USA 2008 - wybory prezydenckie w Ameryce. Demokraci i Republikanie. Kandydaci: Barack Obama i John McCain. Informacje, analizy, newsy. Kampania, prawybory, wybory w Ameryce.
poniedziałek, 24 listopada 2008
NA RATUNEK RYNKOM

Amerykańskie media zauważają, że choć Barack Obama dopiero za dwa miesiące zostanie zaprzysiężony na prezydenta, to zachowuje się jakby już sprawował urząd. Sztandarowym tego przykładem jest według dziennikarzy ogłoszenie planu naprawy gospodarki oraz nazwisk osób odpowiedzialnych za nią w przyszłej administracji.

Tim Geithner
Tim Geithner

Zapowiedź nominowania Tima Geithnera, cenionego w środowisku finansowym prezesa Banku Rezerw Federalnych w Nowym Jorku, na sekretarza skarbu spowodowała, że indeks Dow Jones został zamknięty w piątek na poziomie o 500 punktów wyższym niż dzień wcześniej.

Dziś natomiast prezydent-elekt ogłosił w całości plan uzdrowienia gospodarki i nazwisko przyszłego dyrektora Naczelnej Rady Ekonomicznej. Zostanie nim Larry Summers (sekretarz skarbu przez część drugiej kadencji Billa Clintona).

Doradcy Obamy mają nadzieję, że te posunięcia uspokoją rynki i wyślą sygnał, że panuje on nad kryzysem finansowym – komentuje dziennikarz ABC George Stephanopoulos.

Działania prezydenta-elekta mają jeszcze jeden korzystny dla niego aspekt – jeszcze bardziej podbijają jego popularność.

Ewa Dryjańska
 
niedziela, 23 listopada 2008
PRAWIE JAK TRZY MILIONY MIESZKAŃ

Prezydent-elekt Barack Obama zapowiedział w wystąpieniu w stacji radiowej, że doprowadzi do stworzenia 2,5 miliona miejsc pracy. Demokrata zamierza dokonać tego m.in. poprzez programy modernizacji infrastruktury, głównie drogowej. A ta wymaga wielkich inwestycji, o czym w czerwcu pisał The Economist. Cytowany przez brytyjską gazetę amerykański przywódca związkowy twierdzi, że każdy miliard dolarów wydany przez rząd na infrastrukturę przekłada się na 47,5 tysiąca nowych miejsc pracy. W obliczu najnowszych danych, które wskazują, że w ostatnich tygodniach pracę straciło ponad pół miliona osób, zapowiedzi Obamy nabierają dodatkowego znaczenia.

dolar

W trakcie kampanii Obama mówił o 25 miliardach dolarów, które zamierza wydać na infrastrukturę. Jeśli każdy miliard przekłada się na 47,5 tys. miejsc pracy, łatwo policzyć, że 25 miliardów pozwoli stworzyć ich blisko 1,2 miliona. Niech będzie to nawet milion czy 800 tysięcy, a sytuacja będzie wyglądać o niebo lepiej. Problem w tym, skąd Obama weźmie pieniądze na realizację swoich planów. Coraz więcej osób twierdzi bowiem, że prawdziwy koszt planu Paulsona to nie 700 miliardów dolarów, a wielokrotność tej sumy

Zadłużenie Stanów Zjednoczonych może więc nie tylko sięgnąć 1 biliona dolarów, ale przekroczyć tą astronomiczną sumę. Aby realizować kampanijne zapowiedzi oraz ratować gospodarkę Obama będzie więc musiał powiększać deficyt albo podnosić podatki i ciąć wydatki. Pod znakiem zapytania stoją zapowiadane obniżki podatków dla 95 procent amerykańskich rodzin, które miały w zamyśle ulżyć klasie średniej. 

Ambitne plany stworzenia 2,5 miliona miejsc pracy mogą rozbić się o trudną rzeczywistość i skończyć tak, jak niesławne już 3 miliony mieszkań, które miał wybudować Jarosław Kaczyński. Wielkie zapowiedzi są bardzo chwytliwe i skutecznie przyciągają wyborców, ale później bardzo trudno się je realizuje. A Obama obiecał m.in. 5 milionów nowych miejsc pracy w sektorze "zielonych technologii", m.in. poprzez przeznaczanie na ten cel 15 miliardów dolarów przez najbliższe 10 lat. Fala entuzjazmu, która poniosła Obamę do Białego Domu może szybko przerodzić się w falę niezadowolenia, jeśli wielkie obietnice okażą się wyłącznie wyborczym pustosłowiem. Pewne jest jedno - lekko nie będzie.

Piotr Wołejko

autor Dyplomacji - blogu o polityce międzynarodowej

 

Przeczytaj także:
 

 

niedziela, 19 października 2008
NOTATKI O KRYZYSIE (II)
Nie mając gruntownej wiedzy ekonomicznej bardzo trudno zrozumieć, dlaczego kryzys tak szybko rozlał się na cały amerykański, a potem światowy sektor bankowy. Jeżeli ktoś chciałby naprawdę dogłębnie to pojąć, zachęcam do rozpoczęcia swych intelektualnych poszukiwań od dostępnego bezpłatnie na stronie Narodowego Banku Polskiego artykułu Łukasza Reksy z magazynu branżowego Bank i kredyt. Autor wyjaśnia tam pojęcie sekurytyzacji, które jest jednym ze słów-kluczy tego kryzysu.
 
Wall Street
 
Jeśli jednak nie mają Państwo czasu na tak dogłębną analizę, na poziomie podstawowym cała sprawa jest dość łatwa do wyobrażenia sobie. Zapewne część z Państwa brała lub bierze różnego typu kredyty bankowe, a może też oszczędzają Państwo na lokatach. W najprostszym modelu, bank udziela kredytów z tych pieniędzy, które zbierze jako depozyty (czyli lokaty). Jak mówią fachowcy, wielkość bazy depozytowej wyznacza granicę akcji kredytowej. Kredyty są oprocentowane wyżej od lokat i ta różnica jest źródłem zysku banku. Rzeczywistość jest jednak znacznie bardziej złożona. Wiele banków, aby osiągnąć większe zyski, chce pożyczać swoim klientom znacznie więcej niż zebrały z depozytów. Skąd biorą brakujące środki? Pożyczają je od innych banków. To jest właśnie jeden z największych problemów, z którymi mierzą się teraz kolejne państwa. Kiedy coraz więcej banków zaczęło upadać (co oznaczało też ich niewypłacalność), automatycznie przełożyło się to straty innych banków, w których te upadłe były zadłużone. Nie chcąc wpaść po raz kolejny w tę samą pułapkę, banki bardzo ograniczyły udzielane sobie nawzajem pożyczki. Przyniosło to ogromne utrudnienia, miejscami wręcz paraliż, w funkcjonowaniu światowego systemu finansowego.

Do tego dochodzą jeszcze dwie kwestie. Po pierwsze, duża część banków udzielających kredytów hipotecznych (nawet tych zwykłych), uważała, że nie opłaca im się zamrażanie całego pożyczonego kapitału na okres jego spłaty. Bank pożyczył komuś wprawdzie milion złotych i odzyska ten milion z nawiązką w ciągu 30 lat, ale wolałby mieć większość tych pieniędzy już teraz, żeby móc nimi obracać i zarabiać na nich. To trochę jak w porzekadle o ciastku, które najlepiej mieć i zjeść jednocześnie. Temu właśnie służy sekurytyzacja – (w największym skrócie i uproszczeniu) proces sprawiający, że chociaż formalnie klient pożyczył swój milion od banku, to pieniądze te wyłożyło znacznie więcej instytucji niż tylko sam bank. Takie rozwiązanie powoduje, że kiedy klient okazuje się niewypłacalny (a tym bardziej cała grupa klientów), a sprzedaż nieruchomości objętej hipoteką nie wystarcza na pokrycie długu, traci na tym nie tylko bank, ale znacznie szersze grono.
 
procent
 
Po drugie, w USA i Wielkiej Brytanii istniała kategoria instytucji finansowych zwanych bankami inwestycyjnymi. Pożyczały one pieniądze od innych nie po to, żeby udzielać z nich kredytów swoim klientom, lecz aby inwestować je w rozmaite instrumenty finansowe (m.in. wspomniane wyżej fundusze sekurytyzacyjne). Przyjmowały przy tym na siebie wielkie ryzyko – powszechną praktyką było, iż np. na każde 30 dolarów, którymi taki bank obracał, tylko 1 dolar należał do niego,  a reszta pochodziła z pożyczek. W czasach dobrej sytuacji gospodarczej dawało to wielkie zyski, a pensje szefów banków inwestycyjnych liczone były w dziesiątkach milionów dolarów rocznie. Przyszły jednak ciężkie czasy i banki inwestycyjne poniosły ogromne straty, przy okazji pociągając za sobą swoich wierzycieli, w tym wiele banków europejskich.

Właśnie obserwujemy ogromny wysiłek państw, aby ratować z tego pożaru co się da, zwłaszcza aby nie dopuścić do utraty pieniędzy przez zwykłych ludzi, którzy złożyli swe oszczędności na bankowych kontach i lokatach. Wymaga to wydawania ogromnych sum z budżetów państw, czyli z pieniędzy podatników. Jeden z ekonomistów ujął to bardzo dobitnie i trafnie: zyski były prywatne, ale straty są publiczne.

Swoje chwile triumfu przeżywają tacy politycy jak Nicolas Sarkozy czy Angela Merkel, którzy z wyższością mówią, że to wszystko przez skrajny, anglosaski model kapitalizmu. Zapominają tylko wspomnieć o drugiej stronie tego samego medalu. Dokładnie ten sam model sprawił, że przez większość ostatnich dwóch dekad USA czy Wielka Brytania biły na głowę Francję czy Niemcy pod względem tempa wzrostu gospodarczego. To nie jest tak, że przesocjalizowany i przeregulowany system europejskiego kapitalizmu jest lepszy. Nie jest, ma zdecydowanie mniejszą efektywność i skutkuje wieloma patologiami, jak choćby niszcząca gospodarkę wszechwładza związków zawodowych czy sytuacja, w której wielu ludziom bardziej opłaca się być na wątpliwych rentach i wcześniejszych emeryturach niż pracować. System anglosaski daje dużo lepsze rezultaty, wymaga jednak kilku ważnych poprawek.
 
 
dolary
 
Przede wszystkim wypaczono w nim sens słowa liberalny. Liberalizm nie oznacza możliwości robienia absolutnie wszystkiego, jak czasem próbuje się go przedstawiać. Liberalizm nie ogranicza roli państwa do teatralnej dekoracji. Wreszcie liberalizm ceną za każdą wolność czyni odpowiedzialność.

Przekładając to na ekonomiczną praktykę, w systemie liberalnej gospodarki państwo nie jest graczem na rynkach (stąd nacisk na prywatyzację), ale jest ich strażnikiem i regulatorem. Europejski system bankowy właśnie dlatego zachwiał się mimo wszystko dużo mniej od amerykańskiego, bo był lepiej regulowany. Mówiąc wprost: państwa nie dopuściły, aby ich banki wzięły na siebie aż tak skrajnie duże ryzyko jak w USA. Ważne jest też, aby kiedy kurz opadnie i sytuacja znów stanie się bezpieczna, państwa sprzedały znacjonalizowane ostatnio aktywa w sposób zyskowny. Tak, aby jeśli ktoś ma długoterminowo stracić na kryzysie, to niech to będą tylko nierozważni inwestorzy. Może to będzie dla nich nauczka. Należy się jednak bardzo starać, aby wydane ostatnio pieniądze podatników prędzej czy później powróciły do budżetów państw.
 

Jarosław Błaszczak

 

Podobne:

 

PolitykaGlobalna.pl - portal o polityce międzynarodowej

Zapraszamy do nowego serwisu o polityce międzynarodowej - PolitykaGlobalna.pl 

 

sobota, 18 października 2008
NOTATKI O KRYZYSIE (I)
Kiedy za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat historycy będą opisywać tegoroczną kampanię wyborczą w USA, spośród wpływających na jej przebieg czynników zewnętrznych na pierwszym miejscu wymienią z pewnością globalny kryzys gospodarczy. Na jego temat napisano w ostatnich miesiącach bardzo wiele, ale mimo to większość ludzi wciąż nie rozumie, co właściwie i dlaczego się stało. Być może nigdy do końca nie poznamy dokładnych przyczyn ostatnich wydarzeń. Eksperci do dziś spierają się w wielu szczegółowych kwestiach dotyczących genezy Wielkiego Kryzysu sprzed prawie 80 lat. Ale już teraz warto zwrócić uwagę przynajmniej na kilka ważnych elementów tej sytuacji.
 
pusty portfel

Gdyby chcieć wszystkie niezwykle skomplikowane powody całego tego zamieszania streścić w kilku słowach, brzmiałyby mniej więcej tak: odwieczna ludzka chciwość oraz słabość państwa, którego nie zdołało jej powściągnąć.

Iskrą, od której zapaliła się światowa gospodarka, były kłopoty w jednym z sektorów amerykańskiej bankowości, zwanym rynkiem kredytów hipotecznych subprime. Czym jest kredyt hipoteczny, to wie każdy – jest to kredyt zabezpieczony nieruchomością. Osoby prywatne najczęściej biorą takie pożyczki po to, aby móc sobie pozwolić na zakup domu lub mieszkania. Zabezpieczeniem jest ta właśnie nieruchomość. Umowy kredytowe są zwykle skonstruowane tak, że jeśli pożyczający nie jest w stanie przez dłuższy czas spłacać rat, bank otrzymuje prawo swobodnego dysponowania nieruchomością (co w praktyce oznacza możliwość jej sprzedaży).
 
Akcje

Kredyty subprime opierają się na tych samych zasadach. Różnica polega na tym, że normalnie bank starannie sprawdza zdolność kredytową pożyczkobiorcy i udziela mu kredytu tylko wtedy, gdy widzi realne szanse na jego spłatę. Mówiąc prościej, żadna rodzina nie dostanie kredytu, którego rata stanowi ogromną większość jej dochodu. Jeśli oboje małżonkowie zarabiają wspólnie 5 tysięcy złotych, to wiadomo, że nie dadzą rady normalnie żyć i jednocześnie oddawać bankowi 4500 zł miesięcznie. Banki udzielające kredytów subprime zupełnie się tym nie przejmowały. Kredytowały osoby, których zdolność kredytowa była stanowczo zbyt niska w stosunku do wysokości pożyczanej kwoty. Dlaczego tak robiły? Bo chciały zwiększać swoją sprzedaż, choć rynek był już mocno nasycony (czyli każdy, ktoś chciał i mógł mieć normalny kredyt hipoteczny, już dawno go miał). Jaki widziały w tym interes? Przez wiele lat na rynku nieruchomości w państwach takich jak USA czy Wielka Brytania trwały ciągłe wzrosty. Bank kalkulował więc tak: „Nasz klient prawdopodobnie nie ma szans spłacić kredytu, więc prędzej czy później przejmiemy jego nieruchomość. W tym czasie jej cena pójdzie zapewne w górę, a więc i tak na tym zyskamy”. Tyle tylko, że nadszedł moment, kiedy trend się odwrócił i ceny domów zaczęły spadać. I cała kalkulacja wzięła w łeb.
 
Jarosław Błaszczak
 
 

 

Podobne:

 
 
PolitykaGlobalna.pl - portal o polityce międzynarodowej

Zapraszamy do nowego serwisu o polityce międzynarodowej - PolitykaGlobalna.pl

 

środa, 24 września 2008
GOSPODARKA W CZASACH KRYZYSU - STRATEGIE MCCAINA I OBAMY (II)

O ile populizmu po Baracku Obamie należało się spodziewać, jest w końcu kandydatem lewicowym, to John McCain przystępował do kampanii prezydenckiej jako wzór do naśladowania w kwestii obrony własnego zdania oraz rozwagi. Pierwszy wyraźny sygnał, że McCain poddaje się emocjom chwili przyszedł tuż przed wakacjami, kiedy republikański kandydat wsparł pomysł zniesienia na okres letni federalnego podatku od benzyny. Ulga z tego byłaby dla kierowców niewielka (liczona w dwucyfrowej liczbie dolarów), a strata funduszu infrastrukturalnego całkiem spora. Zważywszy na to, że amerykańskie drogi, koleje, mosty, tunele czy wały przeciwpowodziowe wymagają niemalże natychmiastowych inwestycji sięgających setek miliardów dolarów, propozycja McCaina (wspierana także przez Hillary Clinton, walczącą wówczas ostatkiem sił z Obamą o prawyborcze zwycięstwo) była skrajnie populistyczna. 

John McCain 

John McCain

Teraz John McCain popełnia drugi i trzeci błąd, atakując chciwość na Wall Street oraz spekulantów na rynku ropy naftowej. W pierwszej sytuacji McCain nie tylko licytuje się na populizm z Obamą, ale zmienia także fundamentalnie swoje dotychczasowe stanowisko, opowiadając się za zwiększeniem i zaostrzeniem regulacji. Jeśli zaś chodzi o ceny ropy, to nie spekulanci ponoszą winę za nagły skok jej ceny do poziomu ponad 140 dolarów za baryłkę. I choć Kongres próbował dowieść, że jest inaczej, lepiej wierzyć rządowej agencji nadzorującej rynek kontraktów terminowych Commodity Futures Trading Comission (CFTC). Raport przygotowany przez CFTC pokazuje, że traderzy nie ponoszą żadnej winy za wzrost cen. Jak komentuje The Wall Stree Journal: Traderzy indeksowi i dealrzy swapowi ciągnęli przyszłe ceny ropy w dół (...) Na giełdzie kontraktów terminowych zysk jednego tradera równa się stracie innego tradera

Plan ekonomiczny Johna McCaina to głównie zapowiedzi obniżenia i uproszczenia podatków, utrzymanie zniżki podatkowej Georga W. Busha (której McCain był pierwotnie przeciwny) oraz doprowadzenie do zbilansowania budżetu na koniec 2013 roku. Są to jednak ogólniki. Duże nadzieje należy wiązać natomiast z propozycją zmniejszenia podatku od dochodów firm, który na poziomie federalnym wynosi 35 procent (i jest jednym z najwyższych wśród uprzemysłowionych państw należących do OECD), a dodatkowo zwiększany jest o stosowny podatek stanowy. I tak, średnio, firmy działające w Iowa, Pensylwanii czy New Jersey oddają ponad 41 procent zysków. Obniżka federalnej stawki z 35 do 25 procent wydaje się koniecznością - tym bardziej, jeśli zarówno McCain, jak i Obama, zamierzają zatrzymać miejsca pracy w Stanach i stworzyć miliony nowych.

Barack Obama i John McCain

Barack Obama i John McCain 

W kwestii energetyki program Republikanina jest zdecydowanie bardziej konkretny i realistyczny. McCain opowiada się za zniesieniem federalnego zakazu odwiertów na szelfie kontynentalnym i rozpoczęciem wydobycia ropy i gazu z amerykańskiego wybrzeża, tzw. offshore drilling. Głównym celem McCaina jest ograniczenie, a w dalekiej perspektywie - uniezależnienie się od importu surowców energetycznych. Kandydat Republikanów jest zwolennikiem wprowadzenia systemu ograniczenia emisji gazów cieplarnianych (cap and trade), wspiera także rozwój "zielonych" technologii. McCain chce ograniczyć bądź znieść subsydia i inne formy dotowania biopaliw pochodzących z kukurydzy na rzecz wprowadzenia mechanizmów rynkowych do sektora. Z takiego rozwiązania na pewno ucieszy się Brazylia, największy w świecie producent biopaliw z trzciny cukrowej. Obecnie galon biopaliw z trzciny obłożony jest zaporowym cłem. 

John McCain wspiera także pomysł wprowadzenia na rynek samochodów, które mogą jeździć tylko na etanolu. W Brazylii 70 procent aut ma silniki przystosowane do jazdy wyłącznie na biopaliwach. Obama popiera natomiast rozwój aut hybrydowych. Wracając na chwilę do ropy naftowej, demokratyczny kandydat miał problem z offshore drilling. Na początku sprzeciwiał się nowym odwiertom, aby teraz częściowo się na nie zgadzać. Podobną ewolucję przeszła spikerka Izby Reprezentantów Nancy Pelosi, a przemiana prominentnych Demokratów na pewno ma duży związek z sondażami, które wskazują, że zwolennicy odwiertów przeważają przynajmniej w stosunku 2 do 1 nad sceptykami takiego rozwiązania.

Empty wallet

Trudna sytuacja gospodarcza sprawiła, że wybory prezydenckie odbywają się pod hasłem: kto lepiej poradzi sobie z kryzysem. Dla obu kandydatów nie jest to sytuacja komfortowa. Stąd zmiany stanowisk, ogólnikowe wypowiedzi i granie na populistycznych tonach. Amerykański podatnik musi odpowiedzieć sobie na pytanie: czy, kosztem wyższych podatków, należy zwiększyć rolę rządu, czy też lepszym rozwiązaniem jest obniżanie podatków, zaostrzanie (ale niekoniecznie rozszerzanie) regulacji i zmniejszanie roli rządu federalnego. Obiegowe powiedzenie głosi, że kandydat, którego partia kontroluje Biały Dom w dobie kryzysu gospodarczego ma niewielkie szanse na zwycięstwo. Johna McCaina czeka dużo pracy, aby zadać kłam temu twierdzeniu.

Piotr Wołejko

autor Dyplomacji - blogu o polityce międzynarodowej

Podobne:

 
1 , 2 , 3

O NAS

Kontakt/Współpraca


Creative Commons License
Teksty są dostępne
na licencji Creative Commons
Uznanie autorstwa 2.5 Polska
.

Tłumacz z nami
WE the Media (2004) -
słynny manifest dziennikarstwa obywatelskiego Dana Gillmora.
Maciej Lewandowski






Powered By
widgetmate.com
Sponsored By
Digital Camera