USA 2008 - wybory prezydenckie w Ameryce. Demokraci i Republikanie. Kandydaci: Barack Obama i John McCain. Informacje, analizy, newsy. Kampania, prawybory, wybory w Ameryce.
piątek, 31 października 2008
DAVID IVERSON: STAWKA TYCH WYBORÓW JEST NIEWIARYGODNIE WYSOKA

EWA DRYJAŃSKA: Jak ocenia Pan obecną kampanię na tle poprzednich?

DAVID IVERSON*: To zupełnie wyjątkowa kampania. Co prawda co cztery lata powtarza się, że obecne wybory są najważniejsze. Ale ta kampania jest inna przede wszystkim ze względu na jej uczestników. Mamy pierwszego Afroamerykanina ubiegającego się o prezydenturę i pierwszą Republikankę kandydującą na stanowisko wiceprezydenta. Także stawka tych wyborów jest niewiarygodnie wysoka. Wiele będzie zależało od przyszłego prezydenta. Przed światem stoją olbrzymie problemy takie jak zmiany klimatyczne czy globalne ocieplenie, a teraz znajdujemy się w wyjątkowym momencie, w którym jesteśmy jeszcze w stanie się z nimi zmierzyć. Jeśli nie zrobimy tego teraz, możemy nie być w stanie już nigdy tego zrobić. To szczególna kampania, a może okazać się historyczna, jeśli Barack Obama zostanie wybrany.

 
David Iverson
David Iverson

Jak według Pana kandydaci wypadli podczas debat telewizyjnych?

Obaj kandydaci zaprezentowali się inaczej. Obama był bardziej spokojny i wyważony. McCain wydawał się natomiast jakby rozgniewany i nieszczęśliwy. A Ameryka nie lubi nieszczęśliwych i złych kandydatów, więc myślę, że jest to dla McCaina problem, chociaż w moim przekonaniu podczas trzeciej debaty odwalił kawał dobrej roboty. Gdybym w sondażu opinii publicznej odpowiadał na pytanie: Kto według mnie wygrał debatę?, odpowiedziałbym – John McCain. Ale większość ludzi inaczej odebrało to wystąpienie.

Jak powinien zachowywać się kandydat podczas debaty, żeby zjednać sobie poparcie wyborców?

Ważne są dwie rzeczy. Pierwsza to zadbanie o to, żeby nie popełnić dużych błędów i być ostrożnym w trakcie wypowiedzi. Po drugie ważne jest, by zaprezentować się jako osoba, która zna codzienne problemy amerykańskich wyborców. Nie należy mówić w sposób nazbyt ogólny i wyabstrahowany. Kandydat musi wysławiać się w sposób, który łączy go z innymi ludźmi. Powinien także upewnić się, że skupia się na sprawach, które są dla ludzi ważne i których omawianie idzie mu najlepiej. Bystry kandydat potrafi w taki sposób odpowiedzieć na pytanie, że dotknie właśnie tych kwestii, które są ważne dla wyborców.

Jeremiah A. Wright
Pastor Jeremiah A. Wright

Czy sądzi Pan, że uprzedzenia rasowe i znajomość Obamy z pastorem Jeremiah Wrightem mogą odebrać mu szansę na prezydenturę?

Nie wydaje mi się, aby były to czynniki decydujące. Pytanie o związki Obamy z Wrightem jest całkiem zasadne. Pastor jest bardzo kontrowersyjną postacią, a Obama był członkiem jego kościoła przez dwadzieścia lat. Ale co mnie naprawdę uderzyło, to to, że ludzie nie chcą o tym słyszeć. Chcą raczej dowiedzieć się tego, czy kandydat poprawi ich życie. Czy pomoże im utrzymać się w pracy, zatrzymać dom czy zadbać o dzieci. Wszystkie inne rzeczy mogłyby być ważne w 2000 czy 2004 roku, ale nie teraz.

Sarah Palin i John McCain
Sarah Palin i John McCain

Czy wybór Sary Palin na kandydatkę na wiceprezydenta u boku Johna McCaina był dobrym posunięciem?

Rozumiem dlaczego McCain wybrał gubernatorkę z Alaski na swojego zastępcę. Przy Obamie – młodym Afroamerykaninie z umiejętnością przyciągania tłumów nie można było wybrać zwykłego kandydata. Sztab McCaina wybrał więc młodą nieznaną dotąd szerzej Republikankę, która miała zapewnić mu poparcie kobiet i wnieść świeżość do jego kampanii. Początkowo zdawało to egzamin. Palin wygłosiła bardzo dobre przemówienie na konwencji republikańskiej, ale na dłuższą metę ten wybór nie pomógł McCainowi. Jestem bardzo ciekawy co zrobi Sarah Palin, jeśli McCain przegra. Czy ma przyszłość jako ogólnonarodowy polityk i czy miałaby szanse w ubieganiu się o prezydenturę.

 

* David Iverson jest telewizyjnym dziennikarzem z ponad 30-letnim stażem. Prowadzi programy telewizyjne i jest autorem filmów dokumentalnych. W 2000 roku był producentem debaty wiceprezydenckiej.

 

Podobne:

 

PolitykaGlobalna.pl - portal o polityce międzynarodowej

Zapraszamy do nowego serwisu o polityce międzynarodowej - PolitykaGlobalna.pl

 

SONDAŻE: BEZSKUTECZNE ATAKI MCCAINA, PRZEWAGA OBAMY
Sondaże ogólnokrajowe

Na 4 dni przed wyborami prezydenckimi w USA wyścig między Barackiem Obamą a Johnem Mcainem wciąż jest stabilny, zarówno na poziomie ogólnokrajowym jak i stanowym. Wydaje się, że ataki McCaina, zwłaszcza te ekonomiczne, tj. oskarżanie Obamy o socjalistyczne i redystrybucyjne zapędynie przynoszą efektów. Warto zauważyć że ta linia ataku pojawiła się bezpośrednio po finalnej debacie prezydenckiej, czyli po 15 października.

I tak w najbardziej wiarygodnym sondażu trackingowym pokazującym poparcie wśród Likely Voters (LV czyli tych, którzy prawdopodobnie zagłosują) czyli sondażu Rasmussena Obama prowadzi różnicą 5 procent.

Rasmussen : Obama 51% McCain 46%

W sondażu Gallupa wśród Registered Voters (RV, zarejestrowanych wyborców) Obama prowadzi dziś różnicą 8 procent, a w modelach tradycyjnym i rozszerzonym Prawdopodobnych Wyborców prowadzi odpowiednio różnicą 5 i 7 procent.

Sondaż Gallupa - model rozszerzony

Gallup (RV): Obama 50%, McCain 42%

Gallup (LV 1) Obama 50%, McCain 45%

Gallup (LV 2) Obama 51%, McCain 44%

 

Sondaże stanowe

Sztab McCaina koncentruje swoje wysiłki na Pensylwanii – tradycyjnie niebieskim stanie, tutaj Republikański ticket ma najwięcej wieców, tutaj McCain wydaje najwięcej pieniędzy na reklamy TV. Te wysiłki nie przynoszą na razie rezultatu – Obama regularnie uzyskuje dwucyfrową przewagę, rzędu 10-13 procent.

Lepiej dla McCaina przedstawia się sytuacja w dwóch tradycyjnych battelground states – w Ohio  i na Florydzie, gdzie przegrywa z Obamą średnio pięcioma procentami. Trudno powiedzieć w którym stanie jest bliższy pokonania kandydata Demokratów.

 

Barack Obama i John McCain
Barack Obama i John McCain

Przy przeglądaniu wyników sondaży z poszczególnych stanów warto zauważyć, że gdy Obama przekracza 50% oznacza to, że nawet (hipotetycznie) przydzielając McCainowi wyborców niezdecydowanych w stosunku 70-30% nie można mieć gwarancji, iż Republikanin wygra w konkretnym stanie. Gdy doda się głosy elektorskie Obamy ze stanów w których jego poparcie przekracza 50% wedle najnowszych sondaży, to na ten moment wygrywa on wybory w stosunku 330-208 EV (Electoral Votes). Liczba wyborców niezdecydowanych wynosi teraz średnio 3%, należy mieć też na uwadze że ok. 20% osób z tej grupy nie zagłosuje wcale.

 
Michał Kolanko
autor Spin Room - blogu o relacjach między mediami, polityką i technologią
 
 
 
PolitykaGlobalna.pl - portal o polityce międzynarodowej

Zapraszamy do nowego serwisu o polityce międzynarodowej - PolitykaGlobalna.pl

 

czwartek, 30 października 2008
CZY AFRYKA POTRZEBUJE OBAMY?

Obamomania ogarnęła także Afrykańczyków – zarówno mieszkańców USA, jak i obywateli państw afrykańskich – głównie wschodniego wybrzeża. Najbardziej uradowani i dumni z politycznej kariery Baracka Obamy są – rzecz jasna – Kenijczycy. Mieszkańcy kraju, z którego pochodzi rodzina demokratycznego kandydata, przy każdej nadarzającej się okazji podkreślają kenijskie korzenie ciemnoskórego senatora oraz chwalą się faktem, że jego babka wciąż żyje w rodzinnej wiosce Kogelo w zachodniej części Kenii.

Kenia

Jak podaje Felix Masi, reporter Africa News, wielu nowo narodzonym dzieciom Kenijczycy nadają imię Senator Obama. Z rodzinnych stron demokratycznego kandydata dochodzą także głosy o ochrzczeniu piwa Senator produkowanego w lokalnym browarze jego nazwiskiem oraz o planowanej rozbudowie lotniska w prowincji Nyanza, w taki sposób, aby był tam w stanie w przyszłości wylądować Air Force One z prezydentem Obamą na pokładzie. Równie wielkie objawy uwielbienia dla Obamy wykazują Kenijczycy mieszkający w Stanach Zjednoczonych – w artykule opublikowanym w Daily Nation przedstawione są na przykład zachowania afrykańskich mieszkańców amerykańskiego miasta Jersey.

Piwo Senator
Kenijczycy zamiast prosić o Senatora, proszą o Obamę

Wśród tych miłych, aczkolwiek momentami niezbyt poważnych (piwo Obama) oznak narodowej dumy, niekiedy zauważyć można także pomysły zupełnie oderwane od rzeczywistości, a nawet naganne nie do zaakceptowania przez mieszkańców zachodnich demokracji postępowanie miejscowych władz. Mam tu na myśli aresztowanie, przesłuchanie przez służby imigracyjne i wydalenie z terenu Kenii amerykańskiego pisarza Jerome Corsi. Autor kontrowersyjnego bestsellera The Obama Nation, przybył do Kenii na początku października tego roku, z zamysłem promocji swej książki na tamtejszym rynku. Według oficjalnych komunikatów ekstradycja Corsi'ego spowodowana była uchybieniami formalnymi (pisarz przebywał w Kenii na podstawie wizy turystycznej, a zajmował się działalnością komercyjną), jednak nietrudno zauważyć, iż działania instytucji rządowych w rzeczywistości podyktowane były negatywnym stosunkiem autora do Obamy i krytycznym wydźwiękiem  promowanej książki.

Jerome Corsi
Jerome Corsi - autor antyobamowskiej książki wydalony z Kenii

Wśród mało realnych propozycji odnośnie politycznej przyszłości senatora z Illinois, prym wiedzie wezwanie Obamy do rezygnacji z ubiegania się o prezydenturę USA i powrót do ojczyzny przodków, gdzie – jako światowej rangi polityk – miałby do zrobienia dużo więcej niż w Waszyngtonie. Jeden z ugandyjskich reporterów Afrika News pisze w swym blogu, że Obama powinien zostać pierwszym prezydentem zjednoczonych państw wschodniej Afryki: Ugandy, Kenii, Tanzanii, Rwandy i Burundi. Z artykułu wynika, że objęcie tej funkcji przyczyniłoby się nie tylko do rozwiązania trwającego wciąż konfliktu pomiędzy głównymi siłami politycznymi Kenii, lecz także – a może przede wszystkim – byłoby skutecznym remedium na bolączki całego regionu. Ciekawe, co na to sam zainteresowany?

Barack Obama w Afryce (2006 rok)
Barack Obama w Afryce (2006 rok)

Wśród poważniejszych głosów poruszających sprawę stosunku Obamy do problemów Afryki oraz wpływu jego ewentualnej prezydentury na rozwiązanie tych problemów przeważają te, które stwierdzają, że kontynent zyska na wyborze ciemnoskórego polityka na stanowisko prezydenta największego mocarstwa świata. O nowym wymiarze polityki amerykańskiej wobec Afryki pisze między innymi na łamach allAfrica.com, Charles W. Corey z Waszyngtonu, stwierdzając, iż Obama jest w stanie pomóc władcom poszczególnych państw afrykańskich  w zbudowaniu  płaszczyzny porozumienia, mogącej stać się zalążkiem nowej współpracy panafrykańskiej.

Barack Obama w Afryce (2006 rok)
Barack Obama w Afryce (2006 rok)

Z drugiej strony pojawiają się także głosy krytyki, szczególnie dotyczące zbyt małej uwagi poświęcanej sprawom Afryki podczas całej kampanii wyborczej i w czasie debat prezydenckich. Spotkać się można także z opiniami (choć, w moim odczuciu, odosobnionymi), że ewentualny wybór Obamy na prezydencki fotel przynieść może Afrykańczykom więcej złego, niż dobrego – głównie ze względu na przewidywane wówczas zmniejszenie aktywności organizacji walczących o polepszenie sytuacji ekonomiczno – społecznej w Afryce.

 

Maciej Lewandowski, Szkocja

 

Podobne:



PolitykaGlobalna.pl - portal o polityce międzynarodowej

Zapraszamy do nowego serwisu o polityce międzynarodowej - PolitykaGlobalna.pl

 

JACEK KACZMAREK: KIBICUJĘ OBAMIE

Kibicuję Obamie bo reprezentuje wszystko co było i jest ważne dla mojego pokolenia. Gwarantuje inną jakość rozmów na temat dyskryminacji. Odważnie występuje w sprawach aborcji i mniejszości seksualnych. A jego prezydentura to obietnica redefinicji roli USA na świecie.

Obama musi wygrać gdyż jest nadzieją na to, że u władzy nie staną aroganccy faceci pokroju Donalda Rumsfelda. Nie wolno zapominać że Stany Zjednoczone pod przywództwem Republikanów wciągnęły świat w gangsterską wojnę z terroryzmem, która stopniowo okazała się być zwykłą, ordynarną wojnę o ropę. Stany Zjednoczone pod rządami Republikanów, całkowicie lekceważąc prawa człowieka, zbudowały obóz Guantanamo. A przywołany Rumsfeld zatwierdzając listę tortur jakim mogą być poddawani jeńcy wojenni zgodził się nie tylko na szczucie psami, czy na wielogodzinne morzenie ich niskimi temperaturami podczas przesłuchań.

Irakijczyk torturowany w Abu Ghraib

 Irakijczyk torturowany w Abu Ghraib

On cynicznie dopisał do punktu zezwalającego na czterogodzinne utrzymywanie więźnia w celowo niewygodnej pozycji stojącej,  uwagę o tym, że przecież on stoi podczas oficjalnych wystąpień często przez osiem czy dziesięć godzin dziennie. I właśnie dlatego mam nadzieję, że Obama oznacza też mniej kasy dla koncernów zbrojeniowych i bardziej rozważny kurs polityczny USA na świecie.

Polska może nie polubić Obamy.  To rządy Bushów ukształtowały relacje między naszymi krajami. Bush rozgrywał wojnę w Iraku m. in. naszymi rękami. Podzielił Europę i marginalizował znaczenie Niemiec i Francji. Naszym politykom, niezależnie od opcji, imponowała ta przyjaźń i uznanie amerykańskiego prezydenta. Również amerykańska Polonia zawsze ciążyła ku Republikanom. Wyobraźnia podpowiada mi, że nie łatwo będzie się Polakom pogodzić z utratą tak silnych relacji z USA. Zwłaszcza, że już Republikanie straszą nas Rosjanami (patrz: Focus on the Family).

Jacek Kaczmarek
Jacek Kaczmarek

Jako internauta, mam nadzieję, że prezydentura Obamy oznacza również neutralny internet pozbawiony przymusu logowania. Kiedy The Economist pozwoliło internautom z całego świata głosować na swojego kandydata, klikali na Obamę. Robili to intuicyjnie, ale wybierali słusznie. Obama, który jak powszechnie wiadomo z Internetu uczynił silny oręż walki wyborczej, gotów jest rozmawiać o polityce prywatności w sieci. Sygnalizował też, że skłonny jest rozmawiać o liberalizacji obowiązującej obecnie w USA ustawy o prawach autorskich. Republikanie chcieliby raczej zaostrzać prawo w tym względzie. Tymczasem internet wydaje się dziś najważniejszym narzędziem rozwoju demokracji.

 

Jacek Kaczmarek

dziennikarz radiowy i telewizyjny, były korespondent w Afganistanie i Iraku, razem z Marcinem Firlejem napisał książkę o sytuacji w ogarniętym wojną Iraku Szum skrzydeł Azraela

 

 

PolitykaGlobalna.pl - portal o polityce międzynarodowej

Zapraszamy do nowego serwisu o polityce międzynarodowej - PolitykaGlobalna.pl

 

środa, 29 października 2008
ODMIENNE STANY POPKULTURY

Kylie Minogue jest jak Republikanie, Readiohead jak Demokraci. Każdy wie, że Demokraci są fajniejsi, ale większość i tak głosuje na Republikanów – miał powiedzieć po ostatnich wyborach prezydenckich Moby. Oczywiste jest, że gdyby prezydenta mieli wybierać artyści i członkowie bohemy, to każde wybory bezdyskusyjnie wygrywaliby Demokraci. Takie są wybory popkultury.  

Obama is a Spiderman, McCain is a Batman  

Oskarżony: Barack Obama. Zarzut: bezprecedensowe gwiazdorzenie. Wyrok: winien!  

 

Co prawda McCain lubi słuchać ABBY i wie kto to Paris Hilton, ale pawia ze starego jastrzębia już nie zrobisz. Te wybory w kontekście kultury popularnej wygrał zdecydowanie Obama, który nawet jak na kandydata wielbionych Demokratów okazał być się wyjątkowy. Jemu swoją czerwcową (a wcześniej marcową) okładkę poświęcił wpływowy Rolling Stone, podpisujący  zdjęcie senatora słowami nowa nadzieja. A w środku to już sam miód. Bob DylanBruce Springsteen i jeszcze kilku przedstawicieli starszego pokolenia zauważyło i postanowiło docenić talenty Baracka podpisując się pod słowami: Pojawił się człowiek o cechach i podejściu, którego potrzebujemy, gdy mówimy „prezydent”. Rezygnujący z polityki strachu, szczerze wyrażający się o najbardziej palących kwestiach i trzymający się swoich zasad. 

Barack Obama
Barack Obama na okładce Rolling Stone

Tego czego nie zauważyli starsi, to fakt, że Obama jest czarny. Idea czarnego człowieka w Białym Domu z miejsca przypadła do gustu chłopakom z klitki, co wpędziło Obamę w pewne kłopoty. Bo niby jak wytłumaczyć starszemu białemu wyborcy słowa piosenek niektórych raperów, takie jak choćby Obama is here, Bush is mentally handicapped i Hillary hated on you, so that bitch is irrelevant?

Obama musiał się odcinać, od tych wyborców – artystów szafujących postawą gangsta, czyli tak, jesteście zdolni, ale zachowaliście się nieładnie. Szczęściem niezawodne wciąż pozostają gwiazdy z wyższej półki. Scarlett Johansson wyjąca w piosence Yes we can, George Clooney obściskujący Obamę. Zapożyczone gesty od Jay – Z. Proszę państwa show biznes ma swojego prezydenta!!! Ba, mamy muzę! - kultura hip – hopu pokochała Obamę z wzajemnością.

Kandydat Demokratów za sprawą artysty Rona Englisha bardzo szybko stał się również  inspiracją dla pop artu. Obama – Lincoln wywołał tyle samo głosów zachwytu, co oburzenia. Bo czy to wypada żółtodzioba łączyć z mężem stanu?  

  

Przez te klika miesięcy kampanii wyborczej, wydawało się, że wiele gwiazd nie ma nic lepszego do roboty jak wspierać swojego kandydata - Baracka. W pewnym momencie do kampanii została nawet wciągnięta Paris Hilton, która niemal w wyborach wystartowała i odgrażała się, że gdy wygra, Biały Dom przemaluje na różowo.  

Zastanawiające jest więc co się stanie, gdy Obama prezydentem zostanie, lub też nie. Z jednej strony euforia, ale też nuda, bo na kogo będzie pluł hip – hop skoro na górze jest ich człowiek. Przeciwko komu będzie występować kino politycznie zaangażowane? I czy opłacać się już będzie folkowcom pisać protest songi? Paradoksalnie kultura zaangażowana w wypadku zwycięstwa Obamy może przejść przez pewne delirium. Odwrotnie, jeśli prezydentem zostanie McCain to czy popkultura może się wzbogacić? Kultura amerykańskiego punk rocka, podobnie jak hip - hopu rozkwitła na zachodnim wybrzeżu za czasów konserwatywnego Nixona, a najlepszym i najbardziej zaangażowanym dla nich okresem były rządy Regana. Homoseksualna rewolucja i czasy świetności Warholowskiej Factory również przypadają na ten okres. Za Busha Juniora przeżyliśmy renesans folku i protest songu. Im trudniejsze dla artysty czasy, tym lepsze dla kultury. Zapewne więc Obama - prezydent wszystkich artystów, nie będzie dobrym prezydentem dla popkultury.   

 
Marcin Świerczek
 
Podobne:
 
 
PolitykaGlobalna.pl - portal o polityce międzynarodowej

Zapraszamy do nowego serwisu o polityce międzynarodowej - PolitykaGlobalna.pl

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9

O NAS

Kontakt/Współpraca


Creative Commons License
Teksty są dostępne
na licencji Creative Commons
Uznanie autorstwa 2.5 Polska
.

Tłumacz z nami
WE the Media (2004) -
słynny manifest dziennikarstwa obywatelskiego Dana Gillmora.
Maciej Lewandowski






Powered By
widgetmate.com
Sponsored By
Digital Camera