USA 2008 - wybory prezydenckie w Ameryce. Demokraci i Republikanie. Kandydaci: Barack Obama i John McCain. Informacje, analizy, newsy. Kampania, prawybory, wybory w Ameryce.
wtorek, 02 września 2008
SARAH PALIN - DEBIUT W ATMOSFERZE SKANDALU

Republikanom udała się rzecz nieprawdopodobna - znaleźli kandydatkę, która zaskoczyła wszystkich. Kandydatkę, która wzbudziła autentyczne zainteresowanie, który może spodobać się wyborcom konserwatywnym i niezależnym oraz skłonić do głosowania na McCaina sieroty po Hillary. Idealnym republikańskim kandydatem na wiceprezydenta okazała się kobieta, Sarah Palin, gubernator Alaski. 

Sarah Palin

Jest to kobieta, której życiorys spełnia wszelkie wymagania stawiane przed konserwatywną bazę Partii Republikańskiej. Sarah jest głęboko wierzącym (evangelical Christian), konserwatywnym politykiem, członkiem NRA, od dawna głosi poglądy pro-life i sprzeciwia się małżeństwom homoseksualnym. Poluje, łowi ryby, je hamburgery (co prawda z łosia). Nie przeszkadza przy tym, że jest wyjątkowo atrakcyjna (została wicemiss w konkursie piękności, dzięki temu zdobyła stypendium i skończyła studia), młoda (44 lata) i ma fotogeniczną liczną rodzinę. Najstarszy syn, Track, zaciągnął się do armii i we wrześniu zostanie wysłany do Iraku. Najmłodszy Trig, dziś czteromiesięczny, syn ma zespół Downa. 

Gdy jednak w piątkowy ranek pojawiły się przecieki, że McCain wybrał Sarę, niektórzy eksperci pytani przez dziennikarzy o gubernator Alaski nie byli pewni, jak poprawnie wymawia się jej nazwisko, niektórzy nawet przyznawali, że słyszą o niej po raz pierwszy w życiu. Stacja Fox News przedstawiffła ją jako Susan Palin. Bo tak naprawdę Sarah Palin to newcomer, i choć cieszy się olbrzymią popularnością na Alasce, to gubernatorem tego stanu jest od niespełna dwóch lat, ma niewielkie doświadczenie polityczne (wcześniej zasiadała w radzie miejskiej Wasilli i przez dwie kadencje była burmistrzem tego małego miasta) i porównywalne dokonania. Wcześniej jej nazwisko pojawiało się w spekulacjach o możliwych kandydatach, założono także blog Draft Sarah Palin For Vice President, ale prawie nikt nie myślał o niej poważnie. 

Filmik zwolenników Palin 

Była brana pod uwagę tak rzadko, że w zasadzie żadna stacja telewizyjna nie miała o niej zbyt obszernych informacji, początkowo bazowano na tym, co można było wyczytać w artykule z Wikipedii (od wczoraj wielokrotnie zmienianym i poszerzanym). Powtarzano więc wielokrotnie o młodym wieku, o tym, że ma pięcioro dzieci i że sama o sobie mówi per hockey mom, o tym, że po trzech dniach po narodzinach najmłodszego syna wróciła do pracy. Nawet rzeczniczka McCaina i inni politycy republikańscy nie potrafili powiedzieć o niej zbyt wiele. 

Gdy anonsowana przez Johna McCaina pojawiła się na scenie w Dayton, Ohio, nie wyglądała na skrępowana, z szerokim uśmiechem w otoczeniu rodziny próbowała po raz pierwszy przedstawić się wyborcom. I chyba tak przez najbliższe dni będą wyglądały jej przemówienia. Mało znana także wśród Republikanów musi szybko dać się poznać wyborcom. Na scenie wypada o wiele naturalniej i swobodniej od McCaina, co nie jest jednak trudne, bo wiadomo, że siedemdziesięciodwuletni kandydat republikański nigdy nie był wybitnym mówcą. Jednak Sarah Palin, pomimo niewątpliwego wdzięku i naturalności, nadal musi wiele się nauczyć. Tym bardziej, że Joe Biden, z którym przyjdzie się jej zmagać podczas debat, to stary wyjadacz, a Sarah ma niewielkie doświadczenie kampanijne. Musi przekonać wyborców, że zna się na polityce zagranicznej, ekonomii, zarządzaniu. Musi też udowodnić, że nie była tylko wyborem koniunkturalnym, który posłużył do zapewnienia McCainowi przychylności konserwatywnej bazy. Ma też w swoim życiorysie kilka rys - wypowiadała się przychylnie na temat kreacjonizmu, zamieszana jest w lokalny skandal. 

Zapewne republikańscy stratedzy wierzą, że Palin jest w stanie przyciągnąć inne kobiety, które marzą o historycznym wyborze, by wreszcie w Białym Domu współrządziła kobieta. Sarah określa się jako feministka, i gdy przyjmowała nominację, złożyła hołd Geraldine Ferraro (byłej demokratycznej kandydatce na wiceprezydenta) i Hillary Clinton. Może spodobać się także wyborcom niezależnym, bo ma na swoim koncie konflikt z republikańskimi notablami, i jak podkreśla John McCain, stanowi realną zmianę, bo nie jest obarczona skazami waszyngtońskiej elity. ABC News podało, że McCain początkowo zdecydował się wybrać Joe Liebermana, ale zmienił zdanie po bezpośrednim spotkaniu z Palin. Sarah ma teraz dwa miesiące, by przekonać do siebie Amerykę. Wbrew temu, co można by o niej myśleć, w końcu to nieznana i mało doświadczona osoba, może stanowić ciężki orzech do zgryzienia dla Demokratów. Już sam moment ogłoszenia jej nominacji został wybrany tak, by odebrać im ich momentum

Sarah Palin z córką Bristol (druga od prawej)

Sarah Palin z córką Bristol (druga od prawej, trzyma w ramionach brata) 

Szybko jednak okazało się, że Sarah nie może liczyć na taryfę ulgową ani ze strony mediów, ani ze strony blogerów. Podczas minionego weekendu pojawiły się plotki sugerujące, że pani gubernator nie jest matką Triga, ale jego babcią, i ukrywała nieślubną ciążę swej najstarszej córki Bristol. Sztab Republikanów nie opublikował żadnego sprostowania, jednak Sarah Palin została zmuszona do przyznania, że wkrótce zostanie babcią, bo Bristol jest w piątym miesiącu ciąży. Oficjalna wersja brzmi, że senator McCain wiedział o wszystkim, zanim wybrał Palin na wiceprezydenta. Pani gubernator wraz z mężem wydała w poniedziałek oświadczenie, że są dumni z decyzji córki i cieszą się, że zostaną dziadkami. Bristol ma wyjść za mąż za ojca swojego dziecka, a jej rodzice i sztab republikański proszą o uszanowanie ich prywatności. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że Sarah Palin jest zwolenniczką  programów szkolnych propagujących abstynencję seksualną u nastolatków. 

Widać wyraźnie, że przed Palin ciężki okres - media nie przestaną prześwietlać jej przeszłości, a na razie kandydatka na wiceprezydenta jest w wyraźnej defensywie. Nawet nie zdążyła jeszcze przedstawić się wyborcom, a już kojarzy się tylko z nieślubną ciążą.


Paulina Kozłowska

Podobne:

poniedziałek, 21 kwietnia 2008
"WBIJĘ BUSHA NA PAL!"

Bokser, zapaśnik, żołnierz, muzyk i filmowiec. Satanista związany z Polską. Oficjalny kandydat na prezydenta USA z ramienia Partii Wampirów, Wiedźm i Pogan – Jonathon The Impaler Sharkey.

Sharkey jest założycielem Kościoła Wyznawców Lucyfera i zdeklarowanym wampirem. Nawiązuje do tradycji słynnego Vlada Tepesa, czyli Palownika - trzykrotnie zasiadającego na tronie Wołoszczyzny w XV wieku - powszechnie znanego jako Dracula lub Drăculea (co znaczy syn smoka lub syn diabła). Jest to bezsprzecznie najciekawszy kandydat startujący w tegorocznych amerykańskich wyborach prezydenckich. Sharkey używał bardzo wielu pseudonimów i sukcesywnie budował swoją legendę, dlatego bardzo niewiele faktów z jego życia można z całą pewnością potwierdzić.

Jonathon
Jonathon The Impaler Sharkey

Urodził się 2 kwietnia 1964 roku w Elizabeth (New Jersey) jako John Albert Sharkey. Przydomek Palownik nadał sobie sam po tym, kiedy w jednym z wystąpień oświadczył, ze po objęciu urzędu prezydenckiego wbije na pal prezydenta George'a W. Busha (razem z większością jego administracji). Start w tegorocznych wyborach nie jest debiutem politycznym tego ekscentryka. Wcześniej uczestniczył w kampanii wyborczej 2004 roku, ubiegał się też o fotel w Kongresie (z trzech stanów - New Jersey i Florydy z ramienia Partii Republikańskiej oraz Indiany - z ramienia Partii Reform). W 2006 roku walczył o stanowisko gubernatora Minnesoty. Jak dotąd jednak jego polityczne ambicje pozostały jedynie ambicjami.

Jak sam mówi, jego celem jest przede wszystkim walka z przestępczością i ekstremizmem - zarówno chrześcijańskim jak i muzułmańskim. Palownik jest nieśmiertelny, jest nie tylko sprawiedliwym wojownikiem, sanguinariańskim satanistycznym wampirem [wampir sang to taki, który pije krew w przeciwieństwie do wampirów energetycznych, emocjonalnych itd. - przyp. aut.], czarownikiem Hekate i kochankiem, ale przede wszystkim jest Prawdziwym Amerykaninem. Sharkey miewał również w swej karierze kłopoty z prawem - w 2006 roku został aresztowany za nękanie pewnej kobiety i z wyroku sądu musiał poddać się leczeniu psychiatrycznemu.

Reklamówka wyborcza Palownika

Palownik jest raczej elementem politycznego folkloru niż poważnym kandydatem. Niemniej jednak jest pewny zwycięstwa, ponieważ wierzy w przeznaczenie: uważa, iż urodził się po to by zostać prezydentem USA. Sharkey jest zdecydowanie bardziej Republikaninem niż Demokratą, dwukrotnie zresztą z ramienia tej partii startował do Kongresu. Deklaruje przywiązanie do tradycyjnych wartości amerykańskich, jest za karą śmierci (przez nabicie na pal oczywiście). Uznaje Amerykę za kraj szczególny - zamierza zlikwidować wszystkie kraje wspierające terroryzm. Jednocześnie jest izolacjonistą - chce wycofania wojsk amerykańskich, zwłaszcza z Iraku i Afganistanu i zaprzestania wysyłania wojsk za granicę, bo to tylko stwarza zagrożenie dla amerykańskich obywateli. Jednocześnie jest kilka rzeczy, które Palownika dyskwalifikują jako Republikanina – choćby nienawiść do prawicy chrześcijańskiej oraz paranie się czarami.

Czy jednak kandydat Sharkey ma szanse zjednać sobie choćby współwyznawców? Nie za bardzo - spora większość satanistów uznaje go za niespełna rozumu, podobnie wiccanki czy wampiry (przedstawiciele ruchu Human Living Vampires). Dlatego jego partia i on sam nie ma i raczej nie będzie miał szans na elekcję - nie tylko w tych ale i następnych wyborach (w których start już zadeklarował).

Co ciekawe Sharkey ma dość ścisłe związki z Polską. Uczęszczał do polskiej katolickiej szkoły podstawowej w Elizabeth w New Jersey, a jego pierwsza żona była w połowie Polką. Co za tym idzie również jego pierworodny syn – Matthew - ma domieszkę polskiej krwi. W wywiadzie dla magazynu Activist z kwietnia bieżącego roku Sharkey zadeklarował między innymi, iż jeśli zwycięży w wyborach to będzie walczył o zniesienie wiz dla Polaków oraz udzieli poparcia budowie w Polsce tarczy antyrakietowej i to na jak najkorzystniejszych dla polskiego bezpieczeństwa zasadach.


Paweł Adamiec

Podobne:

sobota, 29 marca 2008
W BUDOWIE...

Kontynuując moje eksploracje politycznych obrzeży Stanów Zjednoczonych dotarłem do Partii Socjalistycznej (Socialist Party USA) i jej kandydata w wyborach prezydenckich Briana Moore’a – kandydata radykalnej lewicy. Zazwyczaj nie używam przymiotnika radykalne w odniesieniu do poglądów politycznych, jednak Moore’a trudno opisać bez użycia tego słowa.

Podobnie jak w przypadku Cynthii McKinney , o której pisałem jakiś czas temu, Moore jest byłym członkiem Partii Demokratycznej. Ten 65-letni polityk pochodzi z Florydy, a największe sukcesy odnosił jak dotąd w działalności na rzecz rozwoju opieki społecznej w Ameryce Południowej. W latach 1969-72 był członkiem Korpusu Pokoju. Jego wyborcze zwycięstwa ograniczają się zaś jak dotąd do poziomu lokalnego. I nic nie wskazuje na to, że w najbliższym czasie coś miałoby się zmienić.

Stewart Alexander i Brian Moore
Brian Moore - kandydat Partii Socjalistycznej na prezydenta (po prawej). Stewart Alexander - kandydat Partii Socjalistycznej na wiceprezydenta (po lewej).

Patria Socjalistyczna, której nominację uzyskał Moore 20 października 2007 roku na konwencji w St. Louis (Missouri), określa siebie jako radykalnie demokratyczną – co oznacza między innymi działania na rzecz wprowadzenia systemu wielopartyjnego, kooperatywnej własności i zarządzania gospodarką oraz państwa socjalnego (od darmowej i powszechnej edukacji, poprzez zabezpieczenia społeczne, po rozbudowany system opieki nad najsłabszymi członkami społeczeństwa). Ostatecznym celem, jaki stawiają sobie amerykańscy socjaliści jest stworzenie bezklasowego społeczeństwa.

Głównym punktem programu Moore’a jest natychmiastowe zakończenie amerykańskiej okupacji Iraku. Co ciekawe, oprócz wycofania wojsk, socjalistyczny kandydat postuluje również opuszczenie Zatoki Perskiej przez korporacje amerykańskie. Im daje na to w swoim programie pół roku. W swoim prezydenckim programie postuluje również zniesienie amerykańskiego embarga wobec Kuby, wycofanie się z baz wojskowych na tej wyspie i pozostawienie władzom tego kraju wszelkiego amerykańskiego majątku. Chce wstrzymania pomocy militarnej i ekonomicznej dla Izraela. Opowiada się za ratyfikacją Protokołu z Kioto oraz wyznaczeniem 30-godzinnego tygodnia pracy z płaca minimalną na poziomie 15$ za godzinę.

Warto odnotować, że u boku Moore’a startuje – na funkcję wiceprezydenta – czarnoskóry Stewart Alexander. Obaj panowie mają poparcie Liberty Union Party – organizacji, która powstała na bazie obywatelskich ruchów antywojennych z lat 60-tych ubiegłego wieku. Jej status jest jednak podobny do stanu jej internetowej witryny i wszystkich partii poza głównym nurtem... w budowie.

 
Jakub Osina
 
 
Podobne:
wtorek, 18 marca 2008
OSTATNIA NADZIEJA REPUBLIKANÓW - JOHN MCCAIN (III)

Pierwsze miesiące rządów Busha McCain spędził w sposób przewidywalny, to znaczy nie zgadzając się z większością spraw forsowanych przez jego administrację. Konsekwentnie głosował więc przeciw proponowanym przez nowego prezydenta cięciom podatków i reformie systemu opieki zdrowotnej, natomiast był za wprowadzeniem ściślejszego systemu kontroli broni oraz przystąpienia Ameryki do protokołu z Kioto. Rozbieżności między senatorem a jego macierzystą partią sięgnęły takich rozmiarów, że Demokracipodobno podjęli próby przeciągnięcia McCaina do własnego obozu w celu przełamania pata w Senacie (obie partie miały po 50 senatorów), powstałego po wyborach w 2000 roku, czemu dziś obecny kandydat oczywiście zaprzecza. Po 11 września wszystko jednak się zmieniło.

McCain i Petraeus
John McCain i generał David Petraeus, obecny dowódca wojsk koalicyjnych w Iraku. McCain był gorącym orędownikiem proponowanego przez Petraeusa wzmocnienia oddziałów amerykańskich w 2007 roku, co miało ustabilizować sytuację w niespokojnym kraju. Generał z kolei jest obecnie wymieniany jako jeden z możliwych kandydatów do nominacji wiceprezydenckiej.

Ataki na Nowy Jork i Waszyngton oprócz ogólnie znanych konsekwencji, wywołały też skutek raczej nieprzewidziany przez ich sprawców – na powrót przyspawały McCaina do Partii Republikańskiej. Senator z Arizony okazał się być jednym z najbardziej widocznych rzeczników amerykańskich interwencji w Afganistanie i Iraku, popierając działania Busha nawet wtedy, gdy odwróciło się od nich społeczeństwo – zapytany o możliwe szkody, jakie jego prowojenna postawa może przynieść w kontekście szans na prezydenturę, odpowiedział Wolę przegrać kampanię niż przegrać wojnę. W odróżnieniu od rywali o demokratyczną nominację – Hillary Clinton i Baracka Obamy – postulujących jak najszybszą ewakuację z Iraku, McCain przywoływał przykłady Niemiec i Korei Południowej, gdzie Amerykanie stacjonują już pół wieku, sugerując, że wojska USA pozostaną nad Tygrysem i Eufratem tak długo, jak tylko to będzie potrzebne dla zapewnienia bezpieczeństwa.

Poparcie z jego strony zdobył też kolejny kontrowersyjny pomysł ekipy Busha dotyczący reformy amerykańskiej polityki imigracyjnej, wymuszonej przez napływ nielegalnej taniej siły roboczej z Meksyku. Projekt Busha, zakładający z jednej strony amnestię dla nielegalnych imigrantów i otworzenie rynku pracy dla robotników czasowych, a z drugiej uszczelnienie granicy meksykańskiej w celu przeciwdziałania dalszej imigracji, znalazł się pod ostrzałem krytyki ze środowisk zarówno konserwatywnych, jak i liberalnych i mimo, że aż czterokrotnie był wprowadzany pod różnymi nazwami pod obrady Kongresu w latach 2005-2007, za każdym razem upadał w głosowaniu. Forsowanie niepopularnego projektu okazało się zabójcze dla Busha, niszcząc do reszty jego autorytet, oraz bardzo szkodliwe dla McCaina, o mało co nie wyłączając go z wyścigu o prezydenturę, jednak republikański senator nigdy nie zmienił swojego zdania co do słuszności reform.

Nie oznacza to jednak, że przyszły nominat Republikanów w pełni popierał działania obecnej neokonserwatywnej administracji. Przeciwnie, senator wyrażał się ostro o poprzednim sekretarzu obrony, Donaldzie Rumsfeldzie, uznając jego nieudolność w zarządzaniu okupowanym Irakiem za główną przyczynę obecnego kryzysu. Z racji swoich doświadczeń jako jeńca wojennego występował też przeciw kontrowersyjnym metodom przesłuchań stosowanych przez wojsko amerykańskie w Guantanamo – z jego inicjatywy w 2005 roku Kongres przyjął akt zakazujący stosowania niehumanitarnych praktyk w celu zdobywania informacji od zatrzymanych. McCain okazał się jednak niespójny w swoich poglądach dotyczących traktowania więźniów, głosując w lutym tego roku przeciw zakazowi stosowania techniki waterboardingu (podtapiania) przez CIA i inne agencje federalne, argumentując, że służby specjalne powinny mieć większą swobodę działania. To niefortunne stanowisko zostało jednak nieprzychylnie zauważone przez media, co skłoniło senatora do przeprosin.

Równocześnie nazwisko McCaina wciąż się pojawiało w kontekście kolejnych wyborów prezydenckich. W 2004 roku zrobiło się o nim głośno jako o możliwym kandydacie na wiceprezydenta – jednak nie z ramienia GOP, a Demokratów. Jego kandydaturę miał podobno wysunąć sam John Kerry, pozostający z McCainem w przyjacielskich stosunkach od czasu ich wspólnej pracy w komisji ds. Wietnamu, który liczył na to, że wyrwanie Republikanom znanego i niezależnego w poglądach polityka skłoni niezależnych wyborców do przejścia na stronę Demokratów i przechyli szalę zwycięstwa na ich stronę. McCain miał jednak odmówić – albo z uwagi na to, że nie widział szans na wygraną, albo że nie uważał urzędu wiceprezydenta za wystarczająco godne zwieńczenie kariery. W grę mogło również oczywiście wchodzić najprostsze wyjaśnienie, czyli lojalność wobec własnej partii i przestrzeganie zwyczajów nakazujących popieranie urzędującego prezydenta – na konwencji wyborczej w 2004 roku obecny kandydat wyraził się bardzo pochlebnie o Bushu, chwaląc go za wysiłki w wojnie z terroryzmem.

W przypadku tegorocznych wyborów McCain wydawał się naturalnym kandydatem już od kilku lat, z przemawiającą za nim bohaterską przeszłością i dużą rozpoznawalnością nazwiska. Senator ogłosił swoją decyzję o ponownym kandydowaniu najpierw nieformalnie w lutym 2007 roku w programie telewizyjnym Davida Lettermana, a następnie w kwietniu, podczas przemówienia w swoim ulubionym New Hampshire. W początkowym okresie kampanii wykorzystane zostały stare i sprawdzone środki - na ulice Ameryki wyjechała nowa i ulepszona wersja Straight Talk Express – ale idąc z duchem czasu, McCain zaznaczył swoją obecność również na You Tube, MySpace czy Facebooku. Senator był również aktywny w telewizji, występując w niemal wszystkich debatach z udziałem republikańskich pretendentów do nominacji. To zaangażowanie w kampanię odbiło się niestety na jego aktywności senackiej – w obecnej kadencji Kongresu nie uczestniczył w ponad połowie głosowań, co stawia go na czele niechlubnej listy nieobecnych. Mniej czasu w Senacie spędził jedynie niejaki Tim Johnson z Dakoty Południowej, który w trakcie kadencji dostał wylewu krwi do mózgu.

Straight Talk Express
Straight Talk Express - wersja 2.0.

W pierwszych sondażach McCain uplasował się w czołówce kandydatów, ustępując pola tylko ówczesnemu faworytowi, Rudy’emu Giulianiemu. W lecie 2007 roku jego kampania straciła jednak impet. Wpływ na to miały względy finansowe – McCain, jako polityk niezależny i bez serdecznych kontaktów z wielkim biznesem nigdy nie był dobry w zbieraniu dużych środków – oraz fiasko reformy imigracyjnej Busha, której był jednym z głównych architektów. Ograniczenia pieniężne kampanii – nastąpiła redukcja personelu, wielu etatowych pracowników przeszło na wolontariat, a sam McCain by znaleźć środki musiał zastawić własną polisę na życie – poszły tak daleko, że była ona prowadzona wyłącznie w New Hampshire, a pojawienie się nowych konkurentów do republikańskiej nominacji sprawiło, że senator z Arizony został wyprzedzony w sondażach przez kandydatów w rodzaju Mike’a Huckabee’ego, Mitta Romneya czy Freda Thompsona .Wydawało się, że dalsze jego zabiegi o najwyższy urząd będą miały krótki żywot, stało się jednak inaczej. Mnogość kandydatówi ich wzajemna rywalizacja sprawiła, że żaden z nikt nie był w stanie uzyskać dominującej przewagi nad pozostałymi, natomiast nieco zapomniany McCain, prowadzący spokojnie kampanię w New Hampshire, stopniowo odzyskiwał utracone tam poparcie.

Ta koncentracja na jednym, kluczowym ze względu na wczesny termin wyborów stanie, okazała się zbawienna. McCain wygrał tam uzyskując 37% głosów i wyprzedzając Romneya o 5%. Dzięki temu symbolicznemu zwycięstwu sensacyjnie wysunął się na czoło wyścigu – trzy dni po głosowaniu według sondażu CNN jego poparcie wśród republikańskich wyborców wzrosło ponad dwukrotnie, z 13 do 34%. Trudnym rywalem wydawał się być popierany przez establishment GOP i deklarujący się jako konserwatysta Romney, jednak podział prawicowego elektoratu między niego a Huckabee’ego pozwolił McCainowi na pokonanie ich obu. Po zwycięstwie w dziewięciu stanach w Super Czwartek praktycznie zabezpieczył sobie zwycięstwo, a na początku marca zdobył bezwzględną większość delegatów i po wycofaniu się Huckabee’ego stał się w zasadzie jedynym kandydatem Republikanów na ten urząd. I to kandydatem nie bez szans na zwycięstwo – sondaż sprzed kilku dni, przygotowany przez NBC i Wall Street Journal, pokazuje, że wyniki starcia zarówno z Obamą, jak i Clinton mieściłyby się w granicach błędu statystycznego.

 

 
Maciej Józefowicz


Podobne:

  • John McCain - ostatnia nadzieja Republikanów - cz. I, cz. II
  • Hillary Clinton - nie tylko żona swojego męża - cz. I, cz. II
  • Barack Obama - demokratyczny sen na jawie - cz. I, cz. II
piątek, 14 marca 2008
HILLARY CLINTON - NIE TYLKO ŻONA SWOJEGO MĘŻA (II)

Podobny model funkcjonowania jak w przypadku gubernatorstwa Arkansas państwo Clinton przyjęli po wyborze Billa Clintona na prezydenta. Jako Pierwsza Dama Hillary Clinton nie pozostawała jedynie uśmiechającą się towarzyszką męża. Czasami można było odnieść wrażenie, że urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych sprawuje nie jedna, a dwie osoby. Zresztą sam Bill Clinton zapowiadając zaangażowanie się przyszłej Pierwszej Damy w sprawy kraju mówił podczas kampanii w 1992 roku, że za głos oddany na niego dostaje się dwoje w cenie jednego. Hillary uczestniczyła w obradach rządu i miała wpływ na politykę kadrową Białego Domu. To dzięki jej poparciu w administracji Clintona znalazła się Madeleine Albright. W 1993 r. Bill Clinton zgłosił pod obrady Kongresu projekt reformy opieki zdrowotnej autorstwa swojej żony, przez złośliwych nazwany Hillarycare, ale nie udało się go przegłosować. Jednak udało się uchwalić dwa inne akty prawne popierane przez Hillary: Program Stanowych Ubezpieczeń Zdrowotnych dla Dzieci i Ustawę o Adopcji i Bezpieczeństwie Rodzin (Adoption and Safe Families Act). Jako Pierwsza Dama pani Clinton występowała także jako obrończyni praw kobiet, tak na gruncie krajowym jak i zagranicą. W tym czasie była jedną z najbardziej wpływowych osób przeciwstawiających się restrykcjom nałożonym przez Taliban na kobiety w Afganistanie.

Hillary Rodham Clinton
Hillary Rodham Clinton

Oprócz tego pani Clinton pisała cotygodniowe artykuły, które ukazywały się w gazetach oraz napiała trzy książki, z których jedna – It Takes a Village And Other Lessons Children Teach Us (1996) znalazła się na liście bestsellerów New York Timesa, a jej wersja audio została nagrodzona w 1997 r. statuetką Grammy.

Jej zaangażowanie w sprawy publiczne spotykało się jednak z krytyką. Przeciwnicy Clintonów uważali za niewłaściwe uczestnictwo Pierwszej Damy w życiu politycznym. Z biegiem czasu, gdy kariera Hillary jako polityk Partii Demokratycznej nabierała rozpędu i stawało się jasne, że będzie się ona ubiegać o prezydenturę, pojawiły się nawet zarzuty o próbę ustanowienia w Ameryce dynastii Clintonów.

Cieniem na jej karierze kładły się także afery, w które Clintonowie byli zamieszani za sprawą niejsanych interesów. Choć prowadzący postępowanie w tych sprawach nie zgromadzili dostatecznej ilości dowodów, by postawić któremuś z małżonków zarzuty, to oboje składali niejasne a czasem nawet nieprawdziwe zeznania, co budziło dalsze wątpliwości.

Szczytem popularności Hillary Clinton jako Pierwszej Damy był moment wybuchu skandalu z Moniką Lewinsky. Gdy Hillary oświadczyła, że pomimo zdrady pozostanie żoną Billa Clintona i nadal będzie go wspierać, uzyskała poparcie aż 71% wyborców, którym wydało się to szlachetne. Niektórzy jednak oskarżali Pierwszą Damę o to, że jej decyzja nie jest podyktowana uczuciami do męża a raczej politycznymi ambicjami.

Bez względu na to jaka była prawda faktem jest, że po zakończeniu swojej drugiej kadencji tym razem to Bill Clinton gorąco wspierał żonę w jej karierze politycznej. Poważna szansa nadarzyła się w 2000 roku kiedy to długoletni senator z Nowego Jorku ogłosił, że przechodzi na emeryturę. Wtedy to prominentni członkowie Partii Demokratycznej namówili Hillary, by wystartowała w wyborach do Senatu. Pomimo iż wytykano jej brak związków ze stanem, pani Clinton udało się zdobyć zaufanie jego mieszkańców dwukrotnie: w 2000 i w 2006 roku, chociaż dla niej był to jedynie kolejny etap w karierze, której finałem miała stać się prezydentura.

W Senacie Hillary należała do wielu komisji zajmującymi się zarówno sprawami wewnętrznymi jak i międzynarodowymi, była także współautorką kilku projektów ustaw. Z powodzeniem zabiegała o przyznanie funduszy dla Nowego Jorku po zamachu na World Trade Center. Poparła interwencję w Afganistanie i w Iraku.

Hillary jako Robin Hood

Przeciwnicy Clinton zarzucają jej między innymi robinhoodyzm

W styczniu 2007 roku Hillary oficjalnie ogłosiła, że zamierza wystartować w zbliżających się wyborach prezydenckich, choć w Partii Demokratycznej już od 2002 roku mówiono o niej jako o pożądanej kandydatce. Jako była Pierwsza Dama, urzędująca senator i osoba o dużym dorobku, rozpoznawalna przez wszystkich Amerykanów, a przy tym posiadająca poparcie establishementu, Hillary Clinton była przez długie miesiące kampanii niekwestionowaną faworytką obozu Demokratów. To ją zgubiło, ponieważ zdawało jej się, że nominację swojej partii ma praktycznie w kieszeni. Nie doceniła swoich rywali, a przede wszystkim Baracka Obamy. Na tle jego wzrastającej popularności coraz bardziej było widać te jej cechy, które zniechęcały do niej elektorat. W przeciwieństwie do sentora z Illinois była Pierwsza Dama jest postrzegana jako osoba sztywna i powściągliwa. Jej silne poparcie w establishemencie zniechęca do niej sporą część amerykańskich wyborców, która pragnie prawdziwej odmiany w polityce USA. W tym kontekście paradoksalnie obciążeniem dla niej jest Bill Clinton, który wywołuje sympatię u części Amerykanów, ale u niektórych z nich nasuwa skojarzenie z niejasnymi interesami małżeństwa Clintonów.

Wzrastająca popularność Baracka Obamy i seria jego zwycięstw w kolejnych stanach spowodowała, że pojawiły się głosy wzywające Hillary Clinton do wycofania się z wyborów w imię zwierania szyków przed starciem z Republikanami. Była Pierwsza Dama jest jednak zdeterminowana. Do objęcia urzędu prezydenta USA przygotowywała się latami, więc będzie walczyć do momentu, gdy perspektywa uzyskania nominacji Partii Demokratycznej stanie się już niemożliwa.

Jednak bez względu na to czy Hillary Clinton uda się jako pierwszej kobiecie objąć urząd prezydenta USA i tak przejdzie ona do historii jako pierwsza kobieta, która została liczącym się kandydatem swojej partii do objęcia tej funkcji.

Ewa Dryjańska

Autorka karykatury: Magdalena Gotowicka

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5

O NAS

Kontakt/Współpraca


Creative Commons License
Teksty są dostępne
na licencji Creative Commons
Uznanie autorstwa 2.5 Polska
.

Tłumacz z nami
WE the Media (2004) -
słynny manifest dziennikarstwa obywatelskiego Dana Gillmora.
Maciej Lewandowski






Powered By
widgetmate.com
Sponsored By
Digital Camera