USA 2008 - wybory prezydenckie w Ameryce. Demokraci i Republikanie. Kandydaci: Barack Obama i John McCain. Informacje, analizy, newsy. Kampania, prawybory, wybory w Ameryce.
piątek, 09 stycznia 2009
REPUBLIKAŃSKIE SNY O POTĘDZE (II)

MIKE HUCKABEE

Zabiegi o nominację byłego gubernatora Arkansas, znanego przede wszystkim z tego, że poparcia udzielił mu Chuck Norris, były przyjmowane na świecie, a pewnie nawet i w Ameryce, z pewnym przymrużeniem oka. Kandydat wojującej religijnej prawicy i przyjaciel mistrza kopniaków z półobrotu może i wyglądał nieco groteskowo, ale swoje szanse na scenie politycznej traktuje jak najbardziej serio. Dowodem na to było porównywanie się Hucka podczas prawyborów do Ronalda Reagana w 1976 roku. Były gubernator Kalifornii przegrał wtedy o włos walkę o nominację z Geraldem Fordem tylko po to, by cztery lata później zwyciężyć i przejść do historii.

To prawda, pod względem wyznawanych poglądów Huckabee to ekstrema, ale potrafi to przykryć miłą powierzchownością. Przy całym swoim radykalizmie nie sprawia wrażenia wojującego fanatyka, a przeciwnie – całkiem miłego faceta. Niemal tak miłego, jak Obama. W starciu na wizerunki Huck nie stałby na straconej pozycji, co mogłoby dać mu poparcie wśród niezależnych wyborców, którzy polityką zajmują się od święta. Połączenie konserwatyzmu obyczajowego z gospodarczym populizmem zapewniłoby mu ponadto głosy błękitnych kołnierzyków – białego, niezamożnego elektoratu, któremu podczas demokratycznych prawyborów elitaryzm Obamy niezbyt przypadł do gustu.

Mike Huckabee
Mike Huckabee

Problem za to będzie w utrzymaniem konserwatywnej retoryki na wodzy. Huckabee jest utożsamiany z Południem i całym jego fundamentalistycznym bagażem tak bardzo, jak tylko możliwe i musiałby się naprawdę pilnować, by niefortunna wypowiedź zepchnęła go z powrotem do getta religijnej prawicy. Z drugiej strony Huck ulizany, bez wypowiedzi o kreacjonizmie, gejach czy roli Pisma Świętego nie mógłby podtrzymać entuzjazmu swoich obecnych zwolenników  Oczywiście jest szansa na to, że partia go wystawi. Ale jego zwycięstwo byłoby możliwe chyba tylko wtedy, gdyby Obama przyznał się, że naprawdę jest muzułmaninem i terrorystą.

W niedawnym wywiadzie dla Associated Press Huck niczego nie wykluczył, zastrzegając jednak, że 2012 rok to zbyt odległy czas, żeby czynić konkretne zabiegi. Na razie realizuje się w mediach: promuje swoją najnowszą książkę Do The Right Thing: Inside the Movement That's Bringing Common Sense Back to America i występuje jako komentator w stacji radiowej ABC. Nie rezygnuje przy tym ze swojej ultrakonserwatywnej retoryki, krytykując gejów i  nawołując Partię Republikańską do zwrotu na prawo.

 

MITT ROMNEY

Gwiazda byłego gubernatora Massachusetts, którego w prawyborach pogrążyło wykazanie zbytniej chwiejności poglądów jak na prawdziwego konserwatystę, rozbłysła w momencie wybuchu kryzysu finansowego. Romney zarówno na gubernatorskim fotelu, jak i na stanowisku szefa komitetu organizacyjnego zimowych igrzysk w Salt Lake City, uchodził za specjalistę od załatania choćby najbardziej dziurawego budżetu. W efekcie wielu prawicowych komentatorów wysunęło tezę, że w określonej sytuacji gospodarczej to właśnie on, nie McCain, byłby najlepszym wyborem Republikanów. Ten sam argument powtarzany jest przy ocenie jego szans za cztery lata. Dodawszy do tego poparcie republikańskiego establishmentu i dostęp do funduszy nieporównywalnie lepszy niż w przypadku McCaina uzyskujemy całkiem poważnego kandydata. Liberalne poglądy, które przeszkodziły mu w tym roku, za cztery lata mogą okazać się zaletą. W odróżnieniu od Huckabee’ego Romney nie byłby kandydatem getta i mógłby dotrzeć do szerokiego spektrum wyborców.

Mitt Romney
Mitt Romney

Z drugiej strony rok 2012 to nie 2008. Prędzej czy później gospodarka amerykańska musi wrócić na drogę rozwoju. Nawet, jeśli Obama nie przyłoży ręki do poprawy sytuacji, i tak pójdzie ona na jego konto. Republikanom trudno będzie odpowiedzieć na takie osiągnięcie.

Paradoksalnie, Romneyowi przeszkadza również to, że… wygląda zbyt prezydencko. Podczas ubiegłorocznych prawyborów usiłował zrobić na wyborcach wrażenie swoją dystyngowaną, stateczną postawą. W rezultacie elektorat uznał go za zbyt oschłego i wyniosłego i przerzucił się na bardziej naturalnego McCaina czy Huckabee’ego. Żeby mieć szanse za cztery lata, Romney musi zdecydowanie popracować nad wizerunkiem. Problemem może być również wiek. Romney w 2012 roku będzie miał 65 lat. W porównaniu z ciągle dosyć młodym Obamą może to być za dużo. Jego kandydatura ma według plotek budzić również sprzeciwy rodziny.

Sam polityk oświadczył już, że uważa kolejny start za nieprawdopodobny. Nie przeszkodziło mu to w ustanowieniu własnej fundacji Free and Strong America. Oficjalnie ma ona wspierać konserwatywnych kandydatów na urzędy publiczne, znaczną część pozyskanych funduszy zachowuje jednak dla siebie. Może to świadczyć o budowaniu przez Romneya zaplecza finansowego do jego dalszych politycznych starań.

 

Maciej Józefowicz

 

Przeczytaj również:

 

PolitykaGlobalna.pl - portal o polityce międzynarodowej

Zapraszamy do nowego serwisu o polityce międzynarodowej - PolitykaGlobalna.pl

 

czwartek, 08 stycznia 2009
OBAMA WOBEC IZRAELA - ZMIANA CZY KONTYNUACJA?

Mieszkańcy Gazy umierają, izraelskie wojska strzelają do cywilów, a Al-Kaida nazywając  ostatnie izraelskie ataki prezentem od Obamy (gift from Obama before he takes office) – wzywa do wojny. Prezydent-elekt wypowiedział się co prawda na temat ostatnich wydarzeń na Bliskim Wschodzie, jednak wypowiedź ta spotkała się z raczej chłodnym przyjęciem obserwatorów – i to nie tylko w krajach arabskich.

Obamie zarzuca się zbyt późne zajęcie stanowiska oraz zbyt łagodny – w zestawieniu z ogromem tragedii – ton komentarza. Niektóre z międzynarodowych mediów – jak na przykład australijski The Sydney Morning Herald – przekonują wręcz, że sposób wypowiedzi prezydenta-elekta jest identyczny z retoryką Georga W. Busha (Obama was monitoring the situation "along with other global events", a spokesman said. Monitoring? It sounded like a line from the Bush school of loose linguistics, where "immediate" and "ceasefire" are coupled).

Barack Obama
Barack Obama

Z kolei amerykański magazyn The Mercury News stwierdza, iż w związku z faktem, że głównym powodem wyboru Obamy na urząd prezydenta była obietnica zmian to zobowiązany jest on do ich przeprowadzenia – także w zakresie amerykańskiej polityki bliskowschodniej. Zmian, których głównym celem powinno być dążenie USA do osiągnięcia trwałego pokoju w regionie poprzez uznanie prawa Palestyńczyków do posiadania własnego, niezależnego państwa.

Czy scenariusz taki jest realny?

John Pilger – znany dziennikarz i filmowiec – twierdzi, że absolutnie nie. Nazywa on nawet Obamę – posiłkując się słowami Martina Luthera Kinga – największym dostawcą przemocy we współczesnym świecie. Wyborczy slogan: Change you can believe in, zastąpiony został – po wygranych wyborach – hasłem: continuity. Hasłem, które – jak dowodzi Pilger – Obama konsekwentnie wprowadza w życie – obsadzając na przykład najważniejsze stanowiska państwowe ludźmi, którzy sprawowali władzę wraz ze skompromitowanym Bushem. Kontynuacja ta wcale nie dziwi felietonisty – wręcz przeciwnie – Pilger uważa, że jest ona konsekwentnym działaniem polityka, który wybrany został na najwyższy urząd państwowy przy pomocy wielkiego kapitału korporacyjnego. Kapitału, który – co ważne w świetle stosunków bliskowschodnich – należy w dużej mierze do firm zbrojeniowych oraz do izraelskich grup nacisku w USA.

Barack Obama i George W. Bush
Barack Obama i George W. Bush

Wielu z izraelskich komentatorów było zresztą – już w czasie kampanii wyborczej – przekonanych o przyjaznym nastawieniu ówczesnego kandydata do Izraela. W marcu 2007 roku, dziennikarz izraelskiego Haaretz pisał z wielkim przekonaniem o tym, że Obama wspiera Izrael. W podobnym tonie wypowiadali się obserwatorzy z innych zakątków świata – w tym także Amerykanie – szczególnie po spotkaniu (w marcu 2007) Obamy z jedną z najbardziej liczących się w USA żydowskich grup nacisku American Israel Public Affairs Committee. The New York Sun, dla przykładu, w obszernym artykule poświęconym temu wydarzeniu, ponownie porównał Obamę do konkretnego gubernatora Teksasu (Mr. Obama said, sounding like a certain governor of Texas...), po czym przytoczył jego słowa o tym, że Ameryka musi kontynuować prace nad systemami obrony rakietowej także po to, aby bronić Izrael przed atakami z Iranu i z terenów Strefy Gazy. Prasa przypominała także brak reakcji ówczesnego senatora na izraelski atak na Liban w roku 2006.

Już niebawem – być może nawet 20 stycznia – jak zapowiada sam zainteresowany, dowiemy się czy polityka czterdziestego czwartego Prezydenta Stanów Zjednoczonych wobec Bliskiego Wschodu będzie polityką kontynuacji, czy polityką zmiany.

 

Maciej Lewandowski

szef seriwsu LekturyReportera.pl

 

PolitykaGlobalna.pl - portal o polityce międzynarodowej

Zapraszamy do nowego serwisu o polityce międzynarodowej - PolitykaGlobalna.pl

 

środa, 07 stycznia 2009
REPUBLIKAŃSKIE SNY O POTĘDZE (I)

Za kilkanaście dni, gdy Barack Obama wprowadzi się do Białego Domu, zwali się na niego cała masa problemów – megadeficyt (prognozy na koniec tego roku mówią o 1,2 bilionie dolarów), upadający przemysł czy napięcia międzynarodowe w rodzaju walk w Gazie czy gazowej zimnej wojny między Rosją a Ukrainą. Mimo ich powagi, wszystkie są mniej lub bardziej rozwiązywalne. Na horyzoncie widnieje jednak jedno wyzwanie, przeciw któremu Obama nie może nic zaradzić i już teraz musi być przygotowanym na jego nadejście. Kto za cztery lata będzie jego rywalem?

 

JEB BUSH

Po 8 latach urzędowania prezydenta, który potrafił zmienić nadwyżkę budżetową w bilionowy deficyt, wszyscy Amerykanie mają zapewne dość nazwiska Bush... Wszyscy? Nie całkiem. W niedawnym wywiadzie dla stacji Fox News George Bush senior stwierdził, że ma nadzieję zobaczyć kiedyś w Białym Domu swojego młodszego syna, Jeba. Były gubernator Florydy już teraz ma być zdaniem głowy rodu przygotowany do sprawowania najwyższego urzędu. Rzeczywiście, John Ellis „Jeb” Bush zawsze uchodził za tego inteligentnego członka prezydenckiej rodziny. Dodatkowo podczas swoich rządów na Florydzie zdobył popularność wśród tradycyjnie prodemokratycznych mniejszości: Latynosów, Afroamerykanów, Żydów i Haitańczyków. Jest tylko jeden, za to na chwilę obecną dyskwalifikujący problem – jego starszy brat.

Jeb Bush
Jeb Bush

Dla ambicji prezydenckich Jeba dobrym przetarciem byłyby wybory do Senatu na Florydzie w przyszłym roku, ale sam zainteresowany oznajmił, że nie zamierza startować. Jeśli ktoś z rodziny Bushów będzie jeszcze liczył się w wyścigu o Biały Dom, osiągnie to moim zdaniem syn Jeba, George Prescott Bush. 32-letni bratanek obecnego prezydenta zajmuje się na razie handlem nieruchomościami i szkoleniem na oficera wywiadu marynarki wojennej, ale nie wyklucza zajęcia się w przyszłości polityką.

 

 

źródło: XKCD - A Webcomic

 

BOBBY JINDAL

Polityk z Luizjany nie jest jedynym młodym i zdolnym republikańskim gubernatorem – warto wymienić chociażby Charliego Crista z Florydy czy Marka Sanforda z Karoliny Południowej – ale wyrósł spośród nich na największą gwiazdę. Przemawia za nim wiek – urodził się 10 lat później od Obamy, więc w następnych wyborach przewaga młodości byłaby po jego stronie – oraz pochodzenie. Jindal, syn imigrantów z Pendżabu, co widać po jego karnacji, może stanowić wręcz wymarzoną odpowiedź Republikanów na Baracka Obamę. Nie miałby również problemów z pozyskaniem republikańskiego elektoratu – ze swoim poparciem dla kreacjonizmu w szkołach i posiadania broni oraz sprzeciwem wobec aborcji jest już czasem określany jako najwybitniejszy prawicowy polityk od czasów Ronalda Reagana. Te silne strony mogą być jednak także mankamentami. Eksponowanie swoich poglądów utrudni mu sięgnięcie po centrowy elektorat. Ponadto w 2012 roku Jindal będzie miał zaledwie 41 lat, co zrodziłoby zapewne wątpliwości o jego doświadczenie. Z drugiej strony w takiej sytuacji gubernatora Luizjany może natchnąć historia Aleksandra Kwaśniewskiego,  który miał tyle samo lat w momencie triumfu nad Lechem Wałęsą.

Bobby Jindal
Bobby Jindal

Jindal na razie ucina spekulacje odnośnie jego startu w wyborach, mówiąc, że chce ubiegać się o reelekcję w 2011 roku. Przy jego wieku nie oznacza to jednak wcale porzucenia prezydenckich ambicji. W 2016, a nawet 2020 roku dalej spokojnie mógłby odgrywać rolę gwiazdy nowego pokolenia polityków. Jeśli po drodze nie zatopi go jakiś skandal, przyszłość należy do niego.

 

Maciej Józefowicz

 

PolitykaGlobalna.pl - portal o polityce międzynarodowej

Zapraszamy do nowego serwisu o polityce międzynarodowej - PolitykaGlobalna.pl

 

wtorek, 06 stycznia 2009
PRZYGOTOWANIA DO CEREMONII ZAPRZYSIĘŻENIA

Od paru tygodni trwają wytężone przygotowania do cyklu uroczystości związanych z przejęciem władzy przez Baracka Obamę – uroczystości, z których najważniejszą będzie niewątpliwie, zaplanowana na 20 stycznia, ceremonia zaprzysiężenia nowego prezydenta. Jak informowaliśmy wcześniej uroczystość odbędzie się na placu przed zachodnim skrzydłem Kapitolu, a organizatorzy spodziewają się około 2 milionów widzów – zgromadzonych głównie na terenie wielkiego, słynnego na cały świat waszyngtońskiego parku – National Mall.

National Mall
National Mall

W związku z tak dużą liczbą przewidywanych gości, Komitet Ceremonii Inauguracyjnych poprosił Amerykanów o zgłaszanie się, w charakterze woluntariuszy, do pomocy przy imprezach inauguracyjnych. Jak podaje Washington Post, zapotrzebowanie na ochotników wynosi w tym roku około 15 – 18 tysięcy (trzy razy więcej niż podczas inauguracji Georga W. Busha), ale do tej pory zgłosiła się już rekordowa liczba ponad 60 tysięcy chętnych. Organizatorzy zastrzegają, że niewielu z nich będzie miało możliwość przebywania w najbliższym otoczeniu Baracka Obamy – większość wolontariuszy pracować będzie z dala od miejsca głównych wydarzeń.

Miejsca najbliżej prezydenta, jego rodziny i współpracowników, zarezerwowane są dla najważniejszych (i najbogatszych) gości. Rozprowadzono już większość z 240 tysięcy biletów, upoważniających do zajęcia miejsc siedzących niedaleko punktu, w którym nastąpi uroczystość zaprzysiężenia. Do wybrańców należą między innymi ci, którzy ofiarowali maksymalną sumę 50 tysięcy dolarów na potrzeby uroczystości (dla przykładu: Magic Johnson, Halle Berry, Steven Spielberg, Tom Hanks, czy George Soros). Media podkreślają, iż w tym roku – po raz pierwszy – nie pozwolono na datki od firm lobbystycznych, korporacji oraz organizacji politycznych i związkowych, licząc tylko i wyłącznie na środki uzyskane od osób prywatnych. Patrząc jednak na niektóre z nazwisk tych prywatnych osób (jak na przykład: Larry Page, Eric Schmidt i Marissa Mayer z zarządu Google, CEO Microsoftu – Steve Ballmer, czy Chad Hurley z YouTube), trudno uwierzyć w to, iż taki system dotacji całkowicie eliminuje wpływy korporacyjne i polityczne na urząd prezydenta.

Ceremonia zaprzysiężenia George'a W. Busha w 2005 roku
Ceremonia zaprzysiężenia George'a W. Busha w 2005 roku

Wśród setek tysięcy tych, którzy kupili (za 50 tysięcy dolarów) bilety na ceremonię, znajdzie się także 10 szczęśliwców wylosowanych przez Komitet Ceremonii Inauguracyjnych. Warunkiem wzięcia udziału w losowaniu jest napisanie krótkiego eseju na temat Co ta inauguracja znaczy dla ciebie? i wysłanie go, drogą elektroniczną, wraz z niewielką dotacją pieniężną, lub bez niej. Jak podaje AFP, uczestnicy tego konkursu muszą być pełnoletnimi obywatelami (lub stałymi rezydentami) USA, a zgłoszenia powinny być wysłane do dnia 8 stycznia. Zwycięzcom organizatorzy zapewniają dojazd i nocleg w Waszyngtonie oraz – wspomniane już – bilety uprawniające do uczestnictwa w ceremonii wśród uprzywilejowanej części publiczności. Może ktoś będzie miał szczęście siedzieć pomiędzy Sharon Stone i Rachel Hunter?

 

Maciej Lewandowski

szef serwisu Lektury Reportera

 

 

PolitykaGlobalna.pl - portal o polityce międzynarodowej

Zapraszamy do nowego serwisu o polityce międzynarodowej - PolitykaGlobalna.pl

 

poniedziałek, 05 stycznia 2009
BUSH NA PREZYDENTA?
Jeszcze George W. Bush nie zdążył rozstać się z Białym Domem, a już głośno zrobiło się o prezydenturze kolejnego Busha, brata urzędującego prezydenta – Jeba. Autorem tego zamieszania jest George Bush senior, który we wczorajszym wywiadzie dla telewizji Fox News stwierdził, że jest on najbardziej kompetentny i zdolny do pełnienia tej funkcji. Zauważył jednak, że obecnie nie byłoby to możliwe ze względu na zmęczenie społeczeństwa prezydenturą George'a Busha juniora, które przekłada się na niechęć do całej rodziny Bushów.

George Bush senior w Fox News (04.01.2009):
Chciałbym, żeby Jeb Bush został kiedyś prezydentem USA [1:32]
 
Zdarzyły się pewne rzeczy, za które zasługiwał na krytykę. Ale tendencja, aby obarczać go odpowiedzialnością za wszystkie problemy w tym kraju jest niesprawiedliwa – uzasadniał były prezydent. W tym kontekście wymienił liberalny dziennik New York Times.

George Bush senior w zaskakująco dobry sposób wypowiadał się o Baracku Obamie. Przyznał, że osobowość i sposób bycia prezydenta-elekta wywarły na nim wrażenie, podobnie jak sposób prowadzenia przez niego kampanii wyborczej. Zapewnił, że Obama będzie także jego prezydentem.
 
Jeb Bush
Jeb Bush

 
 
KOMENTARZ

Poparcie udzielone Jebowi Bushowi przez jego ojca nie zwiększy jego szans na prezydenturę. Większość społeczeństwa bardzo źle ocenia kończącą się kadencję jego brata, który przecież także uzyskał poparcie od byłego prezydenta. Chociażby w internecie większą popularnością cieszą się strony przestrzegające przed jego wyborem niż te wyrażające dla niego poparcie. Dlatego słowa George'a Busha seniora wywołują u wielu komentatorów jedynie uśmiech politowania. W świetle tak wielkiej krytyki prezydentury brata Jeb Bush musiałby odbudowywać przez wiele lat swoją popularność jako wyróżniający się aktywnością senator lub społecznik.

 
Ewa Dryjańska
 
 
PolitykaGlobalna.pl - portal o polityce międzynarodowej

Zapraszamy do nowego serwisu o polityce międzynarodowej - PolitykaGlobalna.pl

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 94

O NAS

Kontakt/Współpraca


Creative Commons License
Teksty są dostępne
na licencji Creative Commons
Uznanie autorstwa 2.5 Polska
.

Tłumacz z nami
WE the Media (2004) -
słynny manifest dziennikarstwa obywatelskiego Dana Gillmora.
Maciej Lewandowski






Powered By
widgetmate.com
Sponsored By
Digital Camera