USA 2008 - wybory prezydenckie w Ameryce. Demokraci i Republikanie. Kandydaci: Barack Obama i John McCain. Informacje, analizy, newsy. Kampania, prawybory, wybory w Ameryce.
wtorek, 04 listopada 2008
KAMPANIE SPRZED LAT: 2004

Dzisiejsza polityka to jutrzejsza historia. To straszliwie wyświechtany frazes, ale co najgorsze prawdziwy. Podróżując przez dzieje amerykańskich wyborów prezydenckich, w Kampaniach sprzed lat zajmowaliśmy się w przeważającej mierze wydarzeniami, które większość z nas pamięta słabo lub wcale. Ale teraz – w naszym finałowym odcinku – jest inaczej. Zajmiemy się kampanią, którą prawie każda i każdy z nas ma jeszcze przed oczami.

 

Zapraszamy na Amerykański Wieczór Wyborczy oraz na blogową RELACJĘ LIVE USA 2008 z nocy wyborczej. Startujemy o 1.00 rano.

 

George W. Bush
George W. Bush 

Wybory prezydenckie w roku 2004 – podobnie jak np. te z 1984 czy 1996 – były przede wszystkim plebiscytem na temat urzędującego prezydenta. W gruncie rzeczy najważniejsze pytanie dla większości obserwatorów nie brzmiało wcale Kto będzie lokatorem Białego Domu przez kolejne cztery lata?. Sprowadzało się ono raczej do: Czy będzie to w dalszym ciągu George W. Bush?.

Czterdziesty trzeci prezydent Stanów Zjednoczonych okazał się politykiem bardzo kontrowersyjnym, głęboko dzielącym opinię publiczną w kraju i poza nim. Jedni postrzegali  go jako wielkiego męża stanu, który nie bał się podejmować trudnych decyzji w godzinie próby, po atakach z 11 września 2001 roku. Inni widzieli w nim niekompetentnego prowincjusza z ciągotami mesjanistycznymi, łatwo ulegającego manipulacjom swoich doradców spod znaku wojującego neokonserwatyzmu. Mimo to na koniec pierwszej kadencji jego notowania były nienajgorsze. Partia Republikańska zdecydowała się stanąć murem za swym przywódcą – Bush nie miał praktycznie żadnej konkurencji, a jego nominacja na konwencji w Nowym Jorku była czystą formalnością. Czynnikiem, który dodatkowo mu sprzyjał, było pojmanie Saddama Husajna, które szczęśliwym trafem nastąpiło tuż przed sezonem prawyborczym. Prezydent znalazł się na fali wznoszącej i nikt rozsądny nie chciał ryzykować utopienia się w niej.

Howard Dean
Howard Dean

Znacznie ciekawiej było u Demokratów, którzy stanęli przed niełatwym zadaniem znalezienia kogoś, kto zjednoczy i poprowadzi do zwycięstwa dość podzielony wewnętrznie obóz przeciwników prezydenta. Początkowo za faworyta uważano reprezentującego lewe skrzydło partii Howarda Deana, byłego gubernatora Vermont. Innymi kandydatami o sporym potencjale byli emerytowany generał Wesley Clark, były przywódca Demokratów w Izbie Reprezentantów Dick Gephardt oraz senatorowie John Edwards z Karoliny Północnej i John Kerry z Massachusetts. 

Już prawybory w Iowa pokazały, że pozycja Deana wcale nie jest taka silna, a prawdziwa walka rozegra się między oboma członkami izby wyższej parlamentu. Dość szybko szalę na swoją stronę przechylił Kerry. Na początku marca było już po wszystkim. Chcąc szybko zasypać podziały oraz zrównoważyć własne pochodzenie – przecież Massachusetts to stan niemal stereotypowo utożsamiany z bogatą Północą USA – Kerry zaprosił do tandemu senatora Edwardsa. Oprócz kryterium geograficznego, idealnie nadawał się on do kreowania w mediach  wizerunku obrońcy zwykłych ludzi, bowiem dorobił się pokaźnego majątku jako adwokat reprezentujący obywateli w procesach o odszkodowania ze strony rozmaitych korporacji (a jak wiadomo, tego rodzaju pozwy opiewają zwykle w USA na niebotyczne sumy, zaś prawnicy są na prowizji).

John Kerry i John Edwards
John Kerry i John Edwards

W finałowej fazie kampanii Bush zgodnie z przewidywaniami grał głównie kartą bezpieczeństwa narodowego. Starał się też przypiąć swojemu rywalowi łatkę zimnego liberała, którego nie obchodzą kłopoty zwykłych ludzi. Kerry odpowiedział hasłem silniejsi w kraju, szanowani na świecie, które miało wskazywać, że Bush zaniedbał lokalne podwórko, a jego działania podkopują międzynarodową reputację i pozycję Ameryki. W sezonie letnim oba sztaby stoczyły walkę na wyciąganie brudów dotyczących kariery wojskowej kontrkandydata.  Mówiąc w skrócie, Demokraci twierdzili, że Bush wymigiwał się od służby, zaś Republikanie dowodzili, iż wojenne zasługi Kerry’ego są zdecydowanie wyolbrzymiane. 

Ostatecznie Kerry’ego poparły tylko regiony Północy oraz Zachodniego Wybrzeża, łącznie 19 stanów i dystrykt federalny. Dało mu to 251 głosów elektorskich. Bush wygrał w 31 stanach i uzbierał 286 głosów. Co ciekawe, jeden głos elektorski dostał John Edwards. Stało się tak  - najpewniej w wyniku pomyłki - jednego z elektorów ze stanu Minnesota.

John McCain i George W. Bush
John McCain i George W. Bush

Po siedmiu latach prezydentury Bush cieszył się zaufaniem jedynie co czwartego Amerykanina. W tegorocznych wyborach prezydenckich udzielił poparcia Johnowi McCainowi.

 

Jarosław Błaszczak

 

Inne kampanie sprzed lat:

 
 
PolitykaGlobalna.pl - portal o polityce międzynarodowej

Zapraszamy do nowego serwisu o polityce międzynarodowej - PolitykaGlobalna.pl

 

środa, 22 października 2008
KAMPANIE SPRZED LAT: 2000 (II)

Przebieg finałowej fazy kampanii był w gruncie rzeczy łatwy do przewidzenia. Republikanie wywlekali wszelkie możliwe grzeszki i błędy z ośmiu lat prezydentury Clintona, co w przypadku tak barwnego lidera było rzeczą bardzo prostą. Oprócz maglowania obyczajowych występków odchodzącego przywódcy, wypominano także błędy w jego polityce zagranicznej, na czele z tym najbardziej upokarzającym – interwencją w Somalii w 1993, którą świat zapamiętał z telewizyjnych migawek pokazujących rebeliantów włóczących po ulicach Mogadiszu zmasakrowane zwłoki marines. Gore starał się delikatnie dystansować od niektórych aspektów biografii swojego mentora. Na dowód siły i temperatury swego związku, dzięki którym o zdradzie nikt nawet nie myśli, państwo Gore zaprezentowali na konwencji w Los Angeles jeden z najbardziej namiętnych publicznych pocałunków w historii amerykańskiej polityki. Z drugiej flanki kandydata osłaniał jego running mate Joe Liebierman, znany z religijnej gorliwości i bezkompromisowej postawy moralnej.

Zapraszamy do przeczytania pierwszej części tekstu.

Znalezienie haków na Busha też nie było trudne. Młodość republikańskiego kandydata była wyjątkowo burzliwa i cokolwiek przydługa – z nałogiem alkoholowym zerwał dopiero około czterdziestki. Podczas przemówień słychać było dość niechlujny sposób wysławiania się, do tego jeszcze z akcentem południowca. Największym dramatem dla Busha okazały się jednak wywiady, w których pytano go o sprawy zagraniczne. Do dziś jego kompletna nieznajomość nazwisk wielu czołowych światowych przywódców, jaką wtedy pokazał, jest obiektem kpin i żartów.

 

wyniki wyborów prezydenckich w 2000 r.
Wyniki wyborów prezydenckich w 2000 r. według stanów (czerwone - wygrana Busha, niebieskie - wygrana Gore'a)

 

Głęboko wierzę w to, że ta kampania prezydencka z USA będzie opisywana w podręcznikach historii jeszcze przez wiele dekad, a może i dłużej. Nie ze względu na to, co stało się przed dniem głosowania – wręcz przeciwnie. Pod koniec nocy wyborczej sytuacja była jasna w 47 stanach oraz dystrykcie federalnym.  Tymi trzeba kłopotliwymi okazały się Oregon, Nowy Meksyk i Floryda. O ile dość szybko ustalono, że dwa pierwsze wziął Gore, o tyle walka w Słonecznym Stanie przeniosła się wkrótce z lokali wyborczych do sądów i stała się czymś, czego amerykańska demokracja jeszcze nie widziała.

Aby zrozumieć istotę problemu, warto powiedzieć parę słów o sposobie przeprowadzania na Florydzie wyborów (amerykańskie stany mają w tej dziedzinie sporą swobodę). Otóż wyborca wchodzący w tym stanie do kabiny do głosowania nie ma do dyspozycji karty i długopisu, lecz staje przed specjalną maszyną, przy pomocy której robi na karcie dziurkę w miejscu obok nazwisk tandemu, który popiera. To dość egzotyczne dla Polaków rozwiązanie ma podstawową zaletę – umożliwia maszynowe, a więc dużo szybsze, przeliczenie głosów.

 

powtórne liczenie głosów na Florydzie
Powtórne przeliczanie głosów na Florydzie. Autor: Dtobias

 

Prawo Florydy przewiduje, że jeśli różnica między kandydatami jest bardzo niewielka, liczenie głosów należy powtórzyć. Między oboma sztabami wybuchł ostry spór, w jaki sposób powinno się to robić. Republikanie – którzy po pierwszym przeliczeniu mieli niewielką, ale jednak przewagę – obstawali przy tym, aby ponownie użyć maszyn. Demokraci chcieli, aby w trzech budzących ich szczególne wątpliwości (a w praktyce: szczególnie zdominowanych przez ich wyborców) hrabstwach ponowne przeliczenie odbyło się ręcznie. Dzięki temu miałyby zostać wyłapane sytuacje, kiedy np. maszyna do głosowania nie przedziurawiła karty w żadnym miejscu (bo wyborca za słabo pociągnąć specjalną dźwignię), ale odcisk od ostrza pozwala wzrokowo określić, kogo ten wyborca chciał poprzeć. Tą metodą głos, który automat liczący odrzuca jako nieważny, trafia na konto jednego z kandydatów. Z drugiej strony – i to był kontrargument ekipy Busha – w przeciwieństwie do maszyny ludzie zajmujący się liczeniem niekoniecznie gwarantują pełen obiektywizm całego procesu.

Po powtórnym, w większości maszynowym, przeliczeniu, Bush miał nad Gorem 537 głosów przewagi. Wtedy sztab Demokraty zażądał ponownego, ręcznego sprawdzenia części kart do głosowania. Oczywiście Republikanom ten pomysł nie przypadł do gustu i zaczęła się sądowa batalia, którą z obu stron kierowali niezwykle prominentni polityczni emeryci, byli sekretarze stanu – James Baker u Republikanów i Warren Christopher u Demokratów.  4 grudnia 2000 Sąd Najwyższy Florydy przychylił do wniosku Demokratów i rozszerzył zakres ręcznego przeliczenia oraz przedłużył czas, jaki był na nie wyznaczony. Decyzja ta została zaskarżona do Sądu Najwyższego USA, który stosunkiem głosów 7-2 unieważnił ją, a jednocześnie stosunkiem 5-4 nakazał zakończenie procesu wyborczego na Florydzie. Tamtejszych 25 głosów elektorskich zostało zaliczonych Bushowi, który tym samym zawitał do Białego Domu już po zaledwie ośmiu latach od wyprowadzki stamtąd swego ojca.

Jarosław Błaszczak
 
PolitykaGlobalna.pl - portal o polityce międzynarodowej

Zapraszamy do nowego serwisu o polityce międzynarodowej - PolitykaGlobalna.pl

 

wtorek, 21 października 2008
KAMPANIE SPRZED LAT: 2000 (I)

Wszyscy spodziewali się, że wybory prezydenckie w roku 2000 będą szczególne. Nie tylko ze względu na magię symboli – oto Ameryka miała wybrać pierwszego ze swych liderów w nowym millenium. Ustępujący prezydent Bill Clinton był postacią bardzo kontrowersyjną. Czasem wręcz groteskową w swych zapewnieniach, że w młodości palił marihuanę, ale się nie zaciągał, albo że erotyczne zabawy z cygarem, jakie prowadził ze słynną stażystką Monicą Lewinsky, wcale nie były równoznaczne z uprawianiem seksu. W skali makro był jednak bardzo sprawnym przywódcą, który znakomicie odnalazł się w erze polityki uprawianej przede wszystkim w mediach. Przede wszystkim zaś został zapamiętany jako prezydent ery dobrobytu. Znalezienie dla niego godnego następcy z założenia musiało być niezwykle trudne.

Bill Clinton i Al Gore
Bill Clinton i Al Gore

Po stronie Demokratów sytuację praktycznie rozstrzygnął sam Clinton. Dobiegający końca kadencji prezydent był wciąż bardzo popularny, więc jego poparcie było na wagę złota. Niespodzianek nie było – Clinton wskazał swego wiceprezydenta Ala Gore’a. Ten były senator z Tennessee sprawował urząd wiceprezydencki w sposób zupełnie inny niż ten, do którego przyzwyczaił nas ostatnio Dick Cheney. Gore pozostawał znacznie bardziej w cieniu, ale za kulisami robił wiele dla rozwoju takich dziedzin jak nowe technologie (zarówno w wymiarze naukowym, jak i gospodarczym) czy ochrona środowiska.

Nikt ze ścisłej partyjnej czołówki nie ośmielił się sprzeciwić woli lidera i cała elita Demokratów jak jeden mąż poparła Gore’a. Wyzwanie rzucił mu tylko Bill Bradley, były senator z New Jersey. W prawyborach Gore bez większych kłopotów dowiódł jednak swej nominacji. Do tandemu zaprosił senatora Joe Liebermana z Connecticut. Był to wielki ukłon pod adresem liberalnego Wschodniego Wybrzeża, a zwłaszcza społeczności żydowskiej – Liebermann stał się pierwszym w historii praktykującym wyznawcą judaizmu, który otrzymał tego rodzaju nominację.

John McCain i George W. Bush
John McCain i George W. Bush

Bardziej zacięty przebieg kampania prawyborcza miała tradycyjnie po stronie partii opozycyjnej. George W. Bush od początku był faworytem, ale nie aż w takim stopniu jak Gore u Demokratów. Ten nawrócony były alkoholik miał dwa podstawowe atuty. Po pierwsze, nazywał się Bush, a to znaczące nazwisko po prawej stronie amerykańskiej sceny politycznej. Po drugie, choć w Europie jego dokonania jako gubernatora Teksasu budziły szczery niesmak (chodziło przede wszystkim o rekordową liczbę egzekucji), w USA był oceniany jako sprawny administrator, który bardzo dobrze zdał egzamin z zarządzania dużym stanem.

Jego głównymi rywalami byli Steve Forbes (tak, ten Forbes), reprezentujący prawicowy beton były podsekretarz edukacji Gary Bauer,  popierany przez partyjnych liberałów John McCain i czołowy czarny Republikanin, Alan Keyes. Szybko okazało się, że jeśli ktoś może zagrozić Bushowi, to tylko McCain. Nawet on musiał jednak pożegnać się ze złudzeniami zaraz po lutowym superwtorku.

Bush poprosił Dicka Cheneya, który w administracji jego ojca był sekretarzem obrony, o pokierowanie pracami komisji, która wybierze dla niego wiceprezydenta. W końcu kandydat doszedł jednak do wniosku, że najlepszym running mate będzie sam Cheney. Wywołało to pewne kontrowersje z uwagi na kiepski stan zdrowia byłego sekretarza. Problemem był też konstytucyjny zakaz, aby prezydent i wiceprezydent byli z tego samego stanu. Cheney mieszkał w Teksasie przez poprzednich 10 lat, ale na potrzeby wyborów wrócił – przynajmniej formalnie – do obywatelstwa swego rodzinnego Wyoming.

Finałowa faza kampanii i wszystko co, co nastąpiło po wyborach, w drugiej części tekstu. 

 

Jarosław Błaszczak
PolitykaGlobalna.pl - portal o polityce międzynarodowej

Zapraszamy do nowego serwisu o polityce międzynarodowej - PolitykaGlobalna.pl

 

sobota, 20 września 2008
KAMPANIE SPRZED LAT: 1972 (II)

George McGovern miał dwa zasadnicze problemy. 27 kwietnia 1972 znany felietonista polityczny Bob Novak zacytował w swoim tekście anonimowego senatora Partii Demokratycznej, który miał stwierdzić, iż  ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, ale McGovern jest za amnestią [dla osób uchylającychsię od służby w Wietnamie], aborcją i legalizacją trawy. I ciągnął dalej: Kiedy klasa średnia, zwłaszcza ta katolicka, dowie się o tym, będzie już po nim. Oczywiście sztab kandydata począł ostro zaprzeczać, ale mimo tych wysiłków, echa artykułu ciągnęły się za McGovernem przez resztę kampanii.

George McGovern
George McGovern

Drugi problem dotyczył wyboru running mate. Cała demokratyczna śmietanka odmówiła startu u boku senatora z Dakoty. McGovern był coraz bardziej zdesperowany i zaczynało mu brakować czasu. Wreszcie udało mu się dogadać ze wspomnianym już Thomasem Eagletonem, senatorem z Missouri. Rzecz w tym, że przed ogłoszeniem tej nominacji, sztabowcy McGoverna nie prześwietlili postaci Eagletona zbyt dokładnie. A szkoda, bo gdyby to zrobili, odkryliby, iż senator cierpiał na depresję maniakalną ze skłonnościami samobójczymi, którą leczył m.in. przy pomocy silnych leków psychotropowych i elektrowstrząsów. Zdaniem większości ówczesnej opinii publicznej, nie była to cecha pożądana u kogoś, kto może kiedyś objąć kontrolę nad najpotężniejszym arsenałem atomowym świata.

Thomas Eagleton na okładce Time
Thomas Eagleton na okładce Time

Kiedy wreszcie McGovern dowiedział się o wszystkim, długo zwlekał z reakcją. Miał opory przed wyrzuceniem Eagletona z drużyny, ponieważ podobne problemy zdrowotne miała jego córka. Tymczasem sprawa była coraz mocniej nagłaśniana w mediach. Ostatecznie obaj panowie zawarli dziwaczny układ – Eagleton sam zrezygnował, ale w zamian za podpisanie przez McGoverna oświadczenia twierdzącego, iż zmiana running mate nie ma absolutnie nic wspólnego z kwestiami medycznymi.

Tak oto Thomas Eagleton stał się synonimem kandydata na wiceprezydenta, który przynosi swemu partnerowi więcej szkody niż pożytku. O to też chodziło brytyjskiemu komentatorowi, którego przywołałem we wstępie do pierwszej części tekstu, chociaż określanie Sary Palin tym mianem wydaje się dość ryzykowną analogią. Wracając do roku 1972, nowym kandydatem na wiceprezydenta został były ambasador USA we Francji, a wcześniej założyciel Korpusu Pokoju, Sargent Shriver, prywatnie mąż Eunice Kennedy, siostry trzech słynnych polityków.

Sargent Shriver i Eunice Kennedy
Sargent Shriver i Eunice Kennedy

W finałowej fazie kampanii duet McGovern – Shriver walczył pod hasłami zakończenia wojny w Wietnamie oraz ustanowienia minimum socjalnego dla najuboższych. Prezydent Nixon próbował odpowiadać równie ostrą retoryką. Najważniejsze w tej kampanii z jego perspektywy okazały się jednak dokonane przez członków jego sztabu włamania do biur Komitetu Krajowego Demokratów w kompleksie Watergate w Waszyngtonie. Nixon wygrał wprawdzie wybory w przygniatający sposób – zwyciężając w 49 stanach (poza Massachusetts) – ale w nieco dłuższej perspektywie afera Watergate okazała się jego politycznym pogrzebem, w efekcie którego kadencję musiał za niego dokończyć Gerald Ford.

Richard Nixon ogłasza rezygnację ze stanowiska prezydenta (8 sierpnia 1974 roku)

No i jeszcze epilog. 15 lipca 2007, ponad 25 lat po publikacji swojego słynnego artykułu o aborcji, amnestii i trawie, Bob Novak ujawnił wreszcie, który senator był jego źródłem. Mógł to zrobić, bowiem sam zainteresowany zmarł kilka miesięcy wcześniej. Nazwisko zdrajcy brzmiało: Thomas Eagleton.

 

Jarosław Błaszczak

 
Podobne:
piątek, 19 września 2008
KAMPANIE SPRZED LAT: 1972 (I)

Kilkanaście dni temu, w czasie najbardziej zmasowanych ataków na Sarę Palin, gdy zaczęto wyciągać na światło dzienne wszelkie możliwe brudy z jej prywatnego i politycznego życiorysu, jeden z czołowych brytyjskich komentatorów tych wyborów zamieścił na swoim blogu  wpis liczący zaledwie dwa słowa i jeden znak zapytania: Thomas Eagleton? Cóż to za jegomość i o co w ogóle chodziło zacnemu angielskiemu publicyście? Między innymi o tym w dzisiejszych Kampaniach sprzed lat.


Richard Nixon
Richard Nixon

Kampania wyborcza z 1972 roku stanowiła przede wszystkim batalię o reelekcję urzędującego prezydenta, Republikanina Richarda Nixona. We własnej partii napotkał on na symboliczny opór. Żaden z jego dwóch oponentów – Pete McCloskey i John Ashbrook – nie uzyskał łącznie we wszystkich prawyborach poparcia wyższego niż 6%.

 

Po stronie Demokratów za faworyta na długo przed wyborami uchodził senator Edward Kennedy. Jego reputację boleśnie nadwątlił jednak tzw. incydent z Chappaquiddick. Mówiąc w największym skrócie, w lipcu 1969 prowadzony przez senatora samochód wylądował pewnego wieczora na dnie morza u wybrzeża jednej z wysp w jego rodzinnym Massachussetts; on sam zdołał się wydostać z zatopionego pojazdu, ale wewnątrz pozostała młoda kobieta, była pracownica sztabu wyborczego jego brata Roberta. Co więcej, według wielu senator nie zrobił nic, by ją ratować. W efekcie dziewczyna zmarła, a przy okazji pojawiły się kolejne niewygodne pytania (czy aby senator nie robił z młodą aktywistką nic zdrożnego? czy był trzeźwy? gdzie była wtedy jego żona?).


Edward Kennedy na okładce Time (1969 rok)
Edward Kennedy na okładce Time (1969 rok)
  

W efekcie na placu boju pozostało czterech poważnych kandydatów, znanych już zresztą Czytelnikom USA 2008. Hubert Humphrey był wiceprezydentem u boku Lyndona Johnsona. George McGovern senatorem z Dakoty Południowej. George Wallace stał na czele najbardziej konserwatywnej, skupionej na południu USA, frakcji Demokratów. Wreszcie Edmund Muskie miał za sobą całkiem udany (choć zakończony niepowodzeniem) występ jako kandydat na wiceprezydenta w poprzedniej kampanii. Ostatecznie górą okazał się McGovern, człowiek z głębokiej prowincji i spoza partyjnej elity, w prawyborach głoszący hasła walki z establishmentem.



Jarosław Błaszczak

Jutro zapraszamy na drugą część tekstu.

Podobne:
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5

O NAS

Kontakt/Współpraca


Creative Commons License
Teksty są dostępne
na licencji Creative Commons
Uznanie autorstwa 2.5 Polska
.

Tłumacz z nami
WE the Media (2004) -
słynny manifest dziennikarstwa obywatelskiego Dana Gillmora.
Maciej Lewandowski






Powered By
widgetmate.com
Sponsored By
Digital Camera