCain. W 2000 roku wygrał w New Hampshire 18 punktami nad Georgem W. Bushem. Na wiele miesięcy w tym roku zatopił go Irak. McCain popierał zwiększenie liczebności wojsk, a tymczasem wojna pochłaniała coraz więcej ofiar. W tym roku Kongres przyjął strategię McCaina, wysłano nowe wojska i od razu uspokoiło się, a kolejne miasta mogą być oddawane pod kontrolę irackiej policji. Amerykanie znów uwierzyli w swoją misję w Iraku.

John McCain – podobnie jak osiem lat temu – nie ma forsy. Ale zmiana nastawienia społeczeństwa do wojny w Iraku gra na jego korzyść, zwłaszcza w New Hampshire. W tym stanie independents mogą głosować w prawyborach. Jeszcze pół roku temu 68% niezrzeszonych zamierzało wziąć udział w eliminacjach demokratycznych, teraz już 42% z nich chce oddać kartkę na któregoś z Republikanów (sondaż UNH, 6-10 grudnia). "Któregoś z" należy czytać jako "zagłosuje na McCaina", bo skoro w tym stanie Giuliani się nie udziela, to jedynie McCain jest atrakcyjny dla independents. Nie bez powodu mówi się, że McCain to maverick. Pionier Maverick nie wypalał ani na swoim bydle ani na swoich niewolnikach piętna. Maverick zatem to ktoś, kogo nie da się zaszufladkować, chodzący na przekór trendom. Jednocześnie człowiek sukcesu, bo Maverick był twórcą instytucji stanu Teksas, utalentowanym wojskowym, a jego służba – choć bez piętna – po prostu nie chciała uciekać.

Warto przypomnieć sobie o McCainie z jeszcze jednego powodu. Jest jedynym, który na pewno może pokonać Demokratów na jesieni i – choć inni nie doceniają McCaina – Bill Clinton właśnie jego boi się najbardziej.

Andrzej Kozicki

piątek, 28 grudnia 2007
WIRTUALNE KAMPANIE: FLOOR 13

Tytuł: Floor 13
Rok wydania: 1991
Wydawca: Virgin Interactive
Gra do bezpłatnego ściągnęcia stąd.

Odkąd tylko na świecie pojawiły się służby specjalne, rządzący zawsze mieli pokusę, aby wykorzystywać je do walki z polityczną konkurencją. W USA temat ten stał się szczególnie nośny po aferze Watergate, która doprowadziła do dymisji prezydenta Richarda Nixona. Chociaż akcja gry Floor 13 rozgrywa się w Wielkiej Brytanii, nie ma to większego znaczenia. Pokazane w niej mechanizmy mogłyby odnosić się równie dobrze do niemal każdego państwa. Na szczęście liczba krajów, gdzie ta wizja jest realistyczna, systematycznie spada.

Grając, oficjalnie stoimy na czele jednego z mało istotnych departamentów w brytyjskim resorcie rolnictwa. Ale to tylko przykrywka. W rzeczywistości stajemy się szefem najtajniejszej z tajnych służb – naszym zadaniem jest bowiem wyłącznie dbanie o to, by partia rządząca przewodziła w sondażach. Musimy zawczasu zapobiegać wszystkiemu, co mogłoby osłabić jej popularność. Są tylko dwie zasady, których trzeba się trzymać. Po pierwsze, musimy zawsze stać w cieniu – żadnych spektakularnych akcji, żadnego błysku fleszy. Po drugie – nie ma żadnych innych zasad. Wszystkie chwyty dozwolone.

Oto nasz typowy dzień. Rano na biurku jak zawsze piętrzą się gazety i raporty wywiadowcze. Stenogram z zamontowanego gdzieś podsłuchu wskazuje, że prominentny członek rządu zdradza żonę z kochanką. Oczami wyobraźni już widzimy czołówki tabloidów. Trzeba działać! Zlecamy kampanię medialnego oczerniania niesfornego ministra – dzięki temu premier będzie miał w ręku argumenty, by szybko się go pozbyć. Nakazujemy dyskretne przeszukanie jego domu – może są tam jakieś kompromitujące papiery? Z mieszkaniem kochanki nie będziemy się tak cackać. Niech nasi agenci je dosłownie splądrują, byle wynieśli wszystkie niewygodne materiały. Oprócz tego pełne rozpracowanie – podsłuch na telefonie, agenci śledzący ją całą dobę. Albo lepiej – niech od razu ją wyeliminują, oszczędzimy chłopakom fatygi. Wygląda na to, że w jej samochodzie przestaną dzisiaj działać hamulce… Hmm, chociaż w sumie może należałoby ją jeszcze potorturować parę dni, a dopiero potem spokojnie zastrzelić. Mogła obalić rząd, niech cierpi!


Niezależnie od tego, jak makabrycznie brzmi poprzedni akapit, o to właśnie z grubsza chodzi we „Floor 13”. Staniemy się panami życia i śmierci. Będziemy katować, infiltrować, inwigilować, a nawet manipulować mediami. Wszystko po to, aby nic nie zaszkodziło rządowi. Bo przecież nasz kraj nigdy nie miał lepszego i nie ma sensu szukać innego.

Główną zaletą „Floor 13” jest zatem postawienie gracza w sytuacji bardzo nietypowej i, trzymajmy się tej nadziei, w demokratycznych państwach Zachodu trudnej do wyobrażenia. Nasza wszechwładza tylko pozornie pozwala bawić się w Bogakażda decyzja rodzi odpowiedzialność, a media mimo wszystko robią swoje. Oczywiście można w biały dzień dokonać egzekucji na przywódcy opozycji, ale po czymś takim poparcie dla władzy bynajmniej nie wzrośnie. A z tego właśnie jesteśmy rozliczani – co trzy tygodnie wzywa nas premier i patrzy na słupki poparcia. Jeśli jego partia jest w tyle, czeka nas dymisja. A to nie oznacza tylko odwołania z urzędu – z tej pracy nie można tak po prostu odejść. W ramach pożegnania czeka nas lot z okna tytułowego trzynastego piętra prosto na chodnik wiele metrów niżej…

Wadą dla wielu graczy może być archaiczny projekt gry – wizualnie jest brzydka, ale to efekt jej wieku. Została napisana jeszcze pod system DOS i dla osób przyzwyczajonych do trójwymiarowej grafiki, jej wygląd będzie trudny do przełknięcia. Ale od czego ma się wyobraźnię? Poza tym takie zabytki mają podstawową zaletę – można je zupełnie legalnie ściągać za darmo z sieci i grać w nie nawet na słabiutkich komputerach.

Jarosław Błaszczak

środa, 26 grudnia 2007
NIE TYLKO "WESOŁYCH ŚWIĄT" II

Święty Mikołaj, rozświetlony krzyż w tle i wojenne wspomnienia - kandydaci na prezydenta nie marnują sposobności by "przy okazji" składania świątecznych życzeń promować siebie. Wczoraj prezentowaliśmy świąteczne spoty Demokratów, dziś przyszła kolej na Republikanów.

Rudy Giuliani

Świąteczny spot byłego burmistrza Nowego Jorku, Rudy'ego Giulianiego, jest wbrew pozorom utrzymany w żartobliwej konwencji. Jest wiele rzeczy, których życzyłbym sobie na Święta. Bezpieczne granice, niższe podatki dla rodzin i ludzi biznesu... Ale przede wszystkim chciałbym by kandydaci na prezydenta umieli się jakoś ze sobą dogadać. Słowa Giulianiego gromkim śmiechem kwituje siedzący obok św. Mikołaj, który przyznaje, że popiera wszystkie życzenia, za wyjątkiem tego ostatniego. No cóż, nie można mieć wszystkiego! - przyznaje roześmiany Giuliani. Merry Christamas, Happy Holidays - Rudy Giuliani życząc wszystkim wesołych Świąt bezpiecznie używa zarówno zwrotu nawiązującego do tradycji chrześcijańskiej jak i pomijającego ten związek.

Mike Huckabee

Tym co naprawdę się liczy jest świętowanie narodzin Chrystusa. Mike Huckabee, po raz kolejny udowadnia, że nie zamierza uciekać od kwestii wiary i religijności. Co więcej za jego plecami, oprócz choinki, unosi się także jasny krzyż... Dopiero po chwili okazuje się, że jest to tylko podświetlony regał. Huckabee, który już dawno postawił na niekonwencjonalne spoty, po raz kolejny wywołał kontrowersje. Niech Bóg was błogosławi, wesołych Świąt Bożego Narodzenia - jak można było się domyślać dla tego kandydata dylemat "merry christmas" czy "happy holidays" zapewne nigdy nie istniał.

John McCain

McCain, weteran wojny w Wietnamie, tradycyjnie odwołuje się do swojej żołnierskiej przeszłości. Wspomina strażnika, który próbował złagodzić jego ból wywołany wypadkiem, a później torturami. Gdy przyszły Święta strażnik narysował na piasku znak krzyża. Nigdy nie zapominajcie żo tym, że gdziekolwiek jesteście i niezależnie od tego jak trudna jest sytuacja, zawsze znajdzie się ktoś, kto poda wam rękę.

Anna Dryjańska

wtorek, 25 grudnia 2007
NIE TYLKO "WESOŁYCH ŚWIĄT" I

Nietrudno zgadnąć czego kandydatom w wyborach prezydenckich życzą ich najbliżsi (zwłaszcza najbliżsi współpracownicy). Bardziej interesujące jest to, czego i jak kandydaci życzą Amerykanom. Zwyczaj składania świątecznych życzeń jest niepowtarzalną okazją do ocieplenia wizerunku, z której skorzystali wszyscy liczący się w wyścigu kandydaci (oczywiście my także składamy wszystkim naszym czytelnikom i czytelniczkom najlepsze życzenia :) Przyjrzyjmy się zatem świątecznym spotom kilku pretendentów do prezydentury - dziś spotom Demokratów, a jutro spotom Republikanów.

Hillary Clinton

Półminutowy spot Hillary Clinton przedstawia kandydatkę pakującą prezenty - obietnice wyborcze. Uśmiechnięta Clinton opatruje swoje podarunki karteczkami, sygnalizującymi ich zawartość. Są wśród nich m.in. powszechna opieka zdrowotna i sprowadzenie amerykańskich żołnierzy do kraju. Na koniec pojawia się czarna plansza z napisem "Happy Holidays". W przeciwieństwie do "Merry Christmas" zwrot ten nie nawiązuje do wiary chrześcijańskiej.

John Edwards

Jeden na czterech bezdomnych jest weteranem. 37 milionów Amerykanów żyje w biedzie. John Edwards na tle rozświetlonym jedynie lampkami choinki obiecuje, że nie zapomni o zmarginalizowanych obywatelach USA. Widzimy was, słyszymy was i będziemy mówić w waszym imieniu.

Barack Obama

Wieczór, pięknie przystrojona choinka i trzaskający w kominku ogień, a na tym tle Barack Obama z żoną Michelle i dwoma kilkuletnimi córkami - senator z Illinois wyraźnie postawił na rodzinę. Spot otwierają podziękowania Michelle za życzliwość i gościnność, następnie Barack mówi, że Święta to szczególny czas, w którym ludzi więcej łączy niż dzieli. Z dylematu "Merry Christamas" i "Happy Holidays" pomagają Obamie wybrnąć córki, których urocze życzenia zamykają spot.

Anna Dryjańska

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5

O NAS

Kontakt/Współpraca


Creative Commons License
Teksty są dostępne
na licencji Creative Commons
Uznanie autorstwa 2.5 Polska
.

Tłumacz z nami
WE the Media (2004) -
słynny manifest dziennikarstwa obywatelskiego Dana Gillmora.
Maciej Lewandowski






Powered By
widgetmate.com
Sponsored By
Digital Camera