USA 2008 - wybory prezydenckie w Ameryce. Demokraci i Republikanie. Kandydaci: Barack Obama i John McCain. Informacje, analizy, newsy. Kampania, prawybory, wybory w Ameryce.
sobota, 26 stycznia 2008
WIRTUALNE KAMPANIE: DEMOCRACY

Producent: Positech Games
Rok: 2005

Demokracja to chyba najprostszy możliwy tytuł dla gry symulującej mechanizmy zachodzące w polityce współczesnych państw Zachodu. Bardzo prosta jest też fabuła gry. Stoimy na czele rządu jednego z kilkunastu możliwych do wyboru krajów. Na liście tej jest również Polska. Właśnie rozpoczęła się nasza kadencja. Nasz cel jest właściwie taki sam, jak wszystkich polityków wybieranych w wolnych wyborach. Musimy rozwiązać najbardziej palące problemy kraju, a najlepiej wręcz pchnąć go na ścieżkę jeszcze większego rozwoju i dobrobytu. A jednocześnie nie stracić poparcia wyborców.

Ekran stanowi swego rodzaju mapa dziedzin, w której nasze państwo prowadzi swoją politykę. Kilka punktów jest szczególnie wyróżnionych – to sprawy najpilniejsze, którymi trzeba zająć się od zaraz. Mamy do dyspozycji szerokie spektrum dziedzin, od obronności poprzez politykę zagraniczną, wewnętrzną i ekonomiczną, aż po prawdziwe ideologiczne bomby jak choćby tematy dotyczące stosunków państwo - Kościół.

 

W wielu sprawach musimy zdecydować, czy w ogóle wprowadzić jakiś przepis – np. czy tworzyć określony typ ulg podatkowych. Następnie należy ustalić wysokość planowanych wpływów lub wydatków budżetowych, jakie wiązać się będą z tą decyzją. Są też dziedziny, np. wydatki na obronność, gdzie z oczywistych powodów nie istnieje możliwość całkowitej rezygnacji z tej sfery działań. Określając ich budżet, możemy jednak wywierać ogromny wpływ na efekty, jakie przyniosą. I tak w przypadku wojska jedną skrajnością są siły złożone z podtatusiałych ochotników szkolonych raz w roku, drugą zaś armia pełna wytrenowanych do granic możliwości komandosów, wspieranych najnowszymi osiągnięciami techniki. Wszystko zależy od nas.

Democracy to prawdziwa gratka dla wszystkich tych, którzy patrzą na politykę przede wszystkim przez pryzmat wykresów i liczb. Podejmując lub nawet tylko rozważając jakąkolwiek decyzję, natychmiast jesteśmy informowani o tym, jakie przełożenie będzie ona miała na nasze poparcie w każdej z kluczowych grup społecznych – od młodzieży i proletariat po emerytów i wielki biznes. Istnieje również możliwość sprawdzania na bieżąco, jakich posunięć rządu oczekuje aktualnie każda z nich. Tutaj właśnie ma szansę znaleźć ujście kreatywność i instynkt polityczny gracza. Jedni zdecydują się pewnie na prowadzenie polityki środka, tak by nie popadać w zależność od którejkolwiek z grup wyborców, a z drugiej strony żadnej nadmiernie nie antagonizować. Inni powtórzą pewnie stare porzekadło, że co jest dobre dla wszystkich, tak naprawdę nie jest dobre na nikogo. Określą więc pewnie swój twardy elektorat i będą konsekwentnie realizować jego interesy.

Tutaj muszę jednak dodać małe ostrzeżenie z własnego doświadczenia. Podczas jednej z rozgrywek przyjąłem bardzo zdecydowanie drugą z wymienionych strategii. Wciąż dopieszczane przeze mnie grupy zapewniały mojej ekipie stałe poparcie, więc nie martwiłem się, że w dolnych częściach słupków dotyczących innych warstw społecznych zaczyna już dla mnie brakować skali. Aż do chwili, kiedy program przerwał mi naglę zabawę komunikatem zostałeś zabity przez zamachowca związanego ze środowiskami Twoich przeciwników. Takie są właśnie w Democracy skutki lekceważenia co bardziej wojowniczo nastawionych środowisk.

Jarosław Błaszczak

sobota, 12 stycznia 2008
WIRTUALNE KAMPANIE: HIDDEN AGENDA
Autor: Jim Gasperini
Rok wydania: 1988

Termin „amerykański prezydent” kojarzy nam się jednoznacznie z lokatorem Białego Domu. Tymczasem zachodnia półkula to nie tylko USA i Kanada, wysokorozwinięte państwa, wywodzące się z tradycji anglosaskiej, o mocno ugruntowanej tradycji demokratycznej. To także niezwykły świat zwany Ameryką Łacińską, pełen kontrastów i sprzeczności. Świat, w którym przywódców co najmniej również często jak werdykt wyborczy, odwołują rozwścieczona ulica lub wojsko. „Hidden Agenda” daje unikalną szansę przekonania się, jak bardzo rządzenie jednym z krajów latynoskich różni się od wygodnej kadencji w Gabinecie Owalnym.

W grze wcielamy się w role nowowybranego prezydenta jednego z państw regionu. Trwa jeszcze zimna wojna. Odziedziczyliśmy kraj tuż po upadku trwającej wiele lat opresyjnej dyktatury, opartej na niejasnych związkach polityków, wojska, wielkich posiadaczy ziemskich i obcych mocarstw. Nasz kraj ma raczej wstydliwe dokonania w zakresie przestrzegania praw człowieka, gospodarkę zdominowaną przez wąską grupę oligarchów (warto pamiętać, że to bardzo nadużywane dziś słowo wprowadzili do języka polityki jeszcze starożytni Grecy), a w dodatku ogromna większość ludności żyje w biedzie. Słowem: sytuacja wzięta żywcem z wielu współczesnych państw Ameryki Południowej czy Środkowej. A my, cytując jeden z najbardziej wyświechtanych sloganów politycznych, musimy przywrócić normalność.
Naszym pierwszym zadaniem jest sformowanie rządu. Dla ułatwienia składa się on tylko z czterech resortów: spraw wewnętrznych, spraw zagranicznych, obrony i rolnictwa. Nie mamy wielkiego wyboru kandydatów – musimy wskazać ministrów spośród dziewięciu osób, reprezentujących trzy główne partie. Pierwsza z nich grupuje pogrobowców poprzedniego reżimu. Opowiada się za gospodarczym liberalizmem i utrzymaniem znaczącej politycznej roli wojska, które radzi sobie świetnie bez cywilnej kontroli. Jest także bardzo bliska USA. Na drugim biegunie sytuują się proradzieccy komuniści. Ich elektorat to głównie wiejska biedota. Partia wzywa do reformy rolnej i gospodarczego protekcjonizmu. Z czasem ma nadzieję na budowę państwa socjalistycznego. Pośrodku sceny znajdują się dawni opozycjoniści, skupieni w partii chadeckiej, bazującej na głosach inteligencji. Ich priorytetem jest rozliczenie poprzedniej władzy. W kwestiach gospodarczych i międzynarodowych szukają złotego środka.

Gdy już mamy współpracowników (i o ile nie przyjdzie nam do głowy tworzenie szerokiej koalicji, co szybko skutkuje waśniami i trzaskaniem drzwiami), czas zabrać się do pracy. Każdy z ministrów przygotowuje dossier najpilniejszych spraw w jego dziedzinie. Możemy też prowadzić bardzo szerokie konsultacje: gra oferuje nam rozmówców od bezrolnego wieśniaka lub drobnego sklepikarza po ambasadora USA, konsula Kuby czy przedstawiciela Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Możemy ich wszystkich wysłuchać, często wręcz musimy, gdy rozsierdzeni manifestanci skandują pod pałacem prezydenckim, ale decyzje podejmujemy sami. I tu rodzi się największa trudność, zwłaszcza dla osób nie znających choć trochę specyfiki państw latynoamerykańskich. Wyobraźmy sobie gracza o prorynkowych poglądach, doceniającego rolę USA i ceniącego standardy demokratyczne. Gdy postanowi realizować swój światopogląd w „Hidden Agenda”, szybko napotka nieoczekiwane kłopoty. Wolny rynek? Brzmi super, ale wtedy ceny podstawowych artykułów poszybują do poziomu nieosiągalnego dla większości obywateli. Sojusz z USA? Na pierwszy rzut oka świetny pomysł, ale ceną będzie tolerowanie zbyt wybujałych ambicji niektórych generałów i zgoda na zbrojne interwencje u sąsiadów. Walka z handlarzami narkotyków? Ale czy ludzie pozwolą ukarać kogoś, kto daje utrzymanie całym prowincjom?

„Hidden Agenda” to znakomity produkt dla wszystkich tych, którzy uważają się za znawców światowej polityki lub gospodarki, choć zasięg ich wiedzy kończy się na Rio Grande albo Morzu Śródziemnym. Pokazuje, jak bardzo inne jest to, co leży na południe od tej linii. I jak relatywne mogą być nasze, zachodnie oczywistości.
Jarosław Błaszczak

piątek, 28 grudnia 2007
WIRTUALNE KAMPANIE: FLOOR 13

Tytuł: Floor 13
Rok wydania: 1991
Wydawca: Virgin Interactive
Gra do bezpłatnego ściągnęcia stąd.

Odkąd tylko na świecie pojawiły się służby specjalne, rządzący zawsze mieli pokusę, aby wykorzystywać je do walki z polityczną konkurencją. W USA temat ten stał się szczególnie nośny po aferze Watergate, która doprowadziła do dymisji prezydenta Richarda Nixona. Chociaż akcja gry Floor 13 rozgrywa się w Wielkiej Brytanii, nie ma to większego znaczenia. Pokazane w niej mechanizmy mogłyby odnosić się równie dobrze do niemal każdego państwa. Na szczęście liczba krajów, gdzie ta wizja jest realistyczna, systematycznie spada.

Grając, oficjalnie stoimy na czele jednego z mało istotnych departamentów w brytyjskim resorcie rolnictwa. Ale to tylko przykrywka. W rzeczywistości stajemy się szefem najtajniejszej z tajnych służb – naszym zadaniem jest bowiem wyłącznie dbanie o to, by partia rządząca przewodziła w sondażach. Musimy zawczasu zapobiegać wszystkiemu, co mogłoby osłabić jej popularność. Są tylko dwie zasady, których trzeba się trzymać. Po pierwsze, musimy zawsze stać w cieniu – żadnych spektakularnych akcji, żadnego błysku fleszy. Po drugie – nie ma żadnych innych zasad. Wszystkie chwyty dozwolone.

Oto nasz typowy dzień. Rano na biurku jak zawsze piętrzą się gazety i raporty wywiadowcze. Stenogram z zamontowanego gdzieś podsłuchu wskazuje, że prominentny członek rządu zdradza żonę z kochanką. Oczami wyobraźni już widzimy czołówki tabloidów. Trzeba działać! Zlecamy kampanię medialnego oczerniania niesfornego ministra – dzięki temu premier będzie miał w ręku argumenty, by szybko się go pozbyć. Nakazujemy dyskretne przeszukanie jego domu – może są tam jakieś kompromitujące papiery? Z mieszkaniem kochanki nie będziemy się tak cackać. Niech nasi agenci je dosłownie splądrują, byle wynieśli wszystkie niewygodne materiały. Oprócz tego pełne rozpracowanie – podsłuch na telefonie, agenci śledzący ją całą dobę. Albo lepiej – niech od razu ją wyeliminują, oszczędzimy chłopakom fatygi. Wygląda na to, że w jej samochodzie przestaną dzisiaj działać hamulce… Hmm, chociaż w sumie może należałoby ją jeszcze potorturować parę dni, a dopiero potem spokojnie zastrzelić. Mogła obalić rząd, niech cierpi!


Niezależnie od tego, jak makabrycznie brzmi poprzedni akapit, o to właśnie z grubsza chodzi we „Floor 13”. Staniemy się panami życia i śmierci. Będziemy katować, infiltrować, inwigilować, a nawet manipulować mediami. Wszystko po to, aby nic nie zaszkodziło rządowi. Bo przecież nasz kraj nigdy nie miał lepszego i nie ma sensu szukać innego.

Główną zaletą „Floor 13” jest zatem postawienie gracza w sytuacji bardzo nietypowej i, trzymajmy się tej nadziei, w demokratycznych państwach Zachodu trudnej do wyobrażenia. Nasza wszechwładza tylko pozornie pozwala bawić się w Bogakażda decyzja rodzi odpowiedzialność, a media mimo wszystko robią swoje. Oczywiście można w biały dzień dokonać egzekucji na przywódcy opozycji, ale po czymś takim poparcie dla władzy bynajmniej nie wzrośnie. A z tego właśnie jesteśmy rozliczani – co trzy tygodnie wzywa nas premier i patrzy na słupki poparcia. Jeśli jego partia jest w tyle, czeka nas dymisja. A to nie oznacza tylko odwołania z urzędu – z tej pracy nie można tak po prostu odejść. W ramach pożegnania czeka nas lot z okna tytułowego trzynastego piętra prosto na chodnik wiele metrów niżej…

Wadą dla wielu graczy może być archaiczny projekt gry – wizualnie jest brzydka, ale to efekt jej wieku. Została napisana jeszcze pod system DOS i dla osób przyzwyczajonych do trójwymiarowej grafiki, jej wygląd będzie trudny do przełknięcia. Ale od czego ma się wyobraźnię? Poza tym takie zabytki mają podstawową zaletę – można je zupełnie legalnie ściągać za darmo z sieci i grać w nie nawet na słabiutkich komputerach.

Jarosław Błaszczak

piątek, 14 grudnia 2007
WIRTUALNE KAMPANIE: PRESIDENT FOREVER 2008 + PRIMARIES

wydawca: 80soft.com

rok wydania: 2007

Dla Europejczyka, zwłaszcza żyjącego na co dzień z dala od polityki, zrozumienie specyfiki amerykańskiej kampanii prawyborczej może być chwilami dość trudne. Oto na ładnych kilka miesięcy odwieczna rywalizacja między Demokratami a Republikanami schodzi na dalszy plan i poza partyjnymi strategami, mało kto o niej myśli. Media skupiają swoją uwagę na dwóch, toczonych równolegle, wewnątrzpartyjnych wojnach. Nierzadko równie brutalnych i wyniszczających jak późniejsza rozgrywka finałowa, już między partiami. Najnowsza odsłona w serii President Forever, której pierwszą część opisywałem dwa tygodnie temu, pozwala poczuć klimat tej bratobójczej walki na własnej skórze. To pierwsza na rynku gra symulująca kampanię prezydencką w USA, w której nie otrzymujemy partyjnej nominacji do prezydentury już z chwilą kliknięcia w „Play the game”. Sami musimy na nią zapracować.

Zacznijmy od ważnej innowacji technicznej. Do tej pory producenci gier przed wydaniem wklepywali do nich dane o kandydatach, które były wówczas znane. I już. Jeśli potem w stawce zachodziły jakieś zmiany, mogliśmy co najwyżej ręcznie wprowadzać je w edytorze scenariuszy. Najnowszy „President Forever” rozwiązuje to w sposób, którego w grach politycznych jeszcze nie było. Sprzedawany pakiet instalacyjny to stosunkowo niewielka aplikacja. Dopiero gdy uruchomimy ją na podłączonym do internetu komputerze, program sam pobierze sobie z internetu obszerną aktualizację. Brawo!

Kampania prawyborcza nie jest w grze tylko dodatkowym etapem późniejszego wyścigu. Rządzi się trochę innymi prawami. Po pierwsze, jedna tura trwa aż tydzień i z takim wyprzedzeniem musimy planować działania naszego sztabu. Przypuszczam, że chodziło o skrócenie czasu rozgrywki – dzięki temu można przejść całą grę łącznie z prawyborami w jeden wieczór. Z drugiej strony takie ograniczenie pola manewru psuje trochę zabawę i osobiście wolałbym planować kalendarz kandydata dzień po dniu.

Po drugie, w prawyborach nie obowiązuje zasada „zwycięzca bierze wszystko”. Naszym celem nie jest zatem tylko wygrana w jak największej liczbie stanów. Chodzi też o to, aby nawet tam gdzie przegramy, zebrać choć trochę cennych głosów delegatów na partyjną konwencję. Po trzecie, w prawyborach rywali jest więcej niż jeden. Ilu – to zależy od wybranych przez nas opcji gry. Do dyspozycji mamy wszystkich głównych autentycznych kandydatów, ale też kilku nie biorących udziału w tegorocznym wyścigu, np. byłego wiceprezydenta i świeżo upieczonego noblistę Ala Gore’a. Po czwarte, pomimo rywalizacji z kontrkandydatami da się negocjować. Można zaproponować im pakt o nieagresji (żadnego czarnego PR-u), ale także obiecać wiceprezydenturę w zamian za wycofania się z rywalizacji i poparcie.

Istnieje także możliwość skorzystania ze swego rodzaju waluty, zwanej punktami kapitału politycznego. Im bardziej prominentny kandydat, tym ma ich więcej. Możemy oferować je naszym rywalom w zamian np. za poparcie. Ale jest też opcja przekazania ich rozmaitym lobbies, które w zamian publicznie nas wesprą. I tu kolejna nowość: o ile w pierwszej części gry mogliśmy zabiegać względy tylko ogólnokrajowych grup interesów, teraz mamy taką możliwość także w odniesieniu do organizacji stanowych.

Podsumowując, President Forever 2008 to godna kontynuacja swego pierwowzoru i produkt, którego nie może zabraknąć na półce żadnego szanującego się miłośnika politycznych symulacji.
 
Jarosław Błaszczak
piątek, 30 listopada 2007
WIRTUALNE KAMPANIE: PRESIDENT FOREVER

Tytuł: President Forever
Wydawca: 80soft.com
Rok wydania: 2004

Blogi, w tym ten, zaliczane są do czegoś, co fachowcy nazywają Web 2.0. To wciąż dość nowy, bardzo ważny trend w rozwoju Internetu. Nie wystarczy już mieć ciekawą stronę czy świetny produkt. Trzeba umieć zbudować wokół nich tętniącą życiem społeczność. To właśnie wyróżnia grę President Forever na tle całej konkurencji. Oryginalny program zawiera zaledwie 4 scenariusze, pozwalające rozegrać kampanie wyborcze z lat 1960, 1992, 2000 oraz 2004. Ale dzięki pracy internautów, w ciągu 4 lat powstały bezpłatne dodatki obejmujące nie tylko wszystkie kampanie prezydenckie z całej historii USA, ale także wyścigi polityków z wielu innych krajów, a nawet zupełnie fantazyjne (np. wybory prezydenta Stanów Zjednoczonych Europy z udziałem czołowych polityków UE). Sami wydawcy gry poczuli w tym biznes i wydali płatne, jednak znacznie lepsze, bo odwzorowujące zróżnicowanie ordynacji wyborczych, wersje gry dla wyborów w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Kanadzie i Australii.

 


 

Konstrukcja gry opiera się na ogólnych zasadach wspólnych dla wszystkich takich symulacji. Stajemy na czele sztabu kandydata, który co rundę (1 dzień trwającej tu 6 tygodni kampanii) przemieszcza się ze stanu do stanu. I tu pierwszy duży plus. Zamiast standardowych 2 opcji spędzania tam czasu – przekonuj ludzi albo zbieraj pieniądze – mamy ich aż 5. Rzeczywiście możemy spotykać się ze sponsorami i patrzeć jak podpisują czeki, ale do dyspozycji mamy także możliwość doskonalenia siebie – przez trening przed debatą lub pogłębianie wiedzy merytorycznej. Gdy idzie o działania czysto agitacyjne, gra oferuje nam dwa warianty: podawanie rąk bez wdawania się w nadmierne szczegóły albo – choć to możemy uczynić tylko raz w odniesieniu do każdej kwestii - wygłoszenie przemówienia programowego w jednej z ważnych spraw będących przedmiotem debaty publicznej.

No właśnie, tematy kampanii. W każdym scenariuszu mamy nieco innych ich zestaw, odwzorowujący nastroje społeczne w danym momencie historii USA. Dodatkowo podzielone są one na 4 stopnie znaczenia dla elektoratu – od średnio ważnych do priorytetowych. Możemy sami zdefiniować poglądy naszego kandydata na każdy z nich (do wyboru po 5 wariantów) albo pozostać przy znanych z podręczników historii przekonaniach danego polityka. Ponadto wskazujemy 3 tematy, które będą osiami naszej kampanii. Nie muszą to być jednak kwestie merytoryczne, możemy także wyeksponować cnoty naszego kandydata, np. talent przywódczy. Gdy chcemy zabłysnąć wiedzą, każemy naszym doradcom prowadzić badania na dany temat. Ale jeśli wolimy zbieranie haków na konkurencję, zamiast w encyklopedię nasi eksperci chętnie zagłębią się w życiorys rywali.

Reklama dźwignią handlu, a w polityce dźwignią poparcia. Na każdy z tematów możemy wyprodukować spoty reklamowe – chwalące nas lub oczerniające konkurencje. Następnie wybieramy, w których stanach mają się pojawić. Kto nie lubi analizy rzędów cyfr z poparciem z 50 części kraju może zaufać kampanijnym strategom, którzy określą główne pola bitwy za nas. Do tego dochodzi jeszcze PR. Planując każde posunięcie przyszłego prezydenta, otrzymujemy procentowe prawdopodobieństwo pojawiania się informacji o nim w mediach. Gdy dziennikarze już podchwycą jakiś temat, możemy zlecić naszym specom umiejętne rozprzestrzenianie danego newsa, gdy jest na naszą korzyść, lub jego wyciszanie, jeśli jest wręcz przeciwnie.

„President Forever” to jeden z moich ulubionych symulatorów kampanii właśnie ze względu na mnogość dostępnych opcji. Powyżej opisałem tylko ich część, która wydała mi się najciekawsza. Jest ich jednak dużo więcej i pozwala to na wiele, wiele rozgrywek, w których za każdym razie będziemy mogli przyjąć nieco inną strategię.

 

Jarosław Błaszczak 

 

 
1 , 2

O NAS

Kontakt/Współpraca


Creative Commons License
Teksty są dostępne
na licencji Creative Commons
Uznanie autorstwa 2.5 Polska
.

Tłumacz z nami
WE the Media (2004) -
słynny manifest dziennikarstwa obywatelskiego Dana Gillmora.
Maciej Lewandowski






Powered By
widgetmate.com
Sponsored By
Digital Camera